Powrót Birdmana (Birdman 2014)

09:59

filmfixx.com
Są takie filmy, które już w połowie zachwycają do tego stopnia, że myślisz sobie – to najlepszy film, jaki oglądałem/am w tym roku. Mamy połowę stycznia, a ja już mogę śmiało powiedzieć, że nie wiem, czy coś mnie w tym roku zachwyci równie bardzo co Birdman. Podobnie rzecz się miała w tamtym roku z The Grand Budapest Hotel obejrzany w kwietniu został przeze mnie od razu nazwany najlepszym filmem 2014 roku.

Keaton gra w pewnym sensie samego siebie - podstarzałego aktora, który lata wielkiej kariery ma za sobą i próbuje sobie i innym udowodnić, że potrafi jeszcze zrobić coś niezwykłego, wartego uwagi. Osiągnąć sukces i wrócić na usta wszystkich tak, jak to było w latach jego młodości, kiedy przebrany w kostium superbohatera latał po mieście udając ptaka. Keaton - aktor jednej roli – Batmana, który po roli w filmie Burtona skazany został na chałturzenie w trzecioligowych produkcjach, których nikt prawie nie ogląda. Podobnie rzecz ma się z Rigganem, który dziś jest już niemal wrakiem człowieka. Nie wraca jednak do filmu - chce podbić Broadway, bo tylko w teatrze robi się wielkie, poważne rzeczy – a to z tego chce zostać zapamiętany. Nie z kostiumu Birdmana, a jako twórca poważnej sztuki, o której mówić będą pokolenia. To teatr w przekonaniu wielu jest nośnikiem wielkiej sztuki. Tu nie ma miejsca na poprawki, błędy, powtórki. To na deskach teatru wychodzi, kto ma prawdziwy talent, a kto jest tylko podrzędną gwiazdką telewizji, którą w każdej chwili zastąpić można 10 innymi, zdolniejszymi ludźmi. Tu, jeśli się skompromitujesz – nikt tego nie wytnie. Każdego wieczoru, na każdym spektaklu musisz dać z siebie 100%. Jak wielkim jest to wysiłkiem, przekonuje się między innymi Riggan, który jako reżyser musi nie tylko walczyć ze swoimi demonami, ale i demonami całej ekipy, z którą stoi na scenie.



Niewątpliwie najciekawszym wątkiem filmu jest starcie dwóch aktorów – Riggana i Mike'a – świata kina i świata teatru – to rywalizacja między nimi pokazuje jak różne są to światy i jak różne podejście to sztuki reprezentują. Mike jako aktor teatralny nie boi się ryzyka, on zna swoją wartość, którą przez lata doświadczenia wypracował sobie na deskach. On nie liczy się z opinią innych, bo nie musi – jako aktor teatralny nie wyrobił sobie statusu celebryty, nie wie co to znaczy, kiedy ludzie patrzą na każdy jego krok – stąd pewnie luz, jakim odznacza się jego podejście zarówno do pracy jak i życia ogólnie. Riggan wręcz przeciwnie – on chce się tego celebryckiego statusu pozbyć. Ma dość tego, że dla większości jest tym facetem, który dziesiątki lat temu nosił kostium Birdmana, chce pokazać, że potrafi coś więcej niż machanie przyczepionymi skrzydłami. Z drugiej strony łaknie poklasku – chce być uznanym artystą, chce by o nim mówiono, ale w innym kontekście niż teraz – w takim, w jakim mówi się o Mike'u – zdolnym artyście, nie gwieździe.

  Birdman przemyca wiele prawd - o aktorach, teatrze, filmach czy nawet krytyce i dziennikarstwie. Każdy z tych aspektów oczywiście w filmie uderza od razu w hiperbolę, ale zabieg ten ma sens, bo wyostrza przekaz jaki za nimi stoi. Aktorzy to rozpieszczone, egocentryczne bachory zazdrosne o każdy, najmniejszy nawet przejaw sławy i uznania. Dziennikarze nie liczą się z prawdą, nie zależy im na prawdzie, a na dobrej, choćby zmyślonej historii i filozoficznych dywagacjach podkreślających ich inteligencję – nie rozmówcy. Krytyków często nie interesuje to, jak dane dzieło wygląda – a ich recenzje to zwykła prywata wymierzona w twórcę.

W Birdmanie śledzimy kulisy powstawania spektaklu. Każdy z nas zna powiedzenie, życie jest jak teatr – dokładnie to pokazuje ten film. To odzwierciedlenie życia: upadki, porażki, małe i większe zwycięstwa, relacje z rodziną, współpracownikami te momenty szczęścia, highu - kiedy wydaje nam się, że możemy wręcz latać i te momenty, kiedy jesteśmy tak nisko, że powtarzamy w kółko – chyba sobie strzelę w łeb. To też film o celowości aktorstwa, o powodzie, dla którego ludzie zostawiają serce na scenie teatralnej/planie filmowym. Dla tego jednego momentu, na który nieraz muszą pracować całe swoje życie – spełnienia.

  Na wszystkie Oscary świata zasługują zdjęcia i montaż filmu. Birdman wygląda jakby był jednym 1,5 godzinnym ujęciem, a to za sprawą genialnego operatora Emmanuela Lubezki. Wspomnieć należy także o kreacjach aktorskich – Stone, Norton, Keaton i Watts wznieśli się na wyżyny aktorskie - chapeau bas! Birdman bardzo utrudnił mi kibicowanie w tegorocznych Oscarach. Przed seansem moim faworytem w kategorii najlepszy film był zdecydowanie The Grand Budapest Hotel, w kategorii zdjęcia kciuki trzymałam bardzo mocno za Idę (nie z pobudek patriotyczny – bo kto oglądał film, wie, że akurat zdjęcie ma obłędne) teraz już sama nie wiem... 
   Idźcie do kina na Birdmana, bo to film, jeśli nie tego roku, to na pewno pierwszego kwartału 2015! :)

You Might Also Like

2 Comments

Instagram