,

Misja samotność (Ad Astra 2019)

11:00



Człowiek to istota tragiczna, która niezależnie od miejsca, w którym się znajduje, ciągnie za sobą cień nieuniknione katastrofy. W „Ad Astrze” tworzy kolejne repliki ziemi, które najbogatsi odwiedzają komercyjnymi lotami, by stołować się w łudząco podobnych do ziemskich knajpach i nie robić nic innego jak oczywiście walczyć o surowce. Bo człowiek to istota zachłanna, która niezależnie od miejsca wciąż popełniać będzie te same błędy.

Ponadto człowiek to istota egoistyczna. Stawiająca siebie, swoje potrzeby i mniemanie o sobie ponad wszystko inne. Ponad dobro planety, ponad rozkazy, ponad życie załogi, ponad rodzinę, ponad własną krew. I to człowiek jest w centrum zainteresowania twórców „Ad Astra”. Ta sci-fi opowieść o człowieku w kosmosie to bardzo intymny portret samotności i niszczycielskiej siły, jaką niesie za sobą poczucie ojcowskiego zaniedbania.



Roy (Brad Pitt) idzie w ślady ojca, który wiele lat temu zaginął w czasie misji, która na celu miała sprawdzenie, czy człowiek jest naprawdę sam we wszechświecie? Jego ojciec jest legendą, a on obierając ścieżkę kariery zdawał się pragnąć jak najbardziej zbliżyć się do człowieka, który jest autorytetem dla tak wielu. Nieprzepracowana trauma straty rodzica rzutuje na jego życie, powodując zdystansowanie do świata. Jego niesamowite opanowanie, uznawane za największy atut majora wynikają zapewne z braku umiejętności zaangażowania się w cokolwiek poza pracą. I dopiero kiedy staje przed widmem ponownego spotkania z ojcem wszelkie hamulce puszczają, a do głosu dochodzą wszystkie traumy i to one przejmują ster.

Zamysł i przekaż, jaki chcieli przemycić twórcy, jest jasny, jednak sposób, w jaki to zrobili zakrywa o nudnawą, nielogiczną historię, ocierającą się o absurd. Gra aktorska Pitta – świetna, to on tu gra pierwsze skrzypce od początku do końca. To tak naprawdę film jednego aktora, reszta bohaterów nadaje tylko kontekst jego zachowaniem. Zdjęcia, scenografia — zachwyca! Jednak niektóre zabiegi fabularne wołają o pomstę to nieba, a w tym przypadku do wszechświata. Im dalej w las, tym robi się ciemniej. I to nie dlatego, że towarzyszą nam kosmiczne ciemności, a dlatego, że brak logiki zarówno w zachowaniu bohaterów, jak i wydarzeń przedstawionych na ekranie zaczyna zwyczajnie nużyć. Mrok niekończącego się kosmosu, jak i mrok sali kinowej, zamiast utrzymywać napięcie, jedynie powodują nasilające się ziewanie.
#sorrynotsorry


You Might Also Like

0 Comments