Mdła historia o nienawiści (Nienawiść, którą dajesz 2018)

20:00

Źródło: http://imperial-cinepix.com.pl/
Okropnie mnie denerwuje, kiedy ważne tematy są infantylizowane – niestety to właśnie stało się w filmie Nienawiść, którą dajesz, w którym głośny ruch #BlackLivesMatter pokazany został przez pryzmat szesnastoletniej bojowniczki rasowej niesprawiedliwości. 

Nie raz, nie dwa, a wiele razy dane nam było usłyszeć w ostatnim czasie o agresywnych zachowaniach policjantów względem czarnych Amerykanów. Nóż otwiera się w kieszeni, kiedy słyszy się o kolejnym młodym chłopaku zastrzelonym na ulicy tylko i wyłączanie przez stereotypy. W takim świecie przyszło nam żyć, kiedy łatwiej kogoś postrzelić niż chociaż spróbować wyciągnąć w jego kierunku dłoń. Era Trumpa tylko zaostrza rasistowskie nastroje, a ulice spływają krwią kolejnych niewinnych dzieciaków. Brzmi poważnie, wiem. Ale takiego filmu oczekiwałam. Poważnego podejścia do tematu, takiego, który poruszy, da do myślenia. Nie to dostałam. Kupa frazesów, jakby scenariusz oparty byłby o serię tweetów z wcześniej wspomnianym hashtagiem.
Źródło: http://imperial-cinepix.com.pl/

Szesnastoletnia Starr żyje w ciągłym rozdarciu. Z jednej strony mieszka w czarnej, dość niebezpiecznej dzielnicy, gdzie co druga osoba uwikłana jest w szemrane interesy. Z drugiej uczęszcza do dobrej szkoły, której uczniowie do bogate, białe i często rozpuszczone dzieciaki. Jak sama stwierdza, nie czuje stuprocentowej przynależności do żadnej z tych grup. Poczucie wyalienowana potęguje śmierć jej przyjaciela z dzieciństwa, której jest świadkiem. Chłopak zostaje zastrzelony przez policjanta. Teraz rozpocznie się personalna walka dziewczyny z oczekiwaniami otoczenia, z jej własną traumą oraz systemem.
Źródło: http://imperial-cinepix.com.pl/
Nienawiść, którą dajesz wydaje się być zrobionym pod gimnazjalistów. Proste chwyty manipulujące emocjami, kilka patetycznie wypowiedzianych kwestii, a wszystko w aurze kiepskiej powieści young adult. Być może młodsze pokolenie to łyknie i nawet wysmaruje kilka tweedów o tym, jak bardzo poruszył ich seans, nie zapominając przy tym dorzucić hashtagu #blacklivesmatter. Brakuje tu prawdziwych emocji, mięsa, poczucia, że wszystko co pada z ust bohaterów to nie tylko frazesy wepchnięte tam przez scenarzystów. Temat jest zbyt ważny, by tak naiwnie go przedstawiać. 

Liczyłam na coś więcej niż cielęce, zapłakane oczy głównej bohaterki i uniesiona patetycznie ręka zaciśnięta w pięść.


You Might Also Like

0 Comments

Blog Archive