Miasto jest naszym studiem (Zacznijmy od nowa 2014)

15:39


Kto z was oglądał przeuroczy film Once?  John Carney opowiedział w nim historię bratnich dusz, które na ulicach Dublina połączyła miłość do muzyki. Tym razem John wsiadł ze swoimi bohaterami w samolot i przedstawił po raz kolejny muzyczną historię, która jednak tym razem dzieje się nie w Dublinie, a Nowym Jorku, bratnie dusze, owszem, łączy miłość – jednak tylko do muzyki. Zacznijmy od nowa wygląda trochę na Hollywoodzką wersję Once, choć przyznać trzeba, że ma wiele uroku, który tak bardzo przeciągał widza na swoją stronę w pierwowzorze. To bardzo przyjemny film, w sam raz na wakacyjne popołudnie, z kilkoma wyjątkowo udanymi kawałkami soundtracku.  W końcu to film o nagrywaniu albumu na ulicach Nowego Jorku – czemu nikt wcześniej na to nie wpadł?

Greta to bardzo utalentowana młoda kompozytorka i autorka tekstów. Żyje w cieniu swojego chłopaka, świeżo odkrytego wokalisty, z którym razem przyjeżdżają do Nowego Jorku by ten mógł zacząć wielką karierę. Dave podpisuje kontrakt, dostaje wypasiony apartament, jednak sielanka nie trwa długo – szczególnie dla Grety, bo oto mamy tu obraz typowego chłopaczka, który wpadł w szpony show biznesu. Zaprzedaje duszę diabłu, czyli wytwórni, co źle wpływa na jego związek z dziewczyną. Wielka miłosna bańka w końcu pęka, a Greta ląduje na kanapie swojego kumpla ze studiów.

slashcomment.com
Ale nie musicie wcale współczuć Grecie. Dziewczyna sobie poradzi. Przed nią największa przygoda jej życia. Szybkie i bardzo bolesne zerwanie plastra, jakim był związek z Dave'm daje dziewczynie dokładnie to, czego potrzebowała. Kopa do działania. Tego metaforycznego kopa wymierzy jej łowca talentów Dan, który swego czasu założył z przyjacielem wytwórnię muzyczną, która dziś promuje największe gwiazdy. Problemem Dana jest to, że do muzyki podchodzi zbyt idealistycznie – przynajmniej w opinii swego wspólnika. Otóż artyści podpisywani przez Dana, owszem posiadają talent, niestety żadnemu z nich nie udaje się przebić, a co za tym idzie nie przynoszą oczekiwanych zysków. Dan to facet uparty, na dodatek nie stroniący od kieliszka. I tak w skutek kłótni ze wspólnikiem, do której przyczynił się wspomniany upór ląduje w biurze przy owym kieliszku i nagle słyszy śpiewającą Gretę. Zapala mu się żaróweczka i postanawia, że musi podpisać z nią kontrakt. Jak łatwo się domyśleć – wcale nie będzie to takie łatwe, bo wspólnik Dana nie ufa już jego muzycznym odkryciom. Ale jak to powiadają „co nas nie zabije. to nas wzmocni” – Dan kompletuje zespół, sprzęt i wyruszają razem z Gretą w muzyczną podróż po Nowym Jorku nagrywając kolejne piosenki w różnych częściach miasta.

txtmovieclub.com
Pierwotny tytuł brzmiał „Can a Song Save Your Life” i w przypadku tego filmu byłby tytułem idealnym. Odpowiedz na pytanie postawione w tym tytule jest prosta: TAK. Sztuka (nie tylko muzyka) daje nam powody do życia, czym byłby nasze życie, gdyby nie towarzyszące nam na co dzień różne formy artystycznej kreatywności? Nudą! Trudno jest mi nawet wyobrazić sobie taką sytuację.

Dużym i bardzo pozytywnym zaskoczeniem jest dla mnie rola Marka Ruffalo. Jak go nie lubiłam przed seansem, tak teraz uważam, że to najlepiej wykreowana postać w filmie. Prawdziwy facet z krwi i kości, owładnięty pasją, mierzący się z problemami – świetna wielowymiarowa rola. Keira w końcu zrzuciła historyczny kostium, nałożyła przykrótkie spodnie i wyciągnięte swetry, jak na prawdziwego hipstera przystało i powiem Wam, że z tą rolą całkiem jej do twarzy. Jedyną osobą, którą bym w tej obsadzie zmieniła to Adam Levine – niech on zostanie przy śpiewaniu, bo aktor z niego lekko drewniany.

Zacznijmy od nowa to typowy feel-good movie. Pozbawiony ckliwości, pouczania i łopatologicznych morałów. Ciepły, zabawny, ze świetną ścieżką dźwiękową, która na pewno utkwi Wam w głowie na jakiś czas. 

You Might Also Like

2 Comments

Instagram