Przyjaciel rodziny (Gość 2014)

12:10


Twoje ukochane dziecko ginie na wojnie, a Ty pogrążasz się w rozdzierającej serce żałobie. Pewnego dnia na progu twojego domu staje mężczyzna z przesympatycznym uśmiechem i ciepłem w oczach, który oznajmia – jestem przyjacielem twojego syna, byłem przy nim kiedy umierał, kazał mi przekazać, że bardzo Was kochał... Co robisz? Wpuszczasz nieznajomego do swojego domu. Każdy by tak zrobił. Tak zaczyna się Gość. Facet z onieśmielającym uśmiechem wprasza się do obcego domu. Odrobina sprytnej manipulacji i staje się niemal członkiem rodziny, zastępując tego, za którym wszyscy tęsknią. Ale czy aby na pewno jest tym, za kogo się podaje?

Gość to film, który za zadanie ma dostarczyć czystej rozrywki. Nie ma tu wielce zaskakujących zwrotów akcji, wysmakowanego pomysłu fabularnego, wątków skłaniających do długich i zaciętych dyskusji po seansie. Mamy klisze, mamy schematy, mamy sceny, które wszyscy dobrze znamy (barowe bijatyki, finał na sali gimnastycznej, Halloweenowe dekoracje, w których gubią się bohaterowie) mamy tez Davida – tytułowego gościa, który sam jeden unosi na barkach świetność tego filmu – i niczego więcej nie potrzeba. Zabójczy uśmiech, wywołujące dreszcz spojrzenie, a przy tym ciepły tembr głosu i wewnętrzny spokój. Świetnie poprowadzony bohater, którego główną cechą jest nieprzewidywalność – nigdy nie wiesz, kiedy wyciąga do ciebie dłoń, czy ma zamiar ci ją uścisnąć czy złamać. Nie sposób oprzeć się jego magnetyzmowi, trudno powiedzieć mu NIE, po pierwszym spotkaniu darzysz go bezgranicznym zaufaniem. Do tego dochodzi małomiasteczkowy klimat, z elektroniczną muzyką wyrwaną z samego serca lat 80 i trwające przygotowania do Halloween. Lepszej scenerii Adam Wingard nie mógł sobie wybrać.

indiewire.com
uwmpost.com
Gościa obejrzeć warto dla samego Dana Stevensa. Przyznam szczerze, że nie znałam wcześniej zbyt dobrze aktorskich dokonań – ale tym lepiej oglądało mi się go w roli Davida, bo nie myślałam o jego filmografii. Nie posiadając o nim żadnej opinii przed seansem – teraz jestem w nim zakochana. Zarówno w momentach, kiedy gra tego dobrego jak i wtedy, kiedy jest tym złym, nie chcesz by znikął z ekranu. Świetny bohater, świetna rola, prześwietna gra aktorska. Jestem na tak!

Wszystkie teksty o Gościu, na które natkniecie się w Internecie podkreślają inspiracje filmami Nicolasa Windinga Refna i trudno się z nimi nie zgodzić. Mamy neonową estetykę i prezentację bohatera, który przypomina Goslinga z Tylko Bóg Wybacza. Mamy cudną ścieżkę dźwiękowa, która staje się niemal autonomiczną jednostkową filmu - niczym w Drive. Ale co najważniejsze, te zapożyczenia wcale nie drażnią, nie ujmują filmowi – wręcz przeciwnie, one go świetnie uzupełniają. Bo Gość to trochę taka mozaika znanych nam wszystkim klisz, które układają się w lekko surrealistyczną, trochę kampową, ale dającą dużo kinowej satysfakcji satyrę na amerykańskie thrillery. Oglądajcie i bawcie się dobrze!


You Might Also Like

2 Comments

Instagram

Blog Archive