5 powodów, dla których nie warto oglądać Annie (Annie 2014)

19:33


Annie to sierota wychowująca się w domu zastępczym prowadzonym przez wredną panią Hannigan. Jako niemowlak została porzucona przez swoich rodziców, ale jako najbardziej optymistyczne dziecko na planecie wierzy, że po nią wrócą i znów będzie miała rodzinę. Will Stacks jest właścicielem wielkiej korporacji sieci komórkowych, by ocieplić swój wizerunek przed wyborami na burmistrza postanawia wykorzystać uroczą sierotę i pobawić się z nią w dom. Dziewczynka będąc pod wrażaniem bogactwa milionera, dodatkowo chcąc się wyrwać z domu Hannigan zgadza się odegrać wyznaczoną jej przez sztab PRowców Stacksa rolę. Nie nie brzmi nawet tak źle dopóki nie zasiądziesz do seansu. Jeśli masz więcej niż 10 nie oglądaj tego filmu, bo:


  1. Jest sztuczny! A dzisiejszy widz jest na tę sztuczność szczególnie wyczulony. To, co sprawdzało się, jako dobry koncept 30 lat temu (Annie pierwotnie broadwayowski musical, została także przeniesiona po raz pierwszy na ekran w 1982 roku), dziś już nie przejdzie. Szczególnie w uwspółcześnionej wersji, której nowości polegają na wrzuceniu starej historii w XXI w. Jak to możliwe, że kilkunastoletnia dziewczynka żyjąca w Nowym Yorku nie potrafi czytać? Dodatkowo życie w domu pani Hanningan, wcale nie wygląda na takie trudne, jako to śpiewają dziewczynki z mopami w rękach w scenie, kiedy rozbrzmiewa słynne It's a hard knock life. Ich dzieciństwo wygląda bardziej jak dobra zabawa w „kotka i myszkę” z panią Hanningan, która poza przesadzonym makijażem niczego strasznego w sobie nie ma.


  2. Piosenki, które miały potencjał stać się przebojami przechodzą bez echa, zapominasz o nich 4 minuty po seansie, a czy to nie powinna być moc musicalu? Czy nie powinniśmy wychodzić z piosenkami w głowach? Poza jedną It's a hard knock life reszta się nie broni. Jest nudna, bez emocji i zamiast dobrze się podczas nich bawić, marzymy tylko, by szybciej się skończyły. Dodatkowo popowe przeróbki pozbawiają je musicalowego uroku.


  3. Jamie Foxx wygląda, jakby żałował tego, że w ogóle gra w tym filmie. Nie rozumiem, dlaczego tak dobry aktor w ogóle zgodził się, żeby w tym wystąpić. Dlaczego?

Foxx zniesmaczony swoją rolą. :)
  4. Gdzie są uczucia? Annie, jako typowy musical familijny, powinna wzbudzać w nas wzruszenia lub chociaż w małym stopniu nas poruszać. Ekran powinien od kipieć od emocji. Nic takiego jednak nie ma miejsca. Między aktorami zabrakło chemii. Uczucia, jakie asystentka Stacksa żywi do swojego szefa, opierają się na neurotycznych zaprzeczeniach 13latki, by potem nagle wybuchnąć jakąś niekontrolowaną namiętnością w końcowej scenie. Relacja małej Annie z mężczyzną, który przecież ma stać się wkrótce jej ojcem, jest najbardziej drewnianym punktem programu. Ani dziewczynka, ani tym bardziej Stacks nie wyglądają, jakby łączyło ich coś poza pierwotną umową, choć widzom próbuje się wmówić co innego. Wielkie zjednoczenie i happy-end wypada wręcz żałośnie. Muzyczny numer na koniec powoduje, że jedyne na co masz ochotę to zasłonić twarz ręką.


  5. Cameron Diaz! Nie jestem fanką Cameron. Nie jestem w stanie wymienić nawet 3 filmów, w których mi się podobała. Jest jedną z najbardziej irytujących aktorek w Hollywood, a w Annie gra na dodatek najbardziej irytującą postać i to wcale nie dlatego, że jej rola pani Hannigan taka powinna być, nie. Diaz pokazała tu, że po prostu nie potrafi grać. Wszystko na jedno kopyto – jestem czarnym charakterem, więc będę się krzywiła, darła i zataczała. Pod koniec, kiedy jej postać nabiera kolorów, innych poza czarnym, nagle jej oczy łagodnieją i staje się żałującą za grzechy, jednak wciąż przygłupią babą. Albo wóz albo przewóz. Albo jestem złą jędzą albo przygłupią panią, która nie wiedziała co robi.

  Jest tylko jeden powód, dla którego warto ten film obejrzeć, a na imię mu: Quvenzhané Wallis. Dziecko, które rzuciło na mnie urok swoją rolą w Bestiach z południowych krain. Tylko jej urok trzyma ten film przed całkowitym upadkiem. Gdyby nie ona – przerwałabym seans w połowie.


You Might Also Like

0 Comments

Instagram

Blog Archive