,

Filmowy kwiecień

11:53


Kwiecień w Warszawie był miesiącem bardzo filmowym – sporo oglądałam, działo się dużo, przez co też nie miałam czasu na regularne pisanie. Stąd też pomysł na ten wpis, czyli zbiorowy tekst o ciekawszych produkcjach lub eventach,w których miałam okazję uczestniczyć. A wszystko w telegraficznym skrócie :)

Łodzią po Wiśle

Z wiosennych festiwali wyniosłam jedno postanowienie: za rok więcej czasu i uwagi poświęcę Łodzią po Wiśle. Festiwal młodych twórców, którzy nieskażeni jeszcze prawami rynku filmowego w Polsce robią prawdziwie szczere kino. Animacje, fabuły, dokumenty podzielone zostały na 2-godzinne bloki, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Ja niestety miałam okazje być tylko na jednym bloku, czego bardzo żałuję i już dziś wiem ze za rok nie popełnię tego samego błędu. Za rok wygospodaruje sobie tyle czasu, by zobaczyć jak najwięcej bo naprawdę warto.

Tym razem udało mi się zobaczyć: Jutta i ja - czyli dokument o poszukiwaniu korzeni i powrotu do bolesnej przeszłości. Bardzo szczery i poruszający film Macieja Cendrowskiego wywołujący szczery uśmiech i równie prawdziwe wzruszenie. Niepozbawiony niedoskonałości (kilka przydługich, kilka niepotrzebnych sceny) mimo to warty zobaczenia. Lena i ja - mockdokumentary o matce, która cierpi na poporodowa depresje, a w wolnym czasie pomaga w organizowaniu sex-sesji dla niespełnionych erotycznej małżeństw. Całkiem zabawny lekko przerysowany obraz mieszkańców dużego miasta, z których każdy jest lekko rozczarowany swoim życiem. Metus Kamila Grzybowskiego, czyli 10 minutowa fabuła o próbie ucieczki od prawdy. Autobus biorący udział w konkursie etiud operatorskich, którego główny bohater (Wojciech Mecwaldowski) usiłuje znaleźć miejsce w surrealistycznym autobusie jadącym donikąd. Zmiana czasu na zimowy historia małżeństwa z długoletnim stażem, które żyje razem, a jednak obok siebie, które już dawno zapomniało o tym, co to szczęście. Do tego zestawu dołączone były 3 animacje Komedia (reż. Natalia Spychała), Kto tam? (reż. Artur Hanaj) i Solus Canem (reż. Katarzyna Strzelczyk) – przyznać muszę, że o ile fanką animacji nie jestem, to te nawet mi się podobały – szczególnie smutne zakończenie w Solus Canem, bo ja lubię smutne zakończenia :)

Wiosna Filmów 

10 dni nadrabiania zaległości i zaznajamiania się z filmami, które nie miały jeszcze premiery w Polsce w śmiesznej cenie 7 zł. Polecam wszystkim odwiedzenie kin za rok, bo jest co wybierać z repertuaru nie tylko warszawskiego, bo Wiosna Filmów ma również swoje odpowiedniki w innych miastach. Mi udało się złapać tylko kilka filmów w tym roku, ale były to połowy wyjątkowo udane.

Timbuktu reż. Abderrahmane Sissako
Tegoroczny oscarowy konkurent Idy opowiada historię mieszkańców sterroryzowanego przez ortodoksyjnych wyznawców islamu Timbuktu. Bojownicy dżihadu powołując się na świętą wojnę wprowadzają mnóstwo zakazów, które powodują, że życie w Timbuktu staje się nieznośne - od zakazu słuchania muzyki, gry w piłkę, palenia papierosów, po przymus noszenia rękawiczek przez kobiety.
Dramatyczne wydarzenia skontrastowane zostały z tak absurdalnymi zakazami, że aż wywołujący mi uśmiech pod nosem. Z jednej strony dzżihadziści walczą z Zachodem wprowadzając terror z drugiej wykorzystują technologie do szerzenia swoich idei, używają telefonów, popalają szlugi w ukryciu niczym gimnazjaliści za szkolnym śmietnikiem, a do hidżabu nakładają przeciwsłoneczne okulary.
Samozwańczy przywódcy, którzy swoje prawa egzekwują siłą i strachem, mimo iż sami ich nie przestrzegają. Prawo rządzące Timbuktu zdaje się mówić, kto ma siłę ten ma władzę, a jeśli nie chcesz się podporządkować – musisz pogodzić się z konsekwencjami, nierzadko śmiertelnymi.

W rytmie marzeń reż Andreas Dresen
Niemcy, kilka lat po upadku muru berlińskiego. Paczka przyjaciół, którzy nie wiedzą co za bardzo ze sobą począć poza bieganiem po ulicach, kradzieżą aut, piciem i paleniem, postanawia otworzyć dyskotekę - nie byle jaka bo undergroundową. Wynajmują DJ-a i w zniszczonym budynku na obrzeżach miasta, który dotąd był oazą lokalnych żuli otwierają klub, który bardzo szybko zyskuje popularność i przynosi zyski. Niestety nie wzbudza to entuzjazmu lokalnej grupy neonazistów - nie pomaga fakt, że Dani od lat zakochamy w dziewczynie ich przywódcy nieustannie od czasów podstawówki próbuje ją zdobyć. Jak łatwo się domyślić nie obejdzie się bez kilku rozbitych butelek, połamanych nosów i zniszczonych marzeń.
 Wydarzenia współczesne przewlekane czasami dzieciństwa głównych bohaterów wychowywanych w sowieckim duchu wschodnich Niemiec. Wraz z upadkiem muru, upadły pewne ideały które wpajano im od dzieciństwa - przeciw którym mogli się buntować i ten bunt wyrósł w nich tak głęboko ze nie potrafią przestać - dlatego dziś buntują się przeciw temu co pozostało.

Jestem Femen reż. Alain Margot
Większość z Was zapewne na pytanie z czym kojarzy wam się Femen odpowiedziałaby z cyckami - ja też tak miałam do pewnego czasu, a dokładniej do seansu Jestem Femen. Może trochę przesadzam, bo o ile choć odrobinę śledzicie to, co dzieje się na świecie wiecie, że dziewczyny nie rozbierają się bez powodu. Robią to, by zwrócić na siebie uwagę i robią to dobrze, bo bez odrobiny tej golizny byłyby po prostu kolejną bandą rozkrzyczanych bab, a tak zwracają na siebie oczy całego świata i pomagają zwracać jego uwagę na ważne problemy - nie tylko narodu ukraińskiego, ale i problemy światowe - bo dziewczyny dzięki swojej aktywistycznej działalności stały się znane na całym świecie i cały świat wyciąga do nich ręce po pomoc.
Naszą przewodniczką po Femenie jest Oksana Shachko, piękna i utalentowana plastycznie współzałożycielka ruchu. Dzięki niej poznajemy działalność grupy od kuchni, ich akcje od kiełkującego pomysłu, przez przygotowania, po ich przebieg często kończący się aresztowaniem. Początki, doświadczenia, obawy i plany na przyszłość kobiet walczących o wolność i demokrację. Warto obejrzeć Jestem Femen by przekonać się jak wygląda codzienność tych pięknych ukraińskich aktywistek – nierzadko bitych, psychicznie torturowanych za ideały, o które nie boją się walczyć.

DOKUMENTY

Święta wielkanocne bogate były w dokumenty, tak więc wieczorami, kiedy wszyscy spali ja spędzałam czas z scjentologami lub mordercami i w ten oto sposób zobaczyłam dwa tytuły, które szczerze polecam, czyli Going Clear: Scientology and the Prison of Belief i The Jinx: The Life and Deaths of Robert Durst.

Going Clear: Scientology and the Prison of Belief reż. Alex Gibney
Dokument HBO Going Clear: Scientology and the Prison of Belief wywołał u mnie z jednej strony przerażenie, a z drugiej mocne rozbawienie. Przerażenie tym, jak łatwo zmanipulować ludzi i zmusić ich do wiary w najbardziej abstrakcyjne rzeczy. Rozbawienie tym, jak daleko idąca abstrakcja to jest w przypadku scjentologów. Jak to możliwe, że myślący z pozoru przynajmniej ludzie, ślepą wierzą w te scjentologiczne bzdury rodem z filmów sci-fi (nota bene twórca scjentologii zaczynał od pisania historyjek o podboju kosmosu) - do tego stopnia, że pozwalają się okradać, bić, a nawet wypierają się rodziny. Wstyd to uczucie, które najczęściej towarzyszy byłym scjentologom - a ich świadectwa mrożą krew w żyłach - ci scjentologiczni psychopaci są w stanie zrobić wszystko, by ukarać swoich byłych członków za odejście. Jak to możliwe, że ta sekta jeszcze istnieje? Członkowie nie mogą czytać negatywnych doniesień medialnych o scjentologach - czy są zaślepieni wiarą do tego stopnia, że naprawdę tego nie robią? 


Przeklęty: Życie i śmierci Roberta Dursta reż. Andrew Jarecki 

Pamiętacie All Good Things - film Z Ryanem Goslingiem i Kirsten Dunst? HBO wyprodukowało dokument, który wyreżyserował Andrew Jarecki (odpowiedzialny także za obraz z Goslingiem) opowiadający prawdziwą historię Roberta Dursta, który był inspiracją dla postaci granej przez Goslinga we Wszystko, co dobre właśnie.
The Jinx to fenomenalny dokument trzymający w napięciu niczym najlepsze kryminały. Odkrywający prawdę o życiu człowieka, który podejrzany o kilka zbrodni, dotąd skutecznie uciekał przed wymiarem sprawiedliwości. Filmowe śledztwo odkrywa głęboko skrywane przez lata tajemnice i obnaża kłamstwa człowieka, któremu dotąd nie udało się niczego udowodnić. Podczas finałowego odcinka opadła mi szczęka i przeszedł dreszcz. Polecam!



You Might Also Like

3 Comments

Instagram