[30. WFF] Warszawski Festiwal Filmowy po polsku (Obce ciało, Agnieszka, Polskie gówno, Serce, serduszko)

12:09


Warszawski Festiwal Filmowy zakończył się dokładnie tydzień temu i wiem, że ze spóźnionym zapłonem zasiadam do tej relacji, a teksty o 30. edycji festiwalu zalewały internety na bieżąco, niestety doba jest z krótka, a tyle się dzieje, że trudno było mi od razu zasiąść do tego tekstu i napisać cokolwiek. Dlatego robię to teraz. Dopiero. Niemniej chcę się z Wami podzielić tym, co miałam okazję zobaczyć, a było tego całkiem sporo. Jeśli ktoś śledzi fanpage na FB zauważył, że starałam się w miarę na bieżąco wrzucać krótkie opinie na temat obejrzanych filmów. Teraz przyszła kolej na coś więcej niż dwa zdania. Bilans wypada nieźle, w ciągu tygodnia na Festiwalu obejrzałam 15 filmów, z których wyliczyłam średnią ocen i wyszło mi 6,26, czyli całkiem niezłe filmy przyszło mi oglądać. W pierwszej część relacji opowiem Wam o polskich filmach, które miałam okazję zobaczyć. Jak różne były to filmy!

AGNIESZKA reż. Tomasz Emil Rudzik


Po pięciu latach spędzonych w więzieniu Agnieszka wychodzi na wolność. Do więzienia poszła z miłości, za chłopaka. Po wyjściu nikt na nią nie czeka, ani chłopak, ani rodzina. Dziewczyna pozostawiona sama sobie postanawia uciec. Wsiada w pierwszy lepszy bus kierujący się za granice naszego kraju i ląduje w Niemczech. W plecakiem na plecach przemierza ulice Monachium, gdzie poznaje tajemniczą kobietę - Madame (Hildegard Schmahl), która udziela jej schronienia i daje pracę. Od tej pory dziewczyna ubrana w skąpe strojne z pejczem w ręku będzie poskramiała żądze i dzikie fantazje mężczyzn.

Tomasz Emil Rudzik przygotowując się do filmu rozmawiał z wieloma studentkami, które na co dzień dokładnie tym się zajmowały, czyli ballbustingiem, jak sama nazwa wskazuje polega on na zadawaniu mężczyznom bólu poprzez uderzanie w jądra. Dziewczyny zarabiające w ten sposób podobnie jak bohaterki filmu, wcale nie czuły się prostytutkami. To one panowały nad sytuacją, to ona wyznaczały zasady,z których dwie najważniejsze brzmiały – zero dotykania i rozbierania.

Największym problemem Agnieszki jest to, że reżyser w pewnym momencie sam pogubił się w tym, co w tej historii jest najważniejsze. Wątki się piętrzą, zupełnie niepotrzebnie. Reżyser, zapewne chciał pokazać różne aspekty świata, w który wkroczyła Agnieszka, niestety niektóre z wątków wydają się niepotrzebne, inne potraktowane zostały po macoszemu, choć dałoby się z nich wycisnąć o wiele więcej interesujących rzeczy, jak na przykład postać Madame i jej syna, który całkowicie uzależniony jest od matki. Całkowicie zbędna, nic niewnosząca do filmu relacja Agnieszki z 16-letnim chłopakiem, która balansuje gdzieś między romansem a przyjaźnią. On jest zakochany w tej tajemniczej Polce, ona jakby widzi w nim swojego młodszego brata, którego chłopak staje się substytutem. No i w końcu gdzieś w tle mamy dramat rodziny Agnieszki, ojca alkoholika i brata czekającego na ratunek siostry jak na zbawienie. Tym, co spaja to wszystko jest Agnieszka - bohaterka grana przez Gorczycę, która w jest w tym filmie niesamowita. Film z pewnością warty uwagi, polecam wycieczkę do kina, jeśli i kiedy w nim zawita.
Polska premiera: -

kinoactive.pl

SERCE, SERDUSZKO reż. Jan Jakub Kolski


Z Janem Jakubem Kolskim mam problem nie od dziś. Jego filmy kompletnie do mnie nie przemawiają, bijąca z nich sztuczności i przerysowane postaci odpychają, a nie zachęcają. Wiem, że jestem w zdecydowanej mniejszości, jednak nie będę udawać tylko dlatego, że wypada Kolskiego lubić. Na Serce, Serduszko poszłam w przekonaniu, że może Dorociński mnie przekona i poniekąd to zrobił, choć co najdziwniejsze to, co podobało mi się w filmie najbardziej to Szyc. Tak, Szyc uratował dla mnie ten film. Jego rola księdza – to najlepsze, co jest film zawiera. I to chyba ładnie reasumuje moją niechęć do tego filmu, bo Szyc pojawił się w nim na 15 minut.

Mieszkająca w domu dziecka Maszeńka (Maria Blandzi) marzy o zostaniu tancerką. W bidulowej kuchni wywija piruety razem z kucharkami w nadziei, że jakimś cudem uda jej się dotrzeć na egzaminy do szkoły baletowej w Gdańsku. Zawieźć ją tam miał ojciec, ale wiadomo jak to jest z obietnicami ludzi, którzy bardziej niż do ich spełniania mają skłonność do zaglądania w kieliszek. Na szczęście dla dziewczynki w sierocińcu pojawia Kordula (Julia Kijowska), która ma być nową wychowawczynią, choć w sumie sama potrzebuje kogoś, kto by się nią zajął. Z wymalowaną twarzą i zasępioną miną wkracza w życie Maszeńki i razem wyruszają w podróż przez Polskę.

Serce, serduszko to kino drogi pełną gębą. Nie dość, że bohaterki przemierzają kolejne kilometry, spotykając na swojej drodze coraz to barwniejsze postaci, dziewczyny zmieniają się też wewnętrznie. Maszeńka przyzwyczajona do tego, że to ona jest tą rezolutną i to ona musi się opiekować innymi, pozwala by ktoś choć raz zajął się nią, Kordula, która stroni od ludzi i bliskich relacji pozwala sobie nawiązać bliską relację z tą kompletnie obcą sobie dziewczynką. Zmianie ulega także ojciec Maszy (Marcin Dorociński), który z zapijaczonego frajera zmienia się w troskliwego tatę przemierzającego pól Polski w pościgu za marzeniami dziecka. Jak wzruszająco to wszystko brzmi.

Niestety sentymentalizm Kolskiego mnie nie kupuje. Już po 10 minutach filmu byłam poirytowana bohaterami do tego stopnia, że miałam ochotę wyjść z kina. Powinnam się chyba wzruszyć, jednak to, co towarzyszyło mi kiedy opuszczałam salę kinowa to tylko lekkie wzruszenie ramion.
Polska premiera: 14 LISTOPADA


next-film.pl

POLSKIE GÓWNO reż. Grzegorz Jankowski


Polskie gówno to był trochę film widmo, o którym słyszało się od dawna, ale niczego konkretnego nie było widać na horyzoncie. W końcu pojawił się na festiwalu w Gdyni i teraz zawitał do Warszawy. Fuzja dwóch gatunków, które w teorii do siebie nie pasują – musical i mockdocumentary. To nie powinno się udać, ale udało się!

Jerzy Bydgoszcz (Tymon Tymański), lider niezależnego zespołu Tranzystory, który od lat próbuje się bezskutecznie wybić, popada w niemałe w długi. Pewnego dnia śniadanie przerywa pukanie do drzwi komornika - Czesława Skandala (świetny w tej roli Grzegorz Halama). Czesław z Jerzym dochodzą do zaskakującego porozumienia. Oto Grzegorz zobowiązuje się zorganizować trasę koncertową, z której zyski spłacą długi muzyka. Tranzystory wyruszają w trasę koncertową, po drodze okaże się jednak, że showbiz to prawdziwe sprzedajne bagno.

Polskie gówno to satyra na polski show biznes, a może też satyra na nasze wyobrażenie o polskich show biznesie, które mówi, że każdy kto coś osiągnął się sprzedał. Jeśli chcesz odnieść sukces musisz paść na kolana przed wielkim penisem, który jest wcieleniem bożka Show biznesu, zatrudnić szemranego menadżera (erotomana), wystąpić w ustawionym od początku do końca talent show, albo pójść do łóżka z tym z kim trzeba. Ci, którzy to zrobili śpią na kasie, Ci którzy nie, grają dla pustych sal.

W filmie odnajdziemy wiele nawiązań do naszego polskiego podwórka muzycznego. Programy, które dobrze znamy i zespoły, na koncertach których zapewne byliśmy nie raz. Polskie gówno to ironiczny musical, który naprawdę potrafi rozbawić, czasem zażenować, a nawet skłonić do głębszych przemyśleń. Kawał dobrej rozrywki w polskim wydaniu, a tej w naszych kinach niestety niewiele.
Polska premiera: podobno styczeń

dziennik.pl

OBCE CIAŁO reż. Krzysztof Zanussi


Obce ciało Zanussiego lekko mnie rozczarowało. W sumie użycie słowa „lekko” w tym wypadku to lekkie niedopowiedzenie. Potencjalnie miał to być jeden z lepszych filmów Warsaw Film Festival, niestety nim nie jest. Jest za to jednym z gorszych filmów, jakie przyszło mi zobaczyć. 

   Obce ciało to film o niczym i trochę o wszystkim. Zaczyna się jak tragiczna historia miłosna. On - przystojny Włoch, ona – uśmiechnięta, eteryczna Polka. Problem w tym, że ona kocha ją, a ona... Boga. On w pogoni za miłością i w nadziei, że zmieni jej zdanie przeprowadza się do Polski, gdzie wpada w piekło korporacyjnego świata, ona wstępuje do klasztoru. A potem na scenę wychodzi Agnieszka Grochowska z pejczem w ręku, w roli wrednej jędzy stojącej na szczycie korporacyjnego świata, pomiatająca ludźmi jak jej się tylko podoba, prawdziwa famme fatale. Prawie.

Obraz bezlitosnej korpo jest tak bardzo schematyczny i unurzany w stereotypie, że aż boli. Wyścig szczurów, poniżanie, bezlitośni współpracownicy po trupach dążącym na kolejny szczebelek w hierarchii a wszystko to zanussi doprawił wątkami niczym z filmów szpiegowsko-sensacyjnych, wykradanie dokumentów, pościgi samochodowe i bezpodstawne wtrącanie do celi więziennej.

Ani historia o bezlitosnej rzeczywistości korporacji mnie nie przekonała, ani kreacje aktorskie, ani nawet strona realizacyjna. Wynudził mnie ten film niesamowicie jak żaden inny już dawno.
Polska premiera: 5 grudnia


news.o.pl

You Might Also Like

0 Comments

Instagram

Blog Archive