,

Listopad w kinie (Mother!, Złe mamuśki 2: Jak przetrwać święta, Pewnego razu w listopadzie, Suburbicon, Cicha noc)

10:12




Mother! (2017) reż. Darren Aronofsky

Mother! aż prosi się, by czytać go kluczem biblijnym. Zagorzałych wyznawców ironiczne spojrzenie Aronoskiego na proces powstawania religii może mierzić. Jakby specjalnie próbował zaszokować wyborem biblijnych tematów. Mother! zatacza koło. Od Genesis, poprzez Kaina i Abla, mniej lub bardziej fałszywych proroków, po komentarz do bardziej współczesnych, dobrze znanych nam wątków — niewolnictwa, toczonych wojen religijnych aż po niemalże samounicestwienie się świata... bo jak to pisali w Księdze Rodzaju "prochem jesteś i w proch się obrócisz".
I tak bez końca. Mother! to nieco chaotyczna, momentami niewygodna jazda bez trzymanki. Warto się w tę drogę z Aronofskim, Lawrence i Bardemem wybrać. 


Złe mamuśki 2: Jak przetrwać święta (2017)
 reż. Jon Lucas, Scott Moore

Typowa amerykańska komedia, która potrafi rozbawić i znudzić podczas 1,5 godzinnego seansu. Świąteczny przeciętniak, o którym szybko zapomnicie. Idealny na jednorazowy seans po pracy, jeśli potrzebujecie szybkiego odmóżdżenia po ciężkim dniu. Do pewnego momentu jest nawet zabawnie, pod warunkiem, że odstawisz na bok swoje wysublimowane poczucie humoru i dasz się uwieść rynsztokowym żartom. Kilka razy się zaśmiałam, ale im dalej w las, tym więcej sentymentalnego jęczenia. Rozumiem, że Święta rządzą się swoimi prawami i ostatecznie wszyscy muszą sobie podać ręce w ten magiczny czas... Niemniej, im bardziej twórcy uderzają w te pojednawcze tony, tym bardziej zaczynam wiercić się w fotelu i ziewać. 



Pewnego razu w listopadzie (2017) 
reż. Andrzej Jakimowski

Poszłam na ten film nie wiedząc nic, poza tym, że gra tam Kulesza, a to samo w sobie dla mnie jest rekomendacją... i pozostaje nią do dziś. Pierwsza połowa nawet angażuje, historia o tułaczce eksmitowanej nauczycielki i jej syna — studenta prawa uderza w widza i poddaje rewizji nasze często negatywne opinie o bezdomnych. Bezdomny bezdomnemu nierówny. Nie każdy to zapity, śmierdzący moczem żebrak. Jednak im dalej w las, tym historia zaczyna się rozmywać, na pierwszym planie lata jakiś pies burek, który chyba miał spotęgować nasze współczucie dla całej sytuacji, ale z czasem zaczyna irytować. W tle mamy Warszawę, listopad, atak "prawdziwych patriotów" na warszawski Squat Przychodnia podczas 11-listopadowego marszu w 2013 roku. Nie jest to jednak kolorowa Warszawa, jaką znamy z polskich komedii romantycznych, to Warszawa peryferii, zimna, błota, domków działkowych, torów kolejowych, przytułków dla bezdomnych. Taką Warszawę nieczęsto mamy okazję oglądać w kinach. To miasto ponure, podobnie jak codzienność jego mieszkańców. Pewnego razu w listopadzie to kino społeczne, patrzymy na prawdziwą Polskę, rozwarstwioną, dręczoną konfliktami, nienawiścią, bezradnością, często obojętnością. Szkoda tylko, że w połowie ma się wrażenie, że historia zgubiła swój bieg i jedyne co chce się powiedzieć to "Do brzegu Panie Jakimowski, do brzegu". 



Suburbicon (2017) reż. George Clooney

Film, który ma chyba najbardziej przekłamany zwiastun ever. Co nie zmienia faktu, że sam film okazał się pozytywnym zaskoczeniem. Coenowski styl wylewa się z ekranu, jest zabawnie i groteskowo. Julianne Moore jest fenomenalna i nawet Matt Damon, którego fanką nie jestem, ma okazję udowodnić, że zazwyczaj wyrażając swoje opinie o nim, nie mam racji. Czarna komedia rozgrywająca się w latach 50., ukazująca problemy Ameryki współczesne nawet prawie 70 lat później. Coś jest nie tak z ludzkością, która zamiast rozwijać, zacietrzewia się w swoich średniowiecznych przekonaniach. Naprawdę niezły, choć nie zapada w pamięć. 



Listy do M. 3 (2017) reż. Tomasz Konecki

Listy do M. 3 po raz kolejny sięgają po dobrze znane nam tezy – że rodzina jest najważniejsza, że trzeba słuchać głosu serca i każdy problem da się rozwiązać, jeśli ma się wsparcie w bliskich. To wszystko już było, zaprezentowane tylko w innej choreografii. Powiecie, że się czepiam – trochę tak jest. Jeśli co roku mam chodzić na film, to chciałabym, by co roku naprawdę warto było na niego iść. Jeśli co roku tworzymy kolejną część dobrze znanej nam historii, niech wprowadza jakiś nowy, świeży element. Twórcy osiedli na laurach, skoro poprzednie części się sprzedały – weźmy te same składniki, wymieszajmy i zaserwujmy podobne danie, tylko w lekko zmienionej formie. To tak jakbyście jednego dnia robili na obiad makaron z warzywami, a na drugi zapiekankę makaronową z resztek. Niby smacznie, ale nie Gordon Ramsay kręciłby nosem na brak finezji. 



Cicha noc (2017) reż. Piotr Domalewski 

Jeden z najbardziej polskich filmów ostatnich lat. Jest w nim coś tak bardzo prawdziwego, że przez cały seans potakiwałam ze zrozumieniem. Piotr Domalewski ma wyjątkową umiejętność obserwowania ludzi i przelewania tych obserwacji na ekran bez zbędnych upiększeń, kinematograficznych zabiegów, filmowego fałszu. Nie próbuje nas do swoich bohaterów przekonać ani zniechęcić – on nam po prostu pokazuje – to są ludzie tacy jak Ty jak Twój sąsiad, wujek, matka. To jest Polska właśnie, gdzie Ojcze nasz przeplatane jest kieliszkiem wódki.
Oby więcej takich debiutów w polskim kinie!




You Might Also Like

1 Comments

Instagram