Magia świąt (Listy do M. 2, 2015)

12:19

4 lata temu w kinach pojawiła się polska komedia romantyczna, która miała wszystko to, za co ludzie kochają komedie romantyczne – fajnych bohaterów, naprawdę zabawne żarty, miłość, miłość i jeszcze więcej miłości, niezłą historię, a dodatkowo – Święta w tle. Choinki, lampki, śnieg – prawdziwa magia Świąt. Listy do M. od razu okrzyknięto polskim Love Actually, a ludzie zapełniali fotele kinowe... Do tego stopnia, że ostatecznie film obejrzało ponad 2 miliony widzów, czego w Polsce nie spotyka się często. W tym roku do kin wchodzi część druga najromantyczniejszej polskiej komedii, jednej z niewielu, których nie musimy się wstydzić mówiąc „Listy do M? Podobały mi się!”. Oglądałam i powiem Wam – będziecie mogli śmiało się przyznawać do tego, że Listy do M. 2 też Wam się podobały!


Przyznaję od razu, że nie należę do tych dwóch milionów, które oglądały Listy do M. w kinie. Nie, oglądałam je gdzieś tak dwa miesiące temu. Z reguły omijam polskie komedie romantyczne, bo wszyscy wiemy czego się spodziewać – żenujących bohaterów, nieśmiesznych żartów, drętwych dialogów struganych z drewna zardzewiałą siekierą. Jednak Listy do M. bardzo mnie zaskoczyły. Nie dość, że były naprawdę zabawne, to ostatecznie wprawiły mnie w bardzo pozytywny nastrój. Listy do M. 2 zrobiły dokładnie to samo!


Przenosimy do 4 lata do przodu. Życia bohaterów, podobnie jak zapewne i Wasze, trochę się zmieniły – Karina (Agnieszka Dygant) została popularną pisarką, Mikołaj (Maciej Stuhr) zamieszkał z Doris (Roma Gąsiorowska), Tosia (Julia Wróblewska) ma kochającą rodzinę, tylko Mel (Tomasz Karolak) jakby pozostał tym samym niesfornym mikołajem. Może poza jednym znaczących szczegółem – ma 4-letniego syna. Poznajemy kilku nowych bohaterów – Antosia, którego „okrada” Mel oraz muzyka Redo (Maciej Zakościelny), który nagle znajduje się w dziwnym trójkącie miłosnym (w pewnym momencie nawet czworokącie...). A to wszystko oczywiście w jeden z najbardziej magicznych dni w roku, czyli Wigilię. Zwierzęta mówią ludzkim głosem, a dokładniej powodują, że ludzie w końcu zaczynają szczerze ze sobą rozmawiać, strzały Amora latają, love is in the air. Wszystkie motywy znane z pierwszej części, przez które polubiliśmy tę historię tu pojawiają się po raz kolejny. Do kilku rzeczy można by się przyczepić – historia rodziny Kożuchowskiej przesadzona, aktorstwo Trzebiatowskiej woła o pomstę do nieba, wątek choroby jednej z bohaterek, który jest tak bezsensowny, że jedyny komentarz, jaki ciśnie się na usta, to #fucklogic, ale nie będzie się nad tym rozwodzić, bo musiałabym spoilerować, a nie chcę :) No i Kostek już mnie zabawny, mimo iż się stara, ale to zrozumiałe - za duży już jest by rzucać na prawo i lewo wymyślonymi statystykami.



Listy do M. 2 to bardzo przyjemny film, który tym razem bardziej Was rozbawi niż wzruszy. Twórcy sięgnęli po sprawdzony przepis i po raz kolejny zaserwowali nam ciepłą, romantyczną historię w sam raz na zimną i ponurą jesień. Idealne antidotum na smutny listopad, aż ma się ochotę iść do galerii handlowej i pooglądać ozdobione choinki. :)





You Might Also Like

7 Comments

Instagram