Aż poleją się łzy (Gwiazd naszych wina 2014)

14:28

www.beliefnet.com
Kto czytał książkę Greena ręka do góry! Trafiłam na nią całkiem przypadkiem – to były czasy, kiedy spędzałam zdecydowanie za dużo godzin oglądając filmiki na youtubie. I tak jeden z brytyjski youtuberów wspomniał o tej książce – po pierwsze byłam zdziwiona, że Green pisze książki (kto kiedykolwiek siedział na youtubie, wie że bracia Green to popularni youtuberzy) po drugie, że są one takie popularne. Stwierdziłam jednak, że sprawdzę, co mi szkodzi... Znalazłam angielskiego ebooka, bo książka jeszcze wtedy nie miała polskiego tłumaczenia, przeczytałam i wcale nie zachwyciłam się tak, jak chyba powinnam (wnioskując po entuzjastycznych recenzjach/opiniach w internecie). Ale kiedy dowiedziałam się, że szykuje się ekranizacja od razu postanowiłam, że do kina się wybiorę – szczególnie dlatego, że lubię oglądać ekranizacje książek, które czytałam, bo ciekawa jestem, w jakim stopniu moja wizja pokrywa się z wizją filmowych twórców.

a-rollercoaster-thatonlygoesup.tumblr.com
Film to zapis prawie typowej szczenięcej miłości. Prawie, jak nas nauczyły reklamy Żywca, robi wielką różnice – w tym wypadku jest podobnie. Jest to szczenięca miłość dwójki śmiertelnie chorych dzieciaków. Gus i Hazel poznają się na grupie wsparcia dla nastolatków. Jego rak jest w stanie remisji i gdyby nie brak nogi, której go pozbawił, nikt by nie powiedział, że chłopakowi cokolwiek dolega. Pewny siebie, z wiecznie przylepionym uśmiechem na ustach, były koszykarz, postawny, silny chłopak. Jej rak ciągle atakuje tarczycę, którą co prawda już się trochę znudził i przerzucił się w końcu na płuca. Nieśmiała dziewczyna z tlenową butlą "przylepioną" do ręki. Pasują do siebie idealnie. Dwójka straceńców pełnych nadziei i chęci do życia. I końcu mogą być parą zakochanych nastolatków, a nie dzieciakami z wiszącym nad nimi wyrokiem śmierci. Dzięki temu niespodziewanemu uczuciu, ich plany wybiegają dalej niż do kolejnej lekarskiej wizyty – zamierzają odwiedzić mieszkającego w Amsterdamie pisarza, którego powieść w pewnym sensie ucementowała ich związek. 

Poruszająca historia, która wcale nie porusza. Przynajmniej nie tak, jak widocznie chcieli tego twórcy. Stosowanie tanich chwytów poniżej pasa niestety już nie skutkuje. Nie w 2014, kiedy historii o umierających miłościach widzieliśmy już na pęczki. Gra na emocjach, by była w stanie poruszyć, musi być wysublimowana lub przynajmniej zaskakująco oryginalna. A tu? Trochę banał poganiany banałem. Ona jest „granatem”, który jak wybuchnie zrani wszystkich wokół, nastolatek chcący przeżyć swój pogrzeb, każe przyjaciołom czytać ich przemowy pożegnalne. Oglądając miałam wrażenie, że to wszystko brzmi tak znajomo. Takie sztampowe wyciskacze łez. Wręcz łopatologiczne powiedzenie widzom – a teraz jest czas na łzy, chusteczki w dłonie!

abcnews.com
Jako osoba, która znała tę historię z książki, muszę przyznać, że decyzje castingowe mnie trochę zaskoczyły. Shailene Woodley, która chyba chciałby być kolejną Jennifer Lawrence, niestety trochę źle dobiera role, wypada w roli Hazel całkiem przekonywająco. Brakowało mi w jej postaci jednak trochę głębi. Książkowa Hazel to naprawdę inteligentna nastolatka, której uwagi na temat rzeczywistości są bardzo trafne i dają do myślenia. Tu wydawała się trochę nieporadną dziewuszką, przyćmioną chorobą, z którą walczy do ostatka sił – to prawda, ale mimo to wciąż kreowana była na słabiutką dziewczynkę z płaczliwymi oczkami. Gus to wyjątkowa pomyłka. Nie wiem skąd wzięli tego chłopaczka (Ansel Elgort), bo pierwszy raz go na ekranie oglądałam, ale to nie był „mój” Augustus Waters – całkiem inaczej sobie wyobrażałam tego bohatera. Z rozmów z kilkoma osobami, które książkę czytały wnioskuje, że nie tylko ja miałam z nim problem. Kawałek drewienka, który grać potrafi tylko uśmiechem lub jego brakiem.

Gwiazd naszych wina obejrzeć można, ale czy trzeba? Nie. Nic was nie ominie. Chyba, że czytałeś/aś książkę i ciekawi Cię, jak historia prezentuje się na ekranie... Ja już wiem, że szybko zapomnę o tym filmie, bo nie poruszył mnie ani trochę, ale cóż... ja mam serce z kamienia... 


You Might Also Like

5 Comments

Instagram