Polski american dream w rytmie disco (Disco Polo 2015)

13:44

Tomek mieszka gdzieś w jakiejś pipidowie Polski B, ojciec jest kolejarzem, który marzy by dodgem jeździć do kościoła. Tomek ma trochę inne plany, bo Tomek chce zostać gwiazdą - gwiazdą disco polo. Razem z kumplem Rudym zakładają band i wyruszają w pełną przygód podróż, by spełnić swój american dream i podbić polskie remizy i dyskoteki. Dzięki determinacji i kilku zbiegom okoliczności udaje im się nagrać KASETĘ u największego Polaka ze wszystkich Polaków czyli Daniela Polaka – szefa największego studia fonograficznego w Polsce, a potem także odnieść sukces w całym kraju, ba – nawet na świecie. To historia błyskawicznej sławy, jakich w tamtych czasach było mnóstwo. Od zera do bohatera. Komuna tylko co upadła, zachód pukał nam do okien i wymachiwał dobrami, na które trzeba mieć kasę, więc biznesy kreciło się na wszystkim, na czym się dało. Jak nie wpuszczali drzwiami, wchodziło się oknem – wszystko byleby uciec od bylejakości polskiego życia - do szeleszczących ortalionów i neonowych marynarek, drogich samochodów i krzykliwej, kiczowatej biżuterii  – to one stawały się wyznacznikiem sukcesu no i kieszenie wypchane dolarami.



Disco polo jest oparty na kanwie westernu. Mamy podział na tych dobrych i tych złych, mamy strzelaniny, mamy konie pędzące po preriach, mamy plenery prosto z Dzikiego Zachodu. Amerykańskie kino w pigułce. Znajdziemy tu western, gangsterów, romans, a nawet podróże w czasie. Dodatkowo wypełnione jest filmowymi cytatami. Zaczynając od Aż poleje się krew, przez Titanica, po Funny Games Hanekego (sic!). Zgrabne połączenie znanych z kinematografii wątków wywołuje dodatkowy uśmiech u spostrzegawczego widza. Mimo iż momentów do śmiechu nie brakuje. Przyznaję zdarzy się jakiś czerstwy dowcip, a niektóre bazują tylko na dosadnym używaniu wulgaryzmów, ale całość wypada dość sprawnie. Czasem tylko film traci tempo, kiedy za długo oglądamy na ekranie igraszki zakochanych, czy samochodowe przejażdżki, ale za chwilę nadrabia przezabawnymi scenami występów muzycznych.

Całość stylistycznie skojarzyła mi się trochę z baśniowym światem, który w swoich filmach kreuje Jean-Pierre Jeunet – kolorowy, wypełniony przedziwnymi postaciami, niesamowitymi historiami, w którym panuje swoista retro atmosfera. Każda kolejna scena, każdy pomysł, rozwiązanie fabularne jest jeszcze bardziej pokręcone od poprzedniego, by wspomnieć tylko o balonie holującym jacht, który potem sunie po piaszczystej plaży, helikopterowa taksówka czy mini koncert dla bardzo sławnego więźnia. W pewnym momencie wydawać by się mogło, że na ekranie panuje swego rodzaju przesyt. Jednak mnogość wątków, zapożyczeń i styli spięta została typowo polskim romantyzmem. Taki polski folklor ubrany w amerykańskie fatałaszki. Ja to kupuję, a sądząc po salwach śmiechu i oklaskach na sali - inni widzowie też. 



Disco Polo to pięknie odmalowana laurka kolorowych lat 90, ubranych w syntetyczne pstrokate koszule, krzykliwą biżuterię i z powiewającą amerykańską flagą w tle - symbolizującą tęsknotę za wielkim i fascynującym światem Zachodu. Z wyrysowanymi ambicjami Polaków tamtych lat, którzy lubili się bawić w udawanie, że tak naprawdę wcale nie jest źle i do ameryki wcale nam nie daleko, bo też możemy zarabiać dolary, sobie kupić jacht i postawić go na środki pobliskiego stawu, bo stać nasz na drogiego szampana i samochody, którymi i tak po polskich drogach jeździć nie będziemy. Sporo tu prawdy o Polakach. Chcielibyśmy uchodzić za największych hipsterów świata, a prawda jest taka, że większość z nas weekendowe wieczory spędza na dyskotekach tylu Energy czy innych Manieczkach, na co dzień udając, że przecież gardzi disco polo, mimo iż zna wszystkie piosenki na pamięć.
Podsumowując mój stosunek do muzyki disco polo się nie zmienił, niestety fanką Weekendu nie zostanę, aczkolwiek film polecam wszystkim - miłośnikom i hejterom. Ja z kina wyszłam w świetnym nastroju i nie mogłam przestać się uśmiechać. 

You Might Also Like

0 Comments

Instagram

Blog Archive