[33. WFF] Warszawski Festiwal Filmowy - Podsumowanie

09:31



Żegnam się z jednym z moich ulubionych festiwali filmowych, ponieważ wyruszam na kolejny, czyli Festiwal Kamera Akcja. Ale zanim wsiądę w pociąg zostawiam tu krótkie podsumowanie kilku tytułów, które udało mi się w tym roku na Warszawskim Festiwalu Filmowym obejrzeć.



Pewnego razu w listopadzie reż. Andrzej Jakimowski


Poszłam na ten film nie wiedząc nic, poza tym, że gra tam Kulesza, a to samo w sobie dla mnie jest rekomendacją... i pozostaje nią do dziś. Pierwsza połowa nawet angażuje, historia o tułaczce eksmitowanej nauczycielki i jej syna — studenta prawa uderza w widza i poddaje rewizji nasze często negatywne opinie o bezdomnych. Bezdomny bezdomnemu nierówny. Nie każdy to zapity, śmierdzący moczem żebrak. Jednak im dalej w las, tym historia zaczyna się rozmywać, na pierwszym planie lata jakiś pies burek, który chyba miał spotęgować nasze współczucie dla całej sytuacji, ale z czasem zaczyna irytować. W tle mamy Warszawę, listopad, atak "prawdziwych patriotów" na warszawski Squat Przychodnia podczas 11-listopadowego marszu w 2013 roku. Nie jest to jednak kolorowa Warszawa, jaką znamy z polskich komedii romantycznych, to Warszawa peryferii, zimna, błota, domków działkowych, torów kolejowych, przytułków dla bezdomnych. Taką Warszawę nieczęsto mamy okazję oglądać w kinach. To miasto ponure, podobnie jak codzienność jego mieszkańców. Pewnego razu w listopadzie to kino społeczne, patrzymy na prawdziwą Polskę, rozwarstwioną, dręczoną konfliktami, nienawiścią, bezradnością, często obojętnością. Szkoda tylko, że w połowie ma się wrażenie, że historia zgubiła swój bieg i jedyne co chce się powiedzieć to "Do brzegu Panie Jakimowski, do brzegu".


Czuwaj reż. Robert Gliński


Oj... dawno mnie tak film nie zirytował! Było dobrze, było naprawdę dobrze.
Zderzenie grzecznych harcerzy z patriotyczną piosenką na ustach z urwisami z bidula z papierosem w gębie, powodowało, że testosteron kipiał z ekranu. To miała być typowa lekcja o tolerancji, która niespodziewanie zmieniła się przepychanki nastolatków i prężenie mułów. I nawet TO dobrze się  oglądało, do czasu... Do momentu, kiedy sytuacja wymyka się spod kontroli, wydarza się tragedia, a dzieciaki pozostawione same sobie decydują się na samosąd. Gdzieś ten potencjalnie dobry pomysł fabularny wymknął się spod kontroli, a rozwiązanie zagadki to już policzek dla widza. Dobrze budowane napięcie, gdzieś po godzinie zaczyna powoli uchodzić jak powietrze z dziurawego materaca, mimo iż twórcy usilnie z minuty na minutę próbowali atmosferę zagęścić, gdzieś po drodze pogubili się w obliczeniach rachunku prawdopodobieństwa i cały ten harcerski obóz trafił szlag. 


Djam reż. Tony Gatlif

Gatlif wraca i znów zachwyca orientalną nutką południa. Tym razem bez sentymentu, bez romantyzmu, choć tytułowa Djam ma w sobie coś z romantycznej wędrowniczki. Zwariowana, zakochana w muzyce, czasem przerażająco beztroska, kipi naiwnością. Naiwnością, z jaką my rozsądni zachodni Europejczycy lubimy zauważać w południowo-wschodnich sąsiadach. Gdzieś w tej zniszczonej kryzysem Grecji bije wciąż serce, mocno, rozgrzane tupaniem nóżki w rytm muzyki, która rozbrzmiewa na każdym kroku. Najczęściej dzięki Djam, która wysłana przez ojczyma z Lesbos do Stambułu, by załatwić parę spraw, nie przestaje śpiewać, tańczyć i zawierać przypadkowych znajomości. Gatlif potrafi rozłożyć środki ciężkości, by ekranowe emocje umiejętnie się wyważyły. Nie jest ani zbyt zabawnie, ani zbyt poważnie. Kiedy robi się za ciężko, wkracza muzyka, kiedy bohaterka zaczyna byś irytująco frywolna, nagle znajduje się w sytuacji, w które musi mocno stanąć na ziemi. Jest to kino drogi bardzo współczesne. Wypełnione ludźmi dramatami, strachem o jutro, ale i nadzieją, że spotkasz na swojej drodze dobrego człowieka, który wyciągnie pomocną dłoń.



Znajdźcie tę głupią sukę i wrzućcie ją do rzeki reż. Ben Brand

Włączasz YouTube i widzisz wideo kilkunastoletniej dziewczynki, która z uśmiechem na twarzy wrzuca do rzeki małe szczeniaczki. Co robisz? Zalewa się krew i życzysz jej, by spotkał ją podobny los. A teraz cofnij się o parę kroków i zastanów się, dlaczego to robi. To właśnie robi Ben Brand, który w oparciu o prawdziwą historię z 2010 nakręcił swój film. 13-letnia Lizzy i 15-letni Remco razem z ojcem zajmują się nielegalnych handlem szczeniakami. Pierwsze co robią po dostawie psów – segregacja na te zdrowe, na których można zarobić i chore, których trzeba się pozbyć. I właśnie proceder ich pozbywania się Remco naiwnie umieszcza w sieci. W czasach kiedy każdy możne stać się popularnym i bogatym wystarczy, że zrobi z siebie idiotę w internecie, Remco również marzy o setkach tysięcy wyświetleń jak jeden z jego internetowych idoli. Niestety to, co dla chłopaka jest zabawnym filmikiem, wycinkiem jego codzienności – innych oburza. „Przecież te szczeniaki były chore” pada w pewnym momencie, dla nich to normalne, że chory pies = martwy pies, tak zostali wychowani, na chorym psie nie zarobisz. Dla reszty świata? Zasługują na karę.
Brand konsekwentnie buduje napięcie, pokazuje nam codzienność dzieciaków, pozwala nam się z nimi zaprzyjaźnić, a nawet ich żałować. W momencie, kiedy poznaliśmy ich historię, trudniej jest nam ich jednoznacznie osądzić – w przeciwieństwie do anonimowych komentatorów życzących im nawet śmierci...

Dziennik gangstera reż. Ivica Zubak

Metin mieszka w Sztokholmie, ma szemrane towarzystwo, handluje kradzionymi zegarkami i para się innymi równie mało legalnymi zawodami. Jednak Metin to nie typowy pustogłowy rzezimieszek, mimo iż na pierwszy rzut oka takim się wydaje. Ma w sobie pewną wrażliwość, której brakuje jego koleżkom po fachu i robi z niej pożytek. Każdego dnia zapisuje swoje przemyślenia w dzienniku. Problem w tym, że wpada on przypadkowo w ręce wydawcy, który widzi w nim perełkę literacką. Teraz Matin staje przed dylematem – wydać, pozostawić po sobie spuściznę, do której w dzieciństwie namawiał go ojciec i narazić się kolego z podwórka, którzy tłumnie poszliby dzięki owym zapiskom siedzieć, czy nie wydawać i pożegnać się z szansą na odcięcie się od kryminalnej przeszłości. Wybór oczywiście nie będzie wcale łatwy, ale Metin to na tyle fajny chłopak, że z wielką przyjemnością ogląda się proces podejmowania tej decyzji :)

You Might Also Like

0 Comments

Instagram

Blog Archive