Nieustanna rywalizacja (Foxcatcher 2014)

20:22


    John du Pont (Steve Carell) to ekscentryczny bogacz, który nagle wymyśla sobie, że zostanie trenem zapaśniczym. Widząc wielki potencjał i sławę, jaką przynieść mu mogą umiejętności braci Schultz, zaprasza ich do swojej stajni talentów pragnąc zostać ich opiekunem. Niestety chęć pomocy podszyta jest nie do końca czystymi pobudkami, bo przede wszystkim chodzi o podbudowanie ego multimilionera i jak się łatwo domyślamy – to nie może skończyć się dobrze.

Coach is the father. Coach is a mentor. Coach has great power on athlete's life.

Foxcatcher to film przede wszystkim o rywalizacji. Rywalizują ze sobą bracia - Mark (Channing Tatum) i David (Mark Ruffalo), obaj wielokrotni mistrzowie zapaśniczy, żaden z nich nie myśli jeszcze o tym, by zejść ze sportowej sceny. Walczą nie tylko ze swoimi przeciwnikami na ringu, ale także ze sobą nawzajem, próbując udowodnić swoją silę. Du Pont podświadomie rywalizuje z Davidem, którego chce zastąpić, którym chciałby być – jako autorytet dla Marka, jako trener dla swoich zawodników. Du Pont rywalizuje ze swoją matką, a nawet z całą historią swojego klanu – próbując udowodnić wszystkim wkoło, że jest godzien swojego nazwiska, że nie jest tylko ekscentrycznym multimilionerem, który niczego nie potrafi. Niestety prawda jest taka, że John potrafi niewiele poza wykładaniem kasy na ławę. Du Pont jest trochę śmieszny, trochę straszny, a przede wszystkim żałosny. Pozuje na wielkiego filantropa patriotę, któremu przede wszystkim zależy na dobrym imieniu Ameryki, a tak naprawdę jest zakompleksionym, obsesyjnie potrzebującym aprobaty matki nieudacznikiem. Rywalizacja braci Schultz zawsze opierała się o wzajemną miłość i poczucie odpowiedzialności za drugą osobą. Może to właśnie było dla du Ponta nie do przełknięcia – on chciał być dla Marka jego Davidem, jego oparciem, jego skałą – mieć kogoś, dla kogo mógłby dawać wszystko czego potrzebuje, a w zamian otrzymywać to, czego sam potrzebował najbardziej – wdzięczności.




Foxcatcher to także film o tym, jak bardzo rodzina wpływa na to kim jesteśmy. Braterska rywalizacja i kompleks niedowartościowania przez matkę przenikają się w filmie i napędzają fabułę. Stają się motorem działań głównych bohaterów, definiują ich postawy, ale nie usprawiedliwiają zachowań. Brak miłości ze strony matki doprowadza du Ponta na skraj szaleństwa. W końcowej scenie na twarzy Marka widać zarówno wolę walki jak i pewną dozę rezygnacji. Robiąc rachunek zysków i strat szala zatrzymuje się gdzieś pośrodku – Mark stracił w życiu bardzo wiele, ale nie stracił najważniejszej dla sportowca cechy – rywalizacji. Bo w sporcie nie chodzi tylko o same zwycięstwa czy porażki, chodzi przede wszystkim o drogi, które do nich prowadzą. Droga Marka była bardzo wyboista, ale na pewno nie zakończyła się jeszcze metą.

Niestety, coś w Foxcatcherze mi zgrzytało. Trudno było mi zaangażować się w tę historię. Mimo świetnych kreacji aktorskich (szczególne uznanie należy się dla Carella, które zerwał swoją łatkę śmieszka i przygłupa, pokazał, że posiada kawał umiejętności aktorskich, których wielu mogłoby mu pozazdrościć + oczywiście Tatum, którego fanką nie jestem, ba, powiedzieć śmiało mogę, że pałam do niego lekką niechęcią na miarę Roberta Pattisona – zaskoczył mnie tu bardzo pozytywnie. Czyli Channing potrafi coś poza prężeniem klaty, ciekawe...) i świetnie zbudowanej atmosfery, mnie Foxcatcher nie przekonał, a momentami wręcz nudził. Historia snuła się zbyt powoli, a prezentowane wydarzenia nie angażowały widza. Mimo to historia du Ponta i braci Schultz jest warta uwagi i być może na Was zrobi większe wrażenie - tym bardziej, że wydarzyła się naprawdę.  


You Might Also Like

1 Comments

Instagram