[34. WFF] Warszawski Festiwal Filmowy - podsumowanie

20:46


Niestety dla mnie tegoroczna przygoda z Warszawskim Festiwalem Filmowym dobiega końca, bo wyruszam na kolejny - Kamerę Akcję. Tymczasem zostawiam swoje krótkie podsumowanie tego, co udało mi się w tym roku obejrzeć. 



Break reż. Marc Fouchard


Współczesny Paryż. Lucie jest tancerką przygotowująca się do castingu do  Bird Dance Company. W czasie ryzykownego treningu ulega wypadkowi i trafia do szpitala. Jednak jak to mówią, co nas nie zabije to nas wzmocni - szybko staje na nogi i wraca do przygotowań ze zdwojonym zapałem. Chce spróbować czegoś nowego i tak trafia na salę treningową tancerzy ulicznych. W nadziei że wkomponowanie nowych elementów do jej układu da jej większe szanse wygrania przesłuchania, zaczyna trenować z b-boyami. Po drodze poznaje zbuntowanego tancerza żyjącego „na granicy” prawa, po opieką którego tworzy nową choreografię. Break to historia miłosna z tańcem na drugim planie. Trochę jak Step Up tylko z lepszą historią pretekstową. Bo jak zwykle w filmach tego typu bywa - losy bohaterów to tylko pretekst dla scen przeznaczonych dla miłośników tańca. Nie zapada w pamięci niestety...


________________________________________________________________

Rafiki reż. Wanuri Kahiu


Dorastając, oglądaliśmy w filmach wciąż zakochujących się Europejczyków i Amerykanów. A Kenijczyków nie. Jakby to uczucie zarezerwowane było wyłącznie dla obcokrajowców – mówi reżyserka Wanuri Kahiu. Postanowiła to zmienić! Stworzyła pastelową opowieść o kenijskiej zakazanej miłości. Dwie dziewczyny z różnych światów, które łączą polityczne aspiracje ojców startujących przeciwko sobie w wyborach. Trochę historia Romo i Julii (a dokładniej Julii i Julii) - zwaśnione rody i uczucie, od którego nie da się uciec, a dodatkowo otoczenie głęboko skalane uprzedzeniami. Tragiczna historia lesbijskiej miłości bardzo ładnie nakręcona, nasiąknięta kolorami i świetnie wkomponowaną ścieżką dźwiękową, która tylko akcentuje jeszcze mocniej afrykański klimat. Film zakazany w Kenii, jednocześnie pierwszy kenijski kandydat do Oscara. 




________________________________________________________________

Jestem gorączką reż. Jorge Navas


Kolejny film Warszawskiego Festiwalu Filmowego, w którym taniec gra istotną rolę. W przeciwieństwie do Break, tu on jest pretekstem by pokazać życie młodych mieszkańców Buenaventury, kolumbijskiego miasta, w którym rządzi przemoc.

Czterech chłopaków, każdy z innym bagażem doświadczeń za punkt honoru stawiają sobie wygranie konkursu urban dance. Żyją na skraju ubóstwa, w drewnianych domkach, które wyglądają jakby mocniejszy podmuch wiatru mógł je znieść z powierzchni ziemi. Perspektywy na polepszenie życia są niewielkie, walka o przetrwanie zmusza ich do porzucenia marzeń o lepszym życiu. Szemrane interesy, w pułapkę których wpadną spowoduje że nawet ich przyjaźń, będąca ich ostatnią ostoją stabilności zostanie poddana próbie. A desperackie próby polepszenia życia przyniosą katastroficzny skutek. 

Historia o honorze i codziennej walce o przetrwanie okraszona taneczno-muzycznymi wtrąceniami. 


________________________________________________________________

Na jej barkach reż. Alexandria Bombach


Przejmujący dokument ukazujący historię byłej niewolnicy ISIS. Nadia Murad, aktywistka, laureatka pokojowej nagrody Nobla, ocalała. Po najeździe ISIS na jej wioskę, jako jednej z niewielu udało się ujść życiem, ale jakim kosztem... Przez ponad rok była bita, gwałcona i upokarzana przez członków Państwa Islamskiego. Gdy w końcu udało jej się uciec za cel postawiła sobie, by świat usłyszał o społeczności jazydów, z której się wywodzi i o jej masowej eksterminacji. Nadia każdego dnia walczy o sprawiedliwość swoją i swojej społeczności. Walczy z organizacjami, które z zasady stworzone, by pomagać niewiele robią, walczy z mediami, żerującymi tylko na jej przerażających wspomnieniach w poszukiwaniu wyciskającej łzy historii. Szuka sprzymierzeńców, którzy poniosą jej wstrząsającą historię w świat, w nadziei, że ten w końcu się obudzi i coś zrobi. Na swoich barkach niesie ciężar pamięci o tysiącach pomordowanych, niestety barki jednej osoby nie są w stanie unieść samotnie takiej ilości cierpienia.


________________________________________________________________

Bliscy wrogowie reż. David Oelhoffen

Po wyjściu z sali kinowej miałam problem z tym filmem. Chciałam, żeby mi się podobał, naprawdę chciałam, ale niestety Oelhoffenowi coś po drodze nie wyszło. Film trwał 1:45 to wydawałoby się idealny czas na zgrabny film kryminalno-gansterski - powinien mocno trzymać w fotelu do ostatniej minuty. Niestety, między sprawnym wprowadzeniem a dobrą końcówką dostajemy rozciągnięty bezsensownie środek, który tylko miewa dobre momenty. Historia mieszkańców paryskiego przedmieścia, niejako od początku skazanych na stąpanie po przestępczej ścieżce zaczyna gubić uwagę i zainteresowanie widza. Matthias Schoenaerts wraz z Redą Katebem tworzą ciekawy duet, (chociaż ten drugi zdecydowanie wychodzi na prowadzenie), w którym jeden jest dilerem narkotyków, drugi policjantem, a łączy ich przede wszystkim pochodzenie i próba rozwikłania zagadki morderstwa ich wspólnego "partnera w interesach". Reżyser we wprowadzeniu powiedział, żeby nie traktować tego filmu tylko jako historii kryminalnej, ale też społecznej i politycznej i niby mamy tu liźnięty temat imigrantów, którzy szczególnie na przedmieściami Paryża rządzą (wiem, byłam, mieszkałam, widziałam), ale jest on bardzo sztampowy - jakby reżyser dał ciche pozwolenie na wrzucenie ich do jednego wora, bo przecież wszyscy (prawie wszyscy) kończą handlując narkotykami. Pokazanie niuansów w obrębie społeczności, gdzie dla dobra interesów wbija się przysłowiowy nóż w plecy najbliższym chyba są najmocniejszą zaletą tego filmu.

You Might Also Like

0 Comments

Instagram

Blog Archive