Historia lubi się powtarzać (Klub Jimmy'ego 2014)

16:31

Ponad tydzień temu na blogerskim zjeździe w Krakowie Best Film pokazał nam Klub Jimmy’ego, film o którym trudno mi było (i nadal jest) coś napisać, bo w sumie sama nie wiem, co o nim sądzić. Kiedy pozostali blogerzy już dawno zapomnieli o seansie, ja dopiero próbuje ułożyć sobie w głowie jakąś konkretną opinię na jego temat. Już na samym wstępie usłyszeliśmy, że w Cannes Klub nagrodzono 10 minutowymi owacjami. Zastanawia mnie czy te sławetne oklaski po seansie nie były przypadkiem po prostu przeznaczone dla samego reżysera, który, jak się zarzeka, nakręcił właśnie ostatni film w swojej karierze. Ciekawe czy tej obietnicy dotrzyma…

Tytułowy Jimmy (Barry Ward) to irlandzki aktywista, próbujący zrobić coś dobrego dla społeczności, w której przyszło mu żyć i ponosi za to surową karę. Ponad dekadę wcześniej spotkało go dokładnie to samo, jak widać jego altruistyczne podejście bierze górę nad rozsądkiem i historia zatacza koło. Jimmy wraca ze Stanów by zająć się schorowaną i samotną matką, a przy okazji wchodzi w konflikt z panującym w Irlandii klerem. Dobrem, o którym wspomniałam jest odbudowa miejscowego klubu, którego głównym zadaniem poza dostarczaniem rozrywki jest edukacja młodzieży pozostawionej na pastwę powojennej posuchy gospodarczej. Czytają literaturę, uczą się śpiewu, tańca, uczestniczą w zajęciach plastycznych, jednym słowem - rozwijają się. Jednak to, co dla jednych jest nieszkodliwą rozrywką, okazją do wyrwania się z marazmu, dla innych, czyli Kościoła jest działaniem zła wcielonego, szatańskim wybrykiem.
www.nziff.co.nz

I tak oto w małej irlandzkiej wiosce staje barykada, gdzie po jednej stronie stoi Jimmy, a po drugiej miejscowy Ojciec Sheridan (Jim Norton), którzy niestety, mniej niż pełnokrwistymi bohaterami, są chodzącymi i oddychającymi ideami. Wszystko jest tu czarne albo białe. Jimmy Gralton odważnie walczy z zabobonem i władzą, Sheridan jest poplecznikiem przedstawicieli rządu, prowadzący „spis powszechny” uczestników grzesznych zabaw i wykrzykujący z ambony farmazony o „losangelizacji” obyczajów i zamachu na tradycyjne wartości.

Jedna rzecz nie ulega dyskusji – to sentyment Loacha do Irlandii, jej pejzaży, historii, społeczności. Niski ukłon w stronę irlandzkiej kultury widzimy w każdej scenie, każdym ujęciu. Muzyka, krajobraz, a nawet język wszystko to pokazane z wylewającą się z ekranu sympatią. Piękna scena śpiewu w irlandzkim dialekcie, długie ujęcia prezentujące wypełniony zielenią krajobraz (zresztą zieleń – kolor, który zdecydowanie się z Irlandią kojarzy, dominuje w całym filmie) i sceny tańca irlandzkiego – to wszystko tchnęło w ten film prawdziwego ducha Irlandii.
theguardian.com
Klub Jimmy’ego to film nasączony historią i politycznym rozgrywkami nam odległymi, co wcale nie przeszkadza nam w pewnym stopniu utożsamić się z bohaterami. W gruncie rzeczy znamy wiele podobnych historii o wojujących dla dobra wspólnoty społecznikach, zmienia się tylko tło historyczne i twarze bohaterów.  W ostatecznym rozrachunku przeszkadza tylko jedno – zapominamy o tym filmie i jego bohaterach zaraz po seansie i wcale nie mamy ochoty do niego wracać…



*Za seans dziękuję Best Film i Kinu pod Baranami!

You Might Also Like

0 Comments

Instagram

Blog Archive