Szynszyla!* (Frank 2014)

19:56






   Czy aktor może "podobać się" w roli, w której nie widzimy jego twarzy? W której grać może tylko ciałem, bo jego głowę przysłania maska. Nie na chwilę, ale przez cały film... Słynny body language nabiera nowego znaczenia. Otóż da się moi drodzy, da. Michael Fassbender zdaje się nie mieć z tym problemu. Odkąd dowiedziałam się, że Fass zagra rolę lidera alternatywnego bandu, który chowa się pod wielką sztuczną głową, pomyślałam - Kurcze to brzmi tak genialnie dziwnie, że muszę to zobaczyć. Tym większa była moja radość, kiedy cudni ludzie z GutekFilm postanowili zorganizować nam (blogerom filmowym) przedpremierowy pokaż w Muranowie. Klasnęłam w ręce! Na dodatek dowiedziałam się, że film inspirowany jest prawdziwą historią... Po prostu WOW. 
   Jon (Domhnall Gleeson) to nieudacznik z nudną pracą, wciąż mieszkający z rodzicami i skrycie marzący o wielkiej karierze muzyka. Problem w tym, że wena nie przychodzi, a piosenki jakoś nie chcą się same pisać. W końcu los stawia go na drodze alternatywnego (bardzo alternatywnego) zespołu i po jednym próbnym gigu, zgranym w zastępstwie za usiłującego popełnić samobójstwo klawiszowca - dostaje się do kapeli. Rzuca nudną pracę i wyrusza w nieznane spełniać marzenia. A dokładniej - niczego nieświadomego wywożą go do chatki na końcu świata, gdzie spędzają długie miesiące na często nieudolnych próbach skomponowania nowej płyty.






   Jon jak przystało na faceta żyjącego w dobie Internetu dokumentuje cały ten artystyczny zabieg, wrzucając kolejne etapy twórcze na YouTuba. Wszyscy znamy siłę yt - w końcu stąd wywodzi się największa zakała współczesnej muzyki Justin Bieber. Na podobnej zasadzie sławę zdobywa kapela Franka i Jona, której nazwy nie da się wymówić ani zapamiętać. 
  Fass biega, że sztuczną głową, postać Domhnall Gleeson jest żądnym talentu beztalenciem, Clara grana przez Maggie Gyllenhaal wydaje się być emocjonalną wampirzycą, która tak naprawdę, jako jedyna chyba szczerze Franka rozumie. Reszta zespołu to zbitka przerysowanych, dziwacznych postaci, które wspaniałe wpasowują się w obraz zespołu.

   Cóż, sława nie jest dla wszystkich. Nie każdy jest w stanie udźwignąć popularność... Ale nie będę wam psuła radości z oglądania muzycznych poczynań Franka i jego kapeli. Dodam tylko, że na film warto się do kina wybrać, dla świetnej roli Fassa, (mimo iż jego twarz to karton), dobrej muzyki, która na długo pozostaje w głowie i ogólnie - nieprzewidywalnej historii. Nigdy nie wiesz, jaki kolejny numer wykręci niezrównoważony Frank…


Frank w kinach od 11 lipca! Idźcie, bo warto.
Film obejrzałam dzięki uprzejmości Gutek Film i kina Muranów.



*nie rozumiesz tytułu? Kliknij TUTAJ

You Might Also Like

3 Comments

Instagram