Przydługa reklama perfum (Pożądanie 2014)

12:47


   Macie tak czasem, że idziecie na film, mimo iż czujecie w kościach, że to zła decyzja? Ja mam i zazwyczaj moje kości mają rację. Pytanie brzmi – no to po co? Po co idziesz, marnujesz czas i pieniądze skoro i tak wiesz, że będziesz potem psioczyć?! Zazwyczaj dla towarzystwa. :) Uwielbiam chodzić do kina sama – wtedy idę na to co chcę i martwiąc się, czy mojemu towarzyszowi pasuje to, co wybrałam. Czasem jednak bywa tak, że kino jest jednym z przystanków w czasie towarzyskich spotkań. Może pójdziemy do kina, a potem na obiad – pada propozycja, a że ja kina (prawie) nigdy nie odmawiam – idziemy! Jeśli ktoś mi proponuje kino, daje mu prawo wyboru filmu, no skoro chcesz iść to pewnie chcesz iść na coś konkretnego. No i w zeszłą niedzielę poszłam do kina ze znajomą na film, którego wcale oglądać nie chciałam i do dziś żałuję tej decyzji :)

filmweb.pl
   On - podstarzała głowa rodziny. Dzieci, żona, kariera, pan w graniaku, kulturalny, ogolony, wierny... Ona – pisarka z bestsellerami na koncie, piękna, atrakcyjna, żywiołowa kobieta – marzenie każdego faceta. Połączy ich miłość do trawy... Deszcz pada w odpowiednich momentach (kiedy obściskują się na ulicy, kiedy ona wybiega z budynku przestraszona własnymi uczuciami), ktoś ją myli z jego żoną, PRZYPADKIEM spotykają się, tam gdzie spotkać się wcale nie mieli, ona szczyci się tym, że brzydzi się zamężnymi facetami, po czym uwodzi szczęśliwego małżonka innej kobiety, są rozmowy z przyjaciółeczkami, dancingi w klubach, więcej pocałunków w deszczu i... całkiem niezła ścieżka dźwiękowa. Banał banałem poganiany. Lisa Azuelos powybierała scenki ze swoich ulubionych komedii romantycznych, w rolach głównych umieściła piękną Sophie Marceau i wyjątkowo nieatrakcyjnego Françoisa Cluzeta i wszystko wpisała w konwencję kolorowego wideoklipu. A ja siedziałam i z zażenowaniem połączonym ze znudzeniem wzdychałam raz po raz, a siedząca obok koleżanka co chwila pytała – chcesz wyjść?

   Najbardziej niewiarygodna historia miłosna, jaką oglądałam. Pożądanie, które nagle wybucha między tą dwójką jest tak sztuczne, że na każdy ich gest, spojrzenie, uwodzicielski żarcik, odpowiadałam pytaniem – SERIO? O ile fascynację Pierra Elzą można zrozumieć, wystarczy na nią spojrzeć by zrozumieć co on w niej widzi – sytuację odwrotną pojąć trudno. Ni to przystojny, ni to zabawny, ot taki tam wujek Zbyszek. Nie tylko relacja głównych bohaterów trąci sztucznością, świat w którym żyją wygląda jak puszczony na projektorze film, oni natomiast są tylko doklejonym postaciami. Wszystko to takie odrealnione, pozbawione głębi, wypełnione fałszem. Po prostu nieprawdziwe.

news.o.pl
   Po seansie masz wrażenie, że ktoś obsmarował się watą cukrową. Cała się kleisz, a w ustach masz niesmak, jak po zjedzeniu na raz 5 cukierków o różnych smakach. Kolorowe neony i światła walą o oczach, obrazy zmieniają się szybko, niczym w elektro-popowym klipie. Pożądanie to trochę przydługa reklama perfum. Oglądasz ładne obrazki, o bohaterach nie dowiadujesz się niczego, tylko patrzysz jak zmieniają pozycję, dotykają się czasem, a w tle zmienia się pejzaż, żeby nie było zbyt nudno. Różnica jest taka, że reklamy perfum trwają 30 sekund, nie 1,5 godziny.

   Jedyne co mi się podobało, to końcowe "oczko" do widza puszczone przez Azuelos, która jednym zdaniem rzuconym gdzieś w połowie filmu, a które sensu nabiera dopiero na sam koniec, obraca wniwecz całą historię i już do końca nie wiemy, co było prawdą, czy cokolwiek z tego się w ogóle wydarzyło... Fizyka kwantowa miesza nam w głowach, a reżyserka wyciąga w naszym kierunku środkowy palec jednocześnie krzycząc – męczyliście się nadaremnie. Nie oglądajcie tego filmu. Naprawdę nie warto.


You Might Also Like

2 Comments

Instagram