Wiosenne seanse filmowe (22. Wiosna Filmów)

09:59



Na tegorocznej Wiośnie Filmów miała okazję przede wszystkim nadrobić trochę filmowych zaległości. Co tydzień w kinach pojawiają się nowe premiery i nie sposób wszystko obejrzeć, jeśli poza kinem chce się mieć jakiekolwiek życie :) Dlatego czasem zaległości się piętrzą i takie wydarzenia jak Wiosna Filmów to idealny pretekst, by wrócić do tych filmów i móc je zobaczyć na dużym ekranie. Bo jednak najlepiej filmy ogląda się w kinie - przynajmniej dla mnie. 
Poniżej trzy, na nadrobieniu których w tym roku zależało mi (z różnych względów) najbardziej. 

Czerwony pająk reż. Marcin Koszałka


Czerwony pająk o dziwo nie był takim rozczarowaniem, na jakie się nastawiałam. Po opiniach, na jakie natknęłam się po premierze, spodziewałam się czegoś wyjątkowo złego. Film w znacznym stopniu odbiega od książki Marty Szreder Lolo, która była dla niego inspiracją. W książce śledziliśmy losy Karola Kota, czyli "Wampira z Krakowa", który w latach 60 zamordował 2 osoby oraz próbował pozbawić życia kolejne 10. W Czerwonym pająku to nie główny bohater jest mordercą, mimo iż podobnie jak Karol poznajemy mężczyznę odpowiedzialnego za morderstwa, to nie on prowadza nas po mrocznym Krakowie. To, co dla wielu stanowiło główny zarzut wobec filmu, mnie nie przeszkadzało tak bardzo i byłam w stanie zrozumieć decyzję reżysera – a chodzi tu o brak psychologizacji postaci. Koszałka nie skupia się na motywach swoich bohaterów, nie stawia pytań o celowość zła czy jego pochodzenie. Zimnym okiem obserwatora po prostu przywołuje kolejne sceny. Akt morderstwa jest w filmie pokazany jako katalizator spełnienia, zaspokojenia głęboko skrywanych namiętności. Ponad to wielki plus ode mnie za świetnie sportretowanie Krakowa. Mimo iż filmowy Kraków to miasto lat 60, klimatem nie różni się bardzo od współczesnego Grodu Kraka :)


Głośniej od bomb reż. Joachim Trier

To jeden z tych filmów, który im dłużej przetrawiasz tym bardziej zaczyna Ci się podobać. Moja pierwsza reakcja to – Ok, niezłe to było. Ale im dłużej myślę o ty, co zobaczyłam, tym bardziej zaczynam doceniać ten film. Poznajemy rodzinę, 3 mężczyzn w różnym wieku, którzy stracili wspólny mianownik – matkę i żonę. Mimo iż stało się to już jakiś czas temu, widać że żałoba po tej stracie nie została jeszcze przetrawiona, a każdy z nich przeżywa ją na swój sposób.  Sama Isabelle jest w filmie bardzo obecna, zresztą to jedna z tych postaci, której obecność odczuwamy najmocniej – co chwila przywoływana we wspomnieniach jednego z bohaterów, bardzo osobistych, bardzo subiektywnych. Wydarzenia z przeszłości przybliżane są przy ciągle zmieniającej się perspektywie i dzięki nim możemy poznać relacje jakie łączyły Gene, Jonah i Conrada z Isabelle. Film bardzo sprawnie żongluje czasoprzestrzenią – między teraźniejszością, przeszłością, snami i wyobrażeniami. Towarzyszy temu specyficzny klimat dający odczucie, że coś wisi w powietrzu i lada chwila wydarzy się coś dramatycznego. Anglojęzyczny debiut Joachim Trier uznaję za bardzo udany. Szkoda, że przeszedł zupełnie bez echa. 


Demon reż. Marcin Wrona

Film, który zrobił na mnie zdecydowanie największe wrażenie na Wiośnie Filmów. Mimo iż oglądałam go ponad tydzień temu, nadal siedzi mi głęboko w głowie. O Demonie było bardzo głośno w związku ze śmiercią Marcina Wrony, ale nie udało mi się go wtedy obejrzeć i w sumie się cieszę. Przede wszystkim dlatego, że kiedy oglądałam go na Wiośnie Filmów mogłam się zdystansować od tego całego szumu i po prostu przekonać się, czy wart jest tej całej wrzawy. Okazało się, że jest. Nie kolekcjonuję DVD, kupuję zazwyczaj tylko te filmy, które naprawdę mi się podobały, mam do nich sentyment albo z takiego czy innego powodu są dla mnie ważne – Demona kupię na 100%, bo już wiem, że na jednym seansie się nie skończy. Wrona pokazał w tym filmie wyjątkowy dar, którego wielu twórcom brakuje – umiejętność żonglowania gatunkami, cytowania, korzystania z inspiracji. Opętanie - było, bełkotanie w obcych językach – było,  weselne dramaty – były, starcie nauki i religii – było, czarny humor – był. Wrona czerpie z klasyków gatunku i udowadnia, że gatunek to tak naprawdę konstrukcja ruchoma, w której możemy coś dodać, coś wymienić, a dzięki temu zbudujemy nową jakość. Horror miesza się tu z absurdalnym humorem, sacrum z profanum, ktoś płacze, ktoś rzuca bluzgami, pijani goście weselni zataczają się w stodole, panna młoda zawodzi, a opętany przez żydowskiego dybuka pan młody siedzi w kącie zamkniętej piwnicy. Demon to film bardzo romantyczny, ma w sobie coś hipnotyzującego. Bardzo polecam jeśli jeszcze nie widzieliście.

You Might Also Like

0 Comments

Instagram

Blog Archive