,

W skrócie (Imigrantka 2013, Powstanie Warszawskie 2014, Lore 2012)

20:46


















Martyrologia polska

Wielcy romantycy byliby dumni z nowego filmu Jamesa Graya. Ja byłam nim tylko znudzona. Nie ukrywam, że przyciągnęły mnie wielkie nazwiska – Cotillard, Renner i mój osobisty faworyt Phoenix, a poza nimi polski wątek w tle, do których amerykanie nie sięgają zbyt często – chyba że chcą sobie z polaczków pokpić i porzucać sucharami na nasz temat. Historia Nowego Jorku – miasta emigrantów przyprawiona została sowicie wątkiem miłosnym bez składu i ładu. Trochę koślawy trójkąt miłosny, w którym tak naprawdę mam wrażenie zabrakło miłości, a uczucia, które próbowano na ekranie wykreować wyszły bardzo sztucznie.
Lata 20, złoty wiek emigracji. Ewa Cybulska – Polka, wraz z chorą siostrą Magdą starają się dotrzeć do Nowego Jorku. Magda zostaje zatrzymana na Ellis Island i poddana kwarantannie. Za to Ewa dzięki opiece bardzo pomocnego Bruna trafia pod jego dach. Bruno to prawdziwy łajdak, który stał się nim wskutek walki o przetrwanie – jak większość świeżo upieczonych nowojorczyków w tamtych czasach, czego dowiemy się w najlepszej scenie filmu – swoego rodzaju spowiedzi mężczyzny. Obiecuje Ewie opiekę, zabiera ją do swojego teatru i... zmusza do prostytucji, w międzyczasie się w niej zakochując. Sytuacja pary komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy pojawia się kuzyn Bruna – Orlando i tu zaczyna się miłosny trójkąt, o którym wspominałam na początku. Ewa, jak na prawdziwą chrześcijańską matkę Polkę przystało, dzielnie znosi swój krzyż uciemiężonej kobiety. Smuci się i krzywi wręcz Oscarowo. Najwyższa klasa martyrologii polskiej.
Niestety przyznać muszę, że to wszystko wyszło nijak. Ani mnie ta historia nie poruszyła, ani nie wzruszyła. Jedyne co dobre w tym filmie to nazwiska aktorów i to tylko one mogły przyciągnąć kogoś do kina na tę pełną stereotypów, jałową historię siłującą się na bycie kolejnym wielkim melodramatem. Szkoda, że reżyser nie próbował nawet wycisnąć z tych znakomitych aktorów „wszystkich soków” – może nie byłaby to wtedy taka strata czasu.




Warszawa umierająca

Na "Powstanie Warszawskie" czekałam z niecierpliwością, szczególnie bo ciekawa byłam tego eksperymentu, którego podjęli się twórcy. Jest to pierwszy w historii dramat wojenny „non-fiction” powstały z archiwalnych kronik kręconych przez samych powstańców. Taśmy wyczyszczono, „pokolorowano” podłożono dialogi, dopisano fabułę i tak powstał ten poruszający film, przedstawiający codzienność Warszawiaków w 1944 roku. Na pomysł wpadł Jan Komasa, który w międzyczasie kręcić zaczął inny fabularny projekt o powstaniu, czyli Miasto 44, którego nota bene doczekac się nie mogę!
Trudno jest oceniać film, który z założenia nie miał wcale powstać. "Powstanie warszawskie" to zlepek kronik, które miały dla potomnych pokazywać, co przeżywali Warszawiacy w czasie powstania. Kamerzystów nigdy nie wysyłano na pierwsze fronty walk, dlatego wiele z sytuacji, które oglądamy są inscenizowane przez powstańców - odgrywają scenki, w których wcześniej uczestniczyli.
Na poziomie fabularnym "Powstanie Warszawskie" to historia dwóch braci Witka i Karola, którzy ukrywają się przed nami - widzami po drugiej stronie kamery, pokazując nam to co działo się w stolicy podczas powstańczych walk. I tak na początku mamy uśmiechniętych, młodych ludzi machających do kamery, chłopców biegających z bronią, przenoszących rannych na noszach, kobiety gotujące wielkie gary zupy, pielęgniarki i lekarzy opatrujących rannych. Mamy dwóch braci, z których młodszy nie rozumie zasadności nagrywania tego wszystkiego, jego zdaniem powinni trzymać w rękach karabiny nie kamery. Witkowi prędko do wojaczki, strzelałby do Niemców chętnie, bronił swojego miasta, bo po co ma biegać za bratem z kamerą, skoro bardziej by się przydał na barykadach. Karol – starszy z braci, opanowanym głosem tłumaczy chłopakowi, że jeśli oni tego nie nagrają, to nikt nigdy nie zobaczy jak powstanie wyglądało naprawdę. Kto zapamięta tych młodych ludzi jeśli nie utrwalą ich twarzy na taśmie. I miał chłopak rację, bo dzięki tym kronikom rozpoznano wielu powstańców.
Nie ukrywam, że odrobinę drażniły mnie niektóre dialogi podłożone pod nieme przecież nagrania. Brzmiały sztucznie i czasem były kompletnie niepotrzebne. Ale zapomina się o wszystkich niedoskonałościach, kiedy dochodzi się do punktu kulminacyjnego filmu, kiedy widzimy efekt końcowy dwumiesięcznych walk z Niemcami. Warszawę w ogniu, Warszawę w gruzach, Warszawę wyściełaną ciałami poległych, Warszawę umierającą.
Mną ten widok wstrząsnął bardzo. W XXI wieku, kiedy oswojeni jesteśmy z przemocą na ekranie jest jeszcze w stanie nas coś poruszyć. Świadomość, że ekranowa przemoc nie jest udawana, że leżące na bruku ciała być może jeszcze kilka godzin temu w oddechu unosiły klatkę piersiową a zawalone budynki w całej swej okazałości prężyły się do słońca. Na koniec został tylko gruz i cisza, i żaden powstaniec już się nie uśmiechał.




Oszukane dzieci

Większość filmów portretujących II wojnę światową jest czarno biała. Mamy złych Niemców i ich ofiary. W "Lore" sytuacja przedstawia się całkiem inaczej, a ofiarami są niemieckie dzieci oszukane przez nazistowskie otoczenie, którym wyprano mózgi i od małego wmawiano miłość do führera.
Hannelore nastoletnia dziewczyna mieszka z rodziną w bogatej niemieckiej posiadłości. Beztroskie dzieciństwo przerywa wiadomość o tym, że wojna zbliża się ku końcowi. Ojciec zbrodniarz wojenny zmuszony zostaje do ucieczki, jako że kraj powoli zajmują Rosjanie i alianci, podobny los spotyka matkę dziewczynki. Hannelore jako najstarsza z rodzeństwa nagle staje się ich opiekunem i razem z czwórką dzieci musi przedostać się do babci mieszkającej w Hamburgu.
"Lore" to typowy film drogi. Wraz z przemierzanymi kilometrami, zmieniającym się krajobrazem, zmienia się też światopogląd dziewczynki. Nagle okazuje się, że wszystko to, co wpajali jej rodzice nie jest prawdą, że została oszukana. Dziewczynka wkracza w świat rozpadających się wartości i zmuszona jest doświadczyć przyspieszonego dojrzewania. Z nastoletniej dziewczynki biegającej po łące z idealnie zaplecionymi warkoczami zmienia się w rozczochraną, brudną i zmęczoną kobietę dzielnie przemierzającą kolejne kilometry trzymając za ręce swoje młodsze rodzeństwo. W jednej chwili jest wywyższającą się Niemką, w innej obrażoną na świat nastolatka by za chwilę zmienić się w kobietę świadomą, jaki horror stworzyła nazistowska ideologia.
"Lore" to film pięknie sfotografowany. Sensualne zdjęcia, pełne detali i zatrzymań kamery. Na filmowanej z bliska twarzy dziewczyny da się wręcz dostrzec zachodzące wewnątrz niej zmiany.
Dramat wojny pokazany z innej perspektywy, co nie znaczy że mniej poruszający, a może nawet bardziej...

You Might Also Like

0 Comments

Instagram