3 powody, dla których warto iść do kina (Hardcore Henry 2015)

18:13


Ostatnimi czasy moje wycieczki do kina kończyły się zazwyczaj zawodem. Albo filmy nie były w stanie sprostać moim oczekiwaniom, albo były z zasady złe, a szłam na nie tylko i wyłącznie by przekonać się, czy uda mi się wytrzymać nie opuszczając sali kinowej. Bywam masochistą... Jednak Mustang przerwał chyba złą passę, bo zaraz po nim obejrzałam Hardcore Henry i powiem jedno: WOW. Nie spodziewałam się niczego dobrego po tym filmie, ale dawno nie przeżyłam tak pozytywnego zaskoczenia w kinowym fotelu. Trudno dziś  w kinie o coś nowatorskiego, wydaje się, że wszystko już zostało pokazane i przerobione na kilka różnych sposobów, jednak twórcom Hardcore Henry'ego się udało i mimo że film arcydziełem może nie jest, a niektórzy kręcą nosem – moim zdaniem warto do kina się wybrać! A oto dlaczego:

POV!

Nowatorskość Henry'ego przejawia się przede wszystkim w sposobie filmowania. Cały film oglądamy w punku widzenia głównego bohatera – to coś czego w kinie jeszcze nie było. Obawiałam się, że po jakimś czasie zacznie to być nużące, ale nie. Aczkolwiek nie polecam seansu dla osób z epilepsją, kamera skacze wraz ze swoim bohaterem, któremu trudno ustać w miejscu – w końcu przez cały film albo przed kimś ucieka, albo kogoś goni.




Kuriozum, które bawi

Fabuła Hardcore Henry'ego pozostawia wiele do życzenia. Teoretycznie jest dziurawa jak sito, ale czy to nam przeszkadza? Niekoniecznie. Henry budzi się w laboratorium nie wiedząc kim jest, ani co tam robi. Towarzyszy mu piękna pani doktor, która podaje się za jego żonę, oznajmia mu, że jest cyborgiem , a jakiś wariat, z kinetycznymi mocami, o imieniu Akan próbuje zbudować armię mu podobnych. Ostatecznie porywa on Henry’emu żonę, więc nasz hardcorowy protagonista postanawia go zlikwidować – dokładniej mówiąc dostaje polecenie zlikwidowania go od swojego tajemniczego pomocnika Jimmy’ego. Jimmy to fantastycznie napisana na kilka głosów postać, w każdej scenie pojawia się w innym wcieleniu, ale nigdy nie zawodzi, by rozbawić widza swoimi błyskotliwymi żarcikami. To, co jest jedną z największych zalet filmu to właśnie humor. Czasem sytuacyjny, czasem w postaci żartu rzucanego przed jednego z bohaterów, czasem uzyskany przez dobór wyjątkowo trafnie korespondującej z wydarzeniami muzyki. Trup ściele się gęsto w rytm „Don’t stop me now” Queen, krew tryska, a ty z zadowoleniem tupiesz nóżką.  :) 

Nie musisz być gamerem by się dobrze bawić

Myślę, że Hardcore Henry’ego docenią przede wszystkim fani strzelanek FPS (first-person shooter). Bo Hardcore Henry wygląda jak ekranizacja jednej z nich, albo bardzo długa wersja wideo jakiegoś gamera z youtube’a. Nie przepadacie za grami? Spokojna głowa, ja nigdy w takowe nie grałam, a na Henrym bawiłam się przednio! :)


You Might Also Like

0 Comments

Instagram

Blog Archive