,

Filmy, których nie lubię, mimo iż wszyscy je kochają.

20:16


Wszystko zaczęło się od Pauliny, potem pomysł pociągnęła Magda i w końcu ja doszłam do wniosku, dlaczego nie? Oto i moje zestawienie filmów, które zazwyczaj spotykani przez mnie ludzie wychwalają pod niebiosa, kiedy ja się krzywię na sam dźwięk ich tytułów. Filmy, o których najwięksi krytycy wypowiadają się w superlatywach, nasi filmowi idole wymieniają jako swoje ulubione, obrazy, które zazwyczaj pojawiają się na wysokich pozycjach wszystkich zestawień NAJLEPSZYCH FILMÓW. Prawdopodobnie do niektórych niechęci nie powinnam się przyznawać, bo wyjdzie na to, że jestem ignorantką, bo nie rozumiem, bo się nie znam. Cóż trudno walczyć z tym, co nam się podoba, a co nie. Ja nie walczę, przyjmuję wszystko na klatę.
  

Chłopiec w pasiastej piżamie reż. M. Herman (2008)

Chyba wyjdę na osobę bez serca, ale nie poruszyła mnie historia przyjaźni tych dzieciaków. Lekko niedorzeczna historyjka stworzona tylko po to, by na koniec wycisnąć łzy z bezmyślnych widzów (a wcześniej czytelników). Nie wiem o czym jest ten film, o przyjaźni, o bezlitosnych realiach wojny? Dla mnie, nie jest ani o jednym ani o drugim. To po prostu ładna bajeczka ze wstrząsającym zakończeniem. Tyle.


Dziecko Rosemary reż. R. Polański (1968)

Po raz pierwszy oglądałam ten film w gimnazjum i już wtedy zanudził mnie niemalże na śmierć. Wróciłam do niego z otwartą głową po wielu latach, już jako bardziej świadomy kinoman i... nadal nic. Ciągły wytrzeszcz na twarzy Mii Farrow i ta niby gęstniejąca atmosfera, która w końcu staje się lepiącą papką. Jedynym powodem, dla którego jesteś w stanie wytrzymać seans nie zasypiając, jest muzyka. Z całym szacunkiem dla Polańskiego, ale nie.

Vicky Cristina Barcelona reż. W. Allen (2008)

Nie jestem fanką Allena. Oglądam co roku jego filmy w sumie tylko dlatego, bo wypada. Z każdego wychodzę z taką samą miną – mówiącą „ujdzie”. Ale Vicky Cristina Barcelona mnie po prostu zirytował! Taki sztuczny mi się wydał, taki napompowany. Nawet obsada nie pomogła zniwelować mojej niechęci, bo choć lubię całą trójkę, to niestety, ten film nie zyskuje nic nawet dzięki ich obecności.

Skyfall reż. S. Mendes (2012)

Przygotowana jestem na tę falę hejtu, która za chwilę nadejdzie. Nie, nie podobał mi się Skyfall. Choć może „nie podobał” to za dużo powiedziane. Nie zrobił na mnie wrażenia – to miałam na myśli. Żadnego. Poszłam do kina, tylko i wyłącznie dla towarzystwa i w sumie jedyne co mi się naprawdę podobało to piosenka Adele. Bond – nie moja bajka.

Żywot Briana reż. T. Jones (1979)

Wyjdę pewnie na głupią ignorantkę ze słabym poczuciem humoru, bo nie pieję z zachwytu nad Monty Pythonem. Cóż, niech będzie. Żywot Briana obejrzałam w trakcie pisania pracy magisterskiej, film pasował idealnie do rozdziału o kontrowersjach religijnych w kinie i przyznam, że zasiadałam do seansu bardzo pozytywnie nastawiona. Ale jednak żarty tu są tak głupie, że mało brakowało, a nie skończyłabym seansu. Ale ok, nie będę taka ostra – ma swoje momenty. Niewiele ich, ale uśmiechnąć w duchu się można, raz czy dwa.

Jakie są wasze typy? 

You Might Also Like

4 Comments

Instagram

Blog Archive