,

Zachwycający mindfuck (Suspiria 2018)

16:26


Nie widzieliście Suspirii w reżyserii Daria Argento z 1977 roku? Ja też nie! Czy w związku z tym możecie iść na Suspirię Luca Guadagnino? Oczywiście! Ja poszłam i to był groteskowo dobry kawał „zabawy”.

Być może ktoś za moje kinematograficzne braki posądzi mnie o ignoranctwo. Mimo to postanowiłam ich nie nadrabiać przed wyjściem do kina. Krytycy często popadają w swoich recenzjach w komparystyczne pułapki, szukają odwołań, porównują remake’i z oryginałami i oczywiście ma to sens. Krytycy powinni te porównania, cytaty, nawiązania wyłapywać, pokazywać palcem, często edukować kinomaniaków. Ja krytykiem nie jestem, więc swoim braków się nie wstydzę, chętnie je uzupełniam, kiedy czuję, że warto. Na Suspierię postanowiłam pójść z czystej ciekawości z otwartą głową, niewypełnioną echem oryginału. Nie jestem fanką horrorów ani kina grozy, nie znam się na nim, ale daję mu szanse. Wiem, tylko że łatwo mnie przestraszyć... Ale Suspirii się to nie udało, za to dała mi do myślenia i pozostawiłam mindfuck w głowie, który poza zachwytem, jest jedną z moich ulubionych reakcji na kino.

Berlin lata 70. Na ulicach króluje polityka, za murami szkoły Madame Blanc (Tilda Swinton) taniec. Amerykańska tancerka Susie (Dakota Johnson) przyjeżdża do niemieckiej stolicy, by rozpocząć naukę w prestiżowej szkole tańca. Zgrywa się to w czasie z zaginięciem jeden z uczennic Patricii (Chloë Grace Moretz), jednak zniknięciem dziewczyny mało kto zawraca sobie głowę, bo kadra pedagogiczna zajmuje się bardziej mrocznymi sprawami.

Film momentami może wydać się chaotyczny, a jego wielowątkowość zaczyna rozpraszać, ja jednak widzę w tym świadomy zamysł. Ta pozorna kakofonia wątków tworzy pieczołowicie przygotowaną choreografię, którą porównać można z tą, której przez cały film uczą się tancerki. Chaotyczne z pozoru ruchy składają się na spektakularne widowisko. Seans przypomina podróż po labiryncie, gubimy się w politycznym obrazie podzielonego murem Berlina, z jednej strony skręcamy w zakamarki kryminalnej zagadki, by zaraz potem na horyzoncie ujrzeć motywy feministyczne i budzącą się seksualność, po chwili trafiamy na trzymającą na skraju fotela grozę, która nagle zmienia się niemalże w sceny z kina gore. Suspiria nie pozwala się nudzić, niemal każe nam trwać w stanie ciągłej gotowości. Tu nic nie jest oczywiste i to chyba jedna z najlepszych zalet tego filmu.

Suspiria zaspokaja także estetycznie. Nawet sceny przodujące w przemocy kolorystycznie lub klimatycznie zachwycają. Głęboka czerwień krwi dzięki zbudowanemu klimatowi nabiera wytworności, a sceny najokrutniejszej przemocy poprzez trzymającą w napięciu muzykę nie pozwalają oderwać wzroku od ekranu. Atmosfera grozy aż kipi z ekranu od pierwszych minut, a to dzięki scenografii, muzyce, zdjęciom i montażowi. Nie wypada wręcz zostawić bez słowa pochwały Dakoty Johnson i Tildy Swinton. O ile po Tildzie spodziewać się można było, że jej rola zachwyci, bo to aktorka, która nie umie inaczej, to Dakota okazała się dla mnie wyjątkowym zaskoczeniem. Spodziewałam się, że okaże się najsłabszym ogniwem tego filmu, wręcz przeciwnie – okazała się najmocniejszym. Nie ma tu dyszącej, drewnianej Anastazji (z serii filmów o perwersyjnym Grey'u), jest wyrazista postać, która błyszczy na tle całej obsady. Takiej Dakoty nie znałam, ale poproszę o więcej!


Suspirię warto obejrzeć w kinie. Nie dla efektów specjalnych, a dla przeżyć, jakie oferuje ciemna sala kinowa. Najlepiej wybierzcie miejsca z dala od reszty współ oglądających i dajcie się ponieść tej gęstej atmosferze grozy, jaką przygotował dla Was Guadagnino.


You Might Also Like

0 Comments

Instagram