Zagubiony reżyser (Twarz Anioła 2014)

15:44









Twarz Anioła to film inspirowany głośną sprawą amerykańskiej studentki Amandy Knox, która skazana została na 28 lat więzienia za zamordowanie swojej współlokatorki we włoskim miasteczku. Amanda ostatecznie została uniewinniona, ale przed 8 lat trwania procesu jej nazwisko nie schodziło z pierwszych stron gazet. 


Gdzieś tak w połowie orientujemy się, że Twarz Anioła wcale nie ma zamiaru przybliżyć nam kulis tamtego morderstwa. I to jest ten moment, kiedy film zaczyna staczać się po równi pochyłej. Trailery zapowiadały kawał dobrego kryminału z wciąż pobrzmiewającymi echami historii prawdziwego morderstwa, tymczasem to wcale nie jest film ani o tym morderstwie, ani o procesie, ani nawet o otoczeniu, którego te wydarzenia dotknęły. Michael Winterbottom nie stara się zgłębić tej historii, a jeśli już podejmuje ten wysiłek są to działania bardzo powierzchownie, oparte na opiniach innych. Bardziej skupia się na nieistotnych wątkach dotyczących osób wokół. Widać, że Winterbottom nie wie, jak ugryźć ten temat, jak go poprowadzić. Gubi się podobnie jak jego bohater, a nas zmusza do błądzenia razem z nim.


Daniel Bruhl wciela sie w rolę ambitnego reżysera, który wynajęty zostaje do napisania i wyreżyserowania opartego na tych wydarzeniach thrillera, jednak zastana rzeczywistość wyraźnie go przerasta i snuje się po ulicach Sienny bez sensu szukając punktu zaczepienia dla swojej historii. Nie chce tworzyć kolejnego filmu o morderstwie, którego jednak oczekuje od niego studio. Chce stworzyć dzieło inteligentne, nawiązać do Boskiej Komedii, z której Piekłem kojarzy się zastana przez niego Sienna, a po którego kolejnych kręgach oprowadzają go raportujący sprawę dziennikarze - problem w tym, że tak naprawdę sam nie wie czego chce, strzępki jego pomysłów nie układają się w całość, a już na pewno nie w historię jakiej oczekuje od niego studio. Podobnie nie wie czego chce sam Winterbottom, przez co tworzy dzieło bardzo chaotyczne. Podejmuje za dużo tematów, żadnemu nie poświęcając  jednak wystarczająco dużo miejsca. I tak powstaje film, z którego nic nie wynika, a po seansie zostawia tylko w głowach widzów pytanie: I co? Ale po co ten film powstał? 


Jeśli szukać w Twarzy Anioła jakiegoś wątku przewodniego -  to jest to właśnie film o reżyserze, który nie potrafi zrobić filmu, który mu zlecono. Szkoda tylko, że tak bardzo rozmywa sie jego wymowa przez niepotrzebne sceny, które nic nie wnoszą, zamazują przekaz i mylą widza. Czekamy na jakiś przełom, jeśli nie w odbywającym się w tle procesie to chociaż w życiu głównego bohatera, przełom nie nadchodzi. Po napisach końcowych znajdujemy sie w tym samym miejscu, co przed pojawianiem sie początkowych scen. 

Ciekawe spostrzeżenie, które pojawia się w filmie dotyczy obrazu ofiary i sprawcy, jaki kreują media. O brutalnie zamordowanej dziewczynie zapomniano już po kilku tygodniach całą uwagę skupiając na potencjalnej morderczyni, która stała się niemal gwiazdą lokalnych mediów. Mediów, które poniekąd manipulowały opinią publiczną i podsycały tylko zainteresowanie ludzi. Co sprawia, że morderstwa tak przyciągają uwagę opinii publicznej? Dlaczego fascynuje to ludzi do tego stopnia, że sięgają po najnowsze doniesienia nawet 4 lata po morderstwie? Widać, że zaintrygowało to również i Winterbottoma i to byłoby dobrą ścieżką do prowadzenia narracji, zamiast chaotycznie miotać się między wątkami, które uznał za choć trochę ciekawe.


You Might Also Like

0 Comments

Instagram