Kino niezależne w Krakowie, czyli Netia OFF CAMERA 2016

10:24





OFF CAMERA to zdecydowanie mój ulubiony festiwal filmowy. Za każdym razem odkrywam tu świetne filmy, a nawet seanse tych przeciętnych sprawiają mi wielką radość. Coroczny program wypełniony jest takimi tytułami, że ułożenie prywatnego harmonogramu projekcji to nie lada wyzwanie. I za każdym razem jest tak, że skrupulatnie ułożony plan wali na łeb na szyję, bo podsłucham przed jakimś seansem zachwyty ludzi nad filmem, którego wcale nie miałam w planach - ale skoro wywołuje tak żywe reakcje - muszę go jakoś wcisnąć ;) W tym roku było tak samo, spontanicznie zmieniłam swoje plany i bardzo się cieszę, bo dzięki temu zobaczyłam najlepszy film tegorocznej OFF Camery - trzymam kciuki, by wygrał! 
Poniżej kilka filmów, które udało mi się w tym roku zobaczyć. Część druga w weekend :)

Dzika reż. Nicolette Krebitz

Co roku czekam na 2 filmy – ten, który bez oporów i wątpliwości mogę nazwać najgorszym i ten, który już w połowie jestem w stanie okrzyknąć najlepszym. W tym roku tym pierwszym okazała się Dzika. To jest Jak całkowicie zniknąć tamtego roku, któremu dałam najniższą ocenę ze wszystkich obejrzanych przeze mnie filmów. Obecność Dzikiej w Konkursie Głównym jest moim zdaniem pomyłką, ale może się nie znam... Co zabawne siedziałam na seansie obok Klapserki i nasze odczucia całkowicie się różnią – niech dowodem będzie jej ocena 7/10 :) Nic nie poradzę, że nie przekonała mnie historia dziewczyny, która łapie dzikiego wilka i zamyka go w swoim mieszkaniu traktując jak swojego... chłopaka? On staje się coraz bardziej oswojony, ona odkrywa w sobie pierwotne instynkty i staje się coraz bardziej dzika. Może mogłoby się to udać, gdyby nie poczucie przypadkowości. Miałam wrażenie, że wiele scen nie ma zaczepienia w tej historii i są tam wepchnięte na siłę jako zapychacze. Zdecydowanie najcięższy seans na festiwalu. Ostatnio poziom filmu i moje zainteresowanie nim zaczęłam mierzyć ilością spojrzeń na zegarek – podczas Dzikiej nie rozstawałam się z nim. 
Fajny wilk, reszta woła o pomstę do nieba. Film o odkrywaniu w sobie pierwotnych instynktów we mnie wywołał poirytowanie zmarnowanym czasem. Zalecam omijanie szerokim łukiem.



Black reż Adil El Arbi, Bilall Fallah

Z kolei najlepszym filmem festiwalu, który obejrzałam zaraz po Dzikiej był Black. Już połowie byłam w stanie powiedzieć, że niczego lepszego na OFFie jeszcze nie widziałam. Prosta z pozoru historia zakazanej miłości, która wstrząsa widzem szczególnie dlatego, że jesteśmy w stanie uwierzyć, że zainspirowało ją prawdziwe życie i to wcale nie w tak odległej czasoprzestrzeni. Współczesna Belgia, mieszanka etniczna, w której każda społeczność rządzi się swoimi prawami. 
Uwspółcześniona wersja Romeo i Julii. Zwaśnione rody to w tym wypadku nienawidzące się gangi, które gwałtem i przemocą walczą o swoją pozycję. Do tego wszystkiego dochodzą konflikty na tle rasowym i nieudolność policji - od początku wiadomo, że ta historia musi skończyć się tragicznie, nie przeszkadza nam to wcale minuta po minucie coraz bardziej wbijać się w fotel. Do tego dochodzi świetnie dobrana muzyka i kapitalny montaż. Mam nadzieję, że ten film trafi do szerszej widowni, bo naprawdę warto go zobaczyć! 


I smile back reż. Adam Salky

Sarah Silverman to jedna z najbardziej niedocenionych dziś aktorek. Jednak jej rola w I smile back to jedna z najlepszych ról dramatycznych jakie mogliśmy na tegorocznej NETIA OFF CAMERZE oglądać. To ile potrafi wyrazić obojętnym z pozoru spojrzeniem, ile emocji pojawia się w sztucznym uśmiechu – co tu dużo mówić, wiele aktoreczek mogłoby się od niej wiele nauczyć. 
Czasem z pozoru idealne życie po odjęciu ładnego domku na przedmieściach, dwójki słodkich dzieciaków i kochającego męża okazuje się tylko fasadą, pod którą skrywa się depresja, ciągłe zdrady, uzależnienie. Laney (Silverman) zdaje się nie chce tego podwójnego życia, ale nie potrafi bez niego funkcjonować stało się ono częścią jej osoby, spowodowane przez jej chorobę. Jej życie to sinusoida, ciągłe high&low i zamiast próbować wyrównać tę cienką i wytartą już linię lekami robi to przy pomocy narkotyków i alkoholu. Historia, którą z kina znamy wszyscy, zagrana w taki sposób, że naprawdę przejmujemy się losem bohaterów. Mocne kino. 


Tanna reż. Martin Butler, Bentley Dean

Jest coś zachwycającego w prostocie życia dzikich (jeszcze) plemion. Martin Butler i Bentley Dean jadą na Tannę, wyspę Oceanii i tam kręcą piękny dramat miłosny z udziałem przedstawicieli rdzennego plemienia Yakel. Coś czego w kinie jeszcze nie było. Prawdziwa historia, która w latach 80. XX w. spowodowała niemałą rewolucję. Wawa oddana zostaje sąsiedniemu plemieniu, ma zostać żoną najstarszego syna wodza. Małżeństwo to ma przypieczętować zawarty rozejm i zakończyć wojnę, która pozbawiła życie wiele osób. Serce Wawy należy jednak do kogoś innego, zakochani sprzeciwiają się tej wielowiekowej tradycji, a za swój bunt poniosą drastyczne konsekwencje. Codzienność, rytuały, zwyczaje dla nas dziś niezrozumiałe - dla nich stanowią wartość, której starają się strzec za wszelką cenę. Mimo to ukazana tu historia zakazanej miłości ma wydźwięk bardzo uniwersalny. Choć życie mieszkańców Tanny jest tak bardzo różne od naszego, motywacje pozostają te same - namiętność, miłość, żądza zemsty i chęć przetrwania.
Bardzo polecam! 


Nienasyceni reż. Luca Guadagnino

Luca Guadagnino w Nienasyconych przedstawia miłosny czworokąt uwikłany w psychologiczną grę. Ich życia połączone ze sobą nierozerwalną pajęczyną, która z każdym dniem coraz bardziej komplikuje ich relacje. Marianne Lane gwiazda rocka po operacji oszczędza głos na włoskich wakacjach razem ze swoim przystojnym, dużo młodszym partnerem. Ich włoską sielankę przerywa niezapowiedziany przyjazd byłego kochanka Marienne - Harry'ego i jego pięknej córki. Tak zaczyna się erotyczna gierka w to, kto ulegnie pierwszy. Pożądanie kipi z ekranu, a drama wisi w powietrzu. Nienasyceni to bardzo sprawny filmowy misz masz - są tu elementy dramatu psychologicznego, komedii, kryminału, a to wszystko na tle pięknie sfilmowanych włoskich krajobrazów. I choć końcówka trochę traci tempo - uznaję Nienasyconych za film bardzo udany, szczególnie aktorsko. Ralph Fiennes kradnie show, a Tilda Swinton udowadnia, że by zbudować świetną rolę nie potrzeba wielu słów.

You Might Also Like

0 Comments

Instagram