Słowacki Bond? (Czerwony Kapitan 2016)

10:50


Bratysława, początek lat 90. Czechosłowacja powoli przechodzi do historii, w ślad za komunizmem, którego echa jeszcze wyraźnie odbijają się w lokalnej rzeczywistości. Richard Krauz (Maciej Stuhr) młody komisarz z misją, który nie lubi zamiatać brudów pod dywan, bada sprawę przypadkowo odkopanych na cmentarzu szczątków. Nie byłoby w nich niczego dziwnego, gdyby nie fakt, że w czaszkę zmarłego Karola Kloknera wbity został ogromny gwóźdź. Śledztwo wykazuje, że pogrzeb odbył się zaskakująco szybko, bo w dniu śmierci denata, akta nie wykazują zbyt wiele na jego temat, a najbliższe otoczenie milczy jak zaklęte. Ambicje Krauza nie pozwalają mu odpuścić nawet wtedy, gdy sekcja zwłok wykazuje, że Klokner był torturowany, a we wszystko zamieszane jest SB, którego macki nadal sięgają niebezpiecznie daleko. 


Jest trup z gwoździem w głowie, jest dochodzenie, są pościgi i strzelanki, jest Stuhr, który zamiast bawić lub rozklejać kobiece serca jest twardzielem poszukującym prawdy. Niestety gdzieś tak w połowie film całkowicie stracił moje zainteresowanie. Trudno mi wskazać konkretny powód, bo lokalny koloryt Czechosłowacji początku lat 90. i pozostałości po zbrodniach SB początkowo zapowiadały dobry kryminał. W pewnym momencie poczułam się zdezorientowana, może o to chodziło... ale ja lubię wiedzieć, co, gdzie i dlaczego. 

Czerwony Kapitan to ekranizacja powieści Dominika Dána, słowackiego policjanta, którą w koprodukcji czesko-słowacko-polskiej na ekran przeniósł Michal Kollár. W roli głównej zobaczymy Macieja Stuhra, który dubbinguje sam siebie (sic!). Niestety coś, co zapowiadało się dobrym kinem sensacyjnym z kryminalną zagadką w tle zachwyca jedynie bardzo dobrymi zdjęciami Kacpra Fertacza (Hardkor Disko), a niestety nie samymi obrazkami sensacja stoi.



You Might Also Like

0 Comments

Instagram