[32. WFF] Warszawski Festiwal Filmowy - podsumowanie

14:14



Warszawskie święto kina dobiegło końca. Filmowe 10 dni minęło tak szybko, że nie zdążyłam się nimi nawet nacieszyć, a już na pewno obejrzeć tego wszystkiego, co planowałam. Co roku mam ten sam problem: życie codzienne vs siedzenie w kinie. Co roku staram się znaleźć złoty środek, który ostatecznie taki złoty nie jest, bo wielu nie odbytych seansów żałuje. Niemniej w tym roku wieeeele dobrego mogliśmy zobaczyć, a poniżej kilka z filmów, które zrobiły na mnie największe wrażenie.

Nie gap się w mój talerz (2016)  reż. Hana Jušić 

Nie gap się w mój talerz to film, który pozytywnie mnie zaskoczył. Całkowicie niespodziewanie mnie poruszył, wywołał silne uczucia (wcale nie pozytywne), przez cały film zaciskałam pięści mając nadzieję, że główna bohaterka w końcu komuś przywali dając upust mojemu zdenerwowaniu. Mimo iż moi znajomi mieli odmienne zdanie, jury 32. Warszawskiego Festiwalu Filmowego przyznało mu specjalne wyróżnienie w Konkursie 1-2, czyli coś musi być na rzeczy :)

Marijana mieszka z rodzicami i niepełnosprawnym bratem w małym mieszkanku na plotkarskim osiedlu, gdzie każdy ma zdanie na temat czyjegoś życia i wygłasza je niepytany. Ojciec jest tyranem nieznoszącym sprzeciwu, matka nauczona, że ma w życiu jedną rolę – gosposi domowej nawet nie stara się poza nią wyjść. Kiedy ojciec – główny żywiciel rodziny, ma udar, rola głowy rodziny spada na Marijanę. Dziewczyna haruje na 2 etaty, po pracy zajmuje się chorym ojcem, bo matka jest zbyt zajęta oglądaniem telewizji i powoli zaczyna się wypalać. Widzi, że jej życie w niczym nie przypomina życia jej rówieśniczek. Staje się odpowiedzialna za grupę dorosłych, którzy nie potrafią okazać nawet odrobiny wdzięczności. By oderwać się od depresyjnej rzeczywistości dziewczyna zaczyna coraz częściej wychodzić z domu, przygodny seks pozwala na chwilę zapomnieć o codzienności. Mariaja będzie musiała stoczyć wewnętrzną bitwę. Chwilowe poczucie wolności czy odpowiedzialność za rodzinę? Czy w domu naprawdę zawsze jest najlepiej?


Olbrzym (2016) reż. Johannes Nyholm

Olbrzym Johannesa Nyholma zdobył główną nagrodę w konkursie Wolny Duch na tegorocznym festiwalu. Uzasadnienie jury brzmi: „Jury wybrało  film, który odważnie podchodzi do swojego tematu i w wymowny sposób gra z konwencją, a jednocześnie niesie ze sobą ważne i płynące z głębi serca przesłanie, kryjące się za pozornie nieskomplikowaną historią.” Historia olbrzyma jest rzeczywiście nieskomplikowana – Rikard ma 30 lat, jest lekko autystyczny, bardzo słabo widzi, a na dodatek ma poważnie zdeformowane ciało. Trudno mu się porozumiewać z otoczeniem, ponieważ bardzo mało mówi. Na co dzień mieszka w domu opieki otoczony miłością wychowawców i współmieszkańców. Niestety to mu nie wystarcza, Rikard marzy o uczuciu tylko jednej osoby – swojej matki, której został zabrany będąc małym chłopcem. Jedynym miejscem, w którym może z nią być jest świat jego wyobraźni, gdzie jest 50-metrowym olbrzymem, którego nikt nie może powstrzymać na drodze do ukochanej matki.  
Jest coś wyjątkowo poruszającego w tej historii. Co chwila wywoływał u mnie coraz to inne silne emocje, empatię, wzruszenie, złość. Naprawdę warto sięgnąć po ten film, jeśli będziecie mieli okazję!


Ciemność (2016) reż. Daniel Castro Zimbrón 

Zdecydowanie mój ulubiony film, który miałam okazję zobaczyć na tegorocznym festiwalu (poza Dolanem oczywiście). Post-apokaliptyczna wizja świata nawiedzanego przez ogromnego potwora. Jedynym bezpiecznym miejscem jest dom pośrodku lasu zamknięty na cztery spusty z piwnicą przypominającą schron, która służy za sypialnię dla trójki rodzeństwa. Ziemia przestała się obracać, więc trudno określić, kiedy jest dzień a noc. Warunki przetrwania określa ojciec. Zasłania okna i zapala lampy każąc dzieciom zamknąć się w bunkrze-sypialni, rozdziela role i zadania, tylko on swobodnie opuszcza dom i tylko on decyduje, czy ktoś może iść z nim. Zaginięcie starszego brata w niewyjaśnionych okolicznościach spowoduje, że Argel przeciwstawi się ojcu i zburzy ustalony przez niego porządek. Razem z nim odkrywać będziemy kolejne sekrety, które kryje ciemny las i jak te ukryte w głębi domu.
Niepokojący, trzymający w napięciu od samego początku. Atmosfera gęstnieje z minuty na minutę. Terror miesza się z klimatycznym mrokiem. Gdzieś z obrazu wyłania się metaforyczna przypowieść o rozpadzie rodziny i ta podwójna warstwa na szczęście nie sprowadza Ciemności do kolejnej alegorii o depresji i przemocy domowej, wręcz przeciwnie tylko go wzbogaca.



Między nami (2016) reż. Rafael Palacio Illingworth

Mój pierwszy seans na Warszawskim Festiwalu Filmowym i od razu strzał w dziesiątkę (dokładniej mówiąc ósemkę) :) Film, w którym da się wyczuć prawdziwe emocje. Trochę w klimacie indie-movie prosto z Sundance. Kameralny, ze spokojną narracją, w którym każda emocja i każde słowo ma okazję wybrzmieć do końca. Dwójka ludzi, którzy kurczowo trzymają się beztroskich lat młodości, mimo iż otoczenie upomina się o ustatkowanie, oficjalną zmianę stanu cywilnego i gromadkę dzieci. Po 6 latach, kiedy pożądanie przygasa, do życia wdziera się nuda, a związek opiera się na zwykłej codzienności pojawia się pytanie - czy tak chcę spędzić resztę życia? Czy dobrze wybrałem? Czy to jeszcze miłość czy już tylko przyzwyczajenie? Film, który na pewno daje do myślenia. Nie polecam seansu świeżo upieczonym małżeństwom :)



Ponad to widziałam także:
To tylko koniec świata (2016) reż Xavier Dolan 
Najbardziej oczekiwana przeze mnie premiera drugiej połowy tego roku. Emocjonalnie wgniata w fotel. Brak słów, by opisać to przeżycie.  10/10

Szukając schronienia (2016) reż. Eva Orner 
Poruszający dokument o warunkach w jakich żyją ubiegający się o azyl w Australii uchodźcy. Przetrzymywani na odległych od Australii o tysiące kilometrów wyspach Nauru i Manus, w obozach, w których panują warunki gorsze niż w więzieniach. Ludzie zamknięci w obozach na miesiące, a nawet lata, wegetujący (bo nie sposób nazwać tego życiem) w miejscu, które w żadnym wypadku nie spełnia standardów praw człowieka.  6/10

Dobry dzień, żeby umrzeć (2016) reż. Harold Monfils  
Historia faceta uzależnionego od adrenaliny. Film kręcony na przestrzeni 5 lat opowiada historię Jasona P. Howe - fotografa wojennego. Poznajemy kulisy powstawania zdjęć, jakie widzimy w gazetach i telewizji. Ile pracy fizycznej i psychicznej trzeba włożyć, by wykonać "idealne" zdjęcie. Jakim trzeba być człowiekiem, by poświęcić 12 lat, by żyć w ciągłym niebezpieczeństwie. 7/10

Księżycowe kundle (2016) reż. Philip John 
Brytyjskie kino drogi ku dorastaniu z miłosnym trójkątem w tle. Trójka nastolatków wędrująca przez całą Szkocję do Glasgow, każdemu przyświeca inny cel i każdy z nich wyniesie z tej podróży cenną lekcję. Przyjemny i ciepły film o dorastaniu. 7/10

You Might Also Like

0 Comments

Instagram