Miasto, które powstanie (Miasto44 2014)

18:43


Prace trwające 8 lat, tysiące ton gruzu, kostiumów, statystów, miliony wydanych złotych by powstał film opowiadający o wydarzeniach, których sens do dziś wzbudza spory wśród historyków. I jak łatwo się domyślić film Komasy również spory wzbudził, tym razem wśród wszystkich. Od krytyków, przez historyków, widownię na samych powstańcach kończąc. Co osoba to inne opinia, kiedy patrzę na rozrzut filmwebowych ocen wśród moich znajomych zastanawiałam się skąd tak różne opinie? Po sensie już chyba rozumiem, choć sama stoję na rozdrożu zachwytu i irytacji – arcydzieło to nie było, jest to całkiem niezły film pełen sprzeczności. Jeśli będziemy w stanie przymknąć na nie oko – wyjdziemy z kina całkiem usatysfakcjonowani, o ile można tak się poczuć po filmie, w którym miasto spływa krwią warszawskich nastolatków.

Stefan (Józef Pawłowski) syn rozhisteryzowanej aktorki i polskiego żołnierza, po którym został już tylko mundur w szafie, pragnie spokojnego życia. O ile życie w okupowanej przez Niemców Warszawie można uznać za spokojne. Chłopak jako najstarszy w rodzinie czuję się odpowiedzialny z małego brata i matkę, stara się jak może, by zapewnić im jako taki byt podczas tych trudnych czasów. Jednak tylko kwestią czasu jest, kiedy zwabiony przez powabne koleżanki i starych dobrych kolegów pójdzie w ślady ojca i zacznie walczyć o wolność naszą i waszą. Bohaterów Miasta 44 poznajemy tuż przed wybuchem powstania. Piękni, młodzi, pełni nadziei, bo nadzieja umiera ostatnia, niestety wraz z nią umarło wielu ludzi. Z biało-czerwonymi opaskami na rękach, bez broni, Stefan wraz z kolegami odbijali Warszawę z rąk wroga, mając nadzieję na pomoc Rosjan, która nie nadeszła.

filmweb.pl
Poza powstająca Warszawą i jej obrońcami, czyli bohaterem zbiorowym, na pierwszy plan wysuwa się dramatyczna historia miłości, która w pewnym momencie gubi swój dramatyzm albo nawet samą miłość – pozostają tylko rozdarci bohaterowie. Rozdarci przez siebie nawzajem, rozdarci przez otaczającą ich śmierć, rozdarci przez kule wroga. Stefan tkwi gdzieś w miłosnym trójkącie, między odważną i zadziorną Kamą (Anna Próchniak) a delikatną i współczującą Alicją (Zofia Wichłacz), a w tle upada miasto. Podobnie jak upada nadzieja i niewinność tych jeszcze przecież dzieci, które naiwnie wierzyły, że powstanie potrwa 3 dni, a które potem zmuszone były patrzeć na śmierć swoich przyjaciół i rodziny. Tę przemianę bohaterów świetnie obrazuje postać Stefana, po którym widać, jakie emocjonalne spustoszenie niesie trauma wojny.

Miasto 44 przedstawiając okrucieństwo wojny sięga po symbole popkultury. I to do tych symboli i akcentów wyjętych ze współczesnego kina akcji pada najwięcej zarzutów. Bieg Stefana przez cmentarz przy dźwiękach piosenki Niemena w slowmotion, którego kulę się nie imają, pocałunek wśród kul przypominających fajerwerki, seks przy dźwiękach dubstepu. Dla mnie są to bardziej sceny symbole niż przedstawienia rzeczywistych wydarzeń. To kiczowate wyolbrzymienie obrazuje stany emocjonalne bohaterów i jeśli nie weźmie się poprawki na to, że nie wszystko w tym filmie trzeba traktować dosłownie – będzie to irytować. Jeśli nie kupi się stylistyki, jaką zaserwował w Mieście 44 Komasa – cóż nic Was nie przekona do tego filmu.

filmweb.pl
Miasto 44 to film dobry, pod względem technicznym bez zarzutu, ze świetnymi zdjęciami i bardzo dobrymi rolami, jednak jest w nim jakiś zgrzyt. Jakby za mało powstania w filmie o powstaniu, jakby za mało miasta w filmie, którego tytuł brzmi przecież Miasto 44, a jakby za dużo miłości, która wcale nie wygląda realistycznie. Między bohaterami zabrakło chyba zwyczajnie chemii i trudno mi było uwierzyć w tę „miłość w czasach zagłady”, którą tak usilnie próbowali nam sprzedać w zwiastunach i na plakatach. Być może gdyby wątek romansowy zepchnąć gdzieś w tło, a na przód wysunąć bohatera zbiorowego, składającego się ze świetnych postaci, którymi ledwo co nas uraczono, film bardziej by do mnie trafił. Bo jeśli cokolwiek wspominam z tego filmu na kilka dni po seansie, to właśnie sceny dotyczące powstańców, a nie kochanków. A przede wszystkim sceny prezentujące Warszawę. Tę walącą się, wyburzaną i płonącą, jak i tę z początkowych minut filmu, a przede wszystkim scenę ostatnią, kiedy Warszawa w ogniu przeistacza się w tą znaną nam dzisiaj. Ta scena zagnieździła się w mojej głowie bardzo mocno. Ktoś musiał przejść przez to piekło, byśmy dziś mogli mieszkać w tym mieście.


You Might Also Like

5 Comments

Instagram

Blog Archive