Nie musisz być idealna (Złe mamuśki 2016)

13:42


Bycie matką to przechlapana sprawa. Dziś już nie wystarczy dziecka nakarmić przetartą zupką, zadbać, by miał czystko w pieluchach, ubrać, umyć, dać zabawkę w łapę i postarać się wychować go tak, by potem nie wstydzić się na wywiadówkach, słuchając o tym jak to znowu pluł gumami z okna w kolegów i... nauczycielki (true story bro). Dziś jeśli jesteś matką, musisz być matką-idealną. Punktualna, zadbana, pakować dzieciom kanapki w kolorowe lunch boxy, organizować milion różnych zajęć pozalekcyjnych w tygodniu, pieluchy najlepiej prać w orzechach i oczywiście karmić sami produktami eko, bio itp. Kurczaki zagrodowe, jajka od kur z wybiegu tak wolnego, że ty w porównaniu do nich czujesz jakbyś chodziła na łańcuchu. Wszystko musi być oczywiście organic, bo "GMO zabija", jak to śpiewa pewien warszawski raper.

Nie daj Boże, byś zapomniała, o którymś z powyższych, bo inne mamuśki Cię zlinczują. Więc wieczory spędzasz przepytując wujka google o kolory kupki swojego pierworodnego, „co tym razem zrobiłam źle, bo dzieciak nie przestaje ryczeć 3 noc z rzędu”, „czy mogę zabrać swojej nastoletniej córce komórkę i komputer za karę”, „najlepszy przepis na domowy hummus”. A co, gdyby powiedzieć sobie „Mam dość, wypisuję się!”. Tak właśnie zrobiła filmowa Amy i w summa summarum na dobre jej to wyszło. Co prawda nie obyło się bez kilku małych wypadków – rozwód, kłótnie z dziećmi, strata pracy, ale ostatecznie droga, którą przeszła nauczyła ją jednego – czasami zanim zaczniesz zajmować się innymi, musisz pomyśleć o sobie.

Amy Mitchell - dwójka dzieciaków na koncie, mąż, który zachowuje się jakby wciąż mieszkał w studenckim akademiku, praca, którą kocha, mimo iż każdego dnia musi boksować się z nieogarniętym szefem. Podsumowując jej życie: dom, praca i rodzina - wszystko na jej głowie. O dziwo Amy całkiem nieźle daje sobie radę, co prawda jej czasoprzestrzeń nie zawsze pokrywa się z czasoprzestrzenią reszty świata i ciągle brakuje jej kilkunastu/kilkudziesięciu minut, by być ma czas, ale poza tym? Daje radę. Niestety w porównaniu do perfekcyjnych mamusiek, w którymi zmuszona jest się porównywać każdego dnia odwożąc dzieciaki do szkoły wypada (jej zdaniem) blado. W końcu mówi dość i razem ze swoimi nowymi koleżankami postanawiają najzwyczajniej w świecie przestać się zarzynać dla innych i w końcu zrobić coś dla siebie, nawet jeśli miałoby to być coś tak trywialnego jak samotnie śniadanie na mieście, czy babski wieczór w koleżankami zakończony potwornym kacem. Świat się nie zawali, jeśli raz na jakiś czas będziesz po prostu kobietą nie TYLKO matką. Nagle okazuje się, że dzieci potrafią same zrobić sobie śniadanie, a mąż tyran sam zmieni pieluchy wrzeszczącym niemowlakom.


Jon Lucas i Scott Moore (Kac Vegas) stworzyli typową, a przy tym naprawdę niezłą amerykańską komedię. Fabularnie całkiem prostą i przewidywalną, a przy tym będącą bardzo pozytywnym zaskoczeniem tego lata. Mamy protagonistów, czyli tytułowa "złe" mamuśki (aspirującą do perfekcyjnej pani domu Amy, zahukaną przez apodyktycznego męża Kiki [Kristen Bell] oraz trochę zwariowaną i wulgarną Carlę [świetna Kathryn Hahn]) i antagonistów (jędzowate idealne mamuśki, które rządzą szkołą), którzy oczywiście wejdą na wojenną ścieżkę wypełnioną gagami, żartami całkiem zabawnymi, czasem całkiem suchymi, na koniec dostaniemy raczej oczywiste zakończenie z dość mądrym przesłaniem. Bohaterowie dają się lubić i nawet najgorsza z pozoru jędza na koniec spróbuje odkupić swoje winy. Widzieliśmy to już przecież wiele razy, a mimo to Bad Moms dają się lubić. Wyszłam z kina z uśmiechem na twarzy, bez zażenowania jak to było w przypadku Randki na weselu, ale o tym innym razem.... 

You Might Also Like

0 Comments

Instagram