I died a hundred times (Amy 2015)

12:48


23 lipca 2011 roku świat obiegła informacja o śmierci Amy Winehouse. Wszyscy zadawali sobie wtedy pytanie jak to możliwe? Dlaczego nikt jej nie pomógł? Dlaczego nikt na czas nie powiedział dość? Dokument Asifa Kapadii to poruszający portret wielkiej wokalistki, który być może zagorzałym fanom nie dostarcza wielu nowych informacji, ale daje okazję by po raz kolejny oddać hołd jej olbrzymiemu talentowi.

Kapadia palcem wskazuje nam winnych śmierci Winehouse. Na pierwszym miejscu jest Blake – narzeczony, który nauczył ją twardych narkotyków, z którym związek był tak naprawdę najbardziej wyniszczającym narkotykiem jaki Amy mogła zażyć. Na drugim miejscu jest ojciec, który chciał jak najwięcej wycisnąć ze sławy swojej córki, nagrzać się w blasku gwiazdy, jaką się stała, zarobić. Na trzecim miejscu jest reszta świata. Media, przed którymi Amy usilnie próbowała uciekać, a które tylko czekały na kolejne potknięcie – w filmie przez poklatkowe zdjęcia świetnie pokazane jest to, jak śledzili każdy jej krok. Czy wychodziła z domu, baru, czy studia – byli wszędzie, osaczali, nie dawali odetchnąć. Światek muzyczny, który za wszelką cenę próbował wrzucić ją w kategorię, które z łatwością przyjmą masy – czyli gwiazdeczki pop, kiedy Amy chciała być tylko (i aż) zwykłą wokalistą jazzową. Najbardziej ciszyły ją małe koncerty przed niewielką publicznością, gdzie mogła dać upust swoim muzycznym fascynacjom – nie wielkie koncerty, występny w tv, festiwale, których ciśnienia nie była w stanie wytrzymać. Ale nie obarczanie winą jest sednem tego filmu – jest nim obraz dziewczyny nękanej wieloma demonami, a muzyka była jednym z nich.


Reżyser zebrał imponujący zestaw archiwaliów – koncerty, sesje fotograficzne, prywatne filmy rodziny, wideo z backstage'y. Wyłania się z tego pełny obraz dziewczyny skazanej na sukces, ale i koniec. Koniec, którego świadkami byliśmy my wszyscy. Dzięki bogatemu wachlarzowi kanałów komunikacyjnych mogliśmy jak pod lupą oglądać to jak stacza się na dno, a mimo to nie byliśmy w stanie nic zrobić. Nikt nie był. Bo jeśli ktoś chce sięgnąć dna, niczyje wyciągnięte dłonie nie uchronią go przed upadkiem. Świetnym posunięciem Kapadii była rezygnacja z gadających głów, osoby trzecie przerzucił do offu i skupił się na samej Amy. W porządku chronologicznym oglądamy narodziny gwiazdy i jest powolne gaśnięcie i mimo, że wszyscy wiemy przecież jak skończy się ta historia ostatnie sceny zasmucają. Do tego stopnia, że po seansie trudno podnieść się z fotela.





Za seans dziękuję Gutek Film!

You Might Also Like

0 Comments

Instagram