,

Problem wiary (Boże Ciało 2019)

08:56


W końcu pojawił się film, który celnie punktuje problemy z Kościołem, przy tym dalekim będąc od piętnowania go. „Boże Ciało” to film o problemie wiary, który z mieszkańcami prowincjonalnego miasteczka na Podkarpaciu przepracować spróbuje młody chłopak, podszywający się pod księdza. Daniel nieskażony kościelnymi schematami wejdzie z buciorami w małomiasteczkowe życie i bezpardonowo zrobi w nim niemałe zamieszanie. Jest fermentem, którego mieszkańcy uważający siebie za dobrych, prawilnych chrześcijan naprawdę potrzebowali. Wytknie im ich hipokryzję i spróbuje nastawić złamane nienawiścią do bliźniego serca. Stanie w roli terapeuty wiernych, ale nie takiego, który mówi, jak mają żyć, a pokazuje, jak można żyć lepiej — bez uprzedzeń i zjadającego ich od środka poczucia krzywdy. Nauczy ich podstawowej cechy człowieczeństwa – umiejętności wybaczania, której tak bardzo potrzebują, przezywając wielką tragedię, która ich spotkała. Udało mu się to z jednego prostego powodu — jest taki sam jak oni, nienaznaczony przynależnością do instytucji, odcina się grubą kreską od hierarchii kapłan- wierni, staje pośród nich, a oni nieświadomi pozera, z jakim mają do czynienia, dają się uwieść prostemu przekazowi: Miłujcie się!


To film do szpiku kości chrześcijański, humanistyczny tak bardzo potrzebny nam w czasach, kiedy Kościół i wiara zaczynają dzielić się na dwa obozy. Zagubione owieczki po prostu potrzebują dobrego pasterza, który pokaże im, w którą stronę zmierzać. Komasa podchodzi do swoich bohaterów z dużą dozą zrozumienia, nie pokazuje palcem, kto jest tym dobrym, a kogo uważać powinniśmy za gorszego, bo każdy ma uzasadnienie swoich zachować. Każe i nam widzom krytycznie podejść do tego, co widzimy na ekranie i nie popadać w pychę bezkrytycznego wydawania osądów. Polska prowincja często pokazywana jest jako ten zabobonny, prostacki ułamek naszego kraju. W „Bożym Ciele” twórcy dali jej prawo głosu i po prostu przytulili ją do serca.



Boże ciało moim skromnym zdaniem to najlepszy film w karierze Komasy. Nie wiem, czy ma szansę na Oscara, który to ciągle przewija się w tekstach obok tytułu — polski kandydat do Oscara krzyczą nagłówki. Wiem, tylko że zasługuje na uwagę polskiego widza nie tylko ze względu na tematykę, ale i świetny scenariusz 27-letniego Mateusza Pacewicza. Tu nie ma ani jednego zrębnego zdania, przegadanych bezsensowne scen. Pacewicza wie, co chce nam przekazać i stawia tłustą kropkę nad i. Nie zapominajmy też o fenomenalnej roli Bartka Bieleni, który niesie na barkach ten film, a jego oczy mówią prawdę, tylko prawdę i samą prawdę.

Nie napisze wam, że to film, który trzeba zobaczyć, ale to film, który NAPRAWDĘ WARTO zobaczyć.



You Might Also Like

0 Comments

Blog Archive