O tym, jak można dobrze bawić się na Predatorze, mimo iż nigdy wcześniej nie widziało się żadnego filmu z tej serii (Predator 2018)

23:28


To będzie totalna improwizacja. Ostrzegałam. :)


Nie bijcie, ale nie oglądałam poprzednich Predatorów, a nawet jeśli to totalnie nieświadomie, może leciały w Polsacie któregoś wieczoru i spojrzałam jednym okiem, ale specjalistką do spraw myśliwych z kosmosu nie jestem (Predator z 2018 nauczył mnie tego, że akurat ci kosmici mają nietrafioną nazwę i nie powinni być nazywani drapieżnikami, a myśliwymi… kurczę może jednak jestem specjalistą? Just kidding!). Na film poszłam bez większych oczekiwań. Tak naprawdę wcale nie miałam zamiaru na niego iść, ale mam urlop i dostałam darmowe zaproszenia, więc idealna okazja do przebrania się z piżamy i wyjścia z domu. 

O predatorze wiedziałam tylko tyle, że pochodzi z kosmosu, jest potencjalnie niebezpieczny dla ludzkości, a amerykańscy bohaterowie spróbują go unicestwić. No i się nie pomyliłam. Podejrzewam, że to streszcza każdy film o tej tematyce. Między Predatorem 2018 a innymi filmami o kosmitach, których trzeba zgładzić są 3 różnice, które rzucają się na pierwszy rzut oka (ale mogę się mylić, bo tak jak pisałam NIE JESTEM SPECJALISTKĄ w tej dziedzinie): 

1. To, że Shane Black miał na tyle odwagi, by ściszyć amerykański patos, a podkręcić żart. Z tego co się zdążyłam zorientować wielu osobom ten mezalians gatunkowy nie przypadł do gustu, no bo jak się godzi mieszać poważne, szanowane Sci-Fi z czerstwymi żartami o „twojej starej”… (a jak już się nawet takowe wcześniej pojawiały, to filmowy śmieszek ginął pierwszy, prawdopodobnie po to, by nie psuć podniosłej atmosfery walki o przyszłość ludzkości). Mnie się to akurat podobało, bo to ciągłe ratowanie świata od krwiożerczych kosmitów z kijem w tyłku zwyczajnie nudzi. A tu, kilka razy nawet się szczerze zaśmiałam. 

2. To, że choć raz nie ratujemy świata, ludzkości, przyszłości kolejnych generacji (tzn. ten temat przewija się w bełkocie naukowców) ale autystycznego dzieciaka, który jako jedyny okazuje się być w stanie nawiązać z kosmitami kontakt, przez co staje się dla nich cenny. 

3. To, że na misję ratunkową wyrusza banda wojskowych wyrzutków. Nie jacyś tam najlepsi z najlepszych, a kilku przypadkowych żołnierzy, którzy spotkali się w autobusie do wariatkowa. W sumie lepsza walka z Predatorem niż lobotomia… 


Podsumowując: ten seans nie był dla mnie stratą czasu. Bawiłam się całkiem nieźle. Jak na osobę, która zazwyczaj omija wszystkie filmy o Predatorach i Obcych muszę przyznać, że to spotkanie pierwszego stopnia było naprawdę udane. 
Zastanawia mnie tylko jedno… Kiedy twórcy przestaną robić ze swoich ludzkich bohaterów idiotów? Zawsze to samo, w każdym filmie – na spotkanie z potężnym kosmitą wysyłają wojsko z lichymi karabinami i przez CAŁY film strzelają, i strzelają, i strzelają i naprawdę nikt nie widzi ŻE TO NIE JEST W STANIE GO ZABIĆ?! Gdzie są czołgi, bazuki, działa, bomby, cokolwiek? Serio od 30 lat niczego się nie nauczyli? 

PS. Czy wszyscy biologowie w USA mają przeszkolenie wojskowe? Bo filmowa Pani Naukowiec naprawdę nieźle radziła sobie ze spluwą... 




You Might Also Like

0 Comments

Instagram

Blog Archive