Jeździec apokalipsy (Hardkor Disko 2014)

18:00


Nienawidzę tego miasta
Tutaj szybko się umiera*

Ostatnimi czasy przed każdym seansem kinowym na ekranie leciał trailer Hardkor Disko. Trailer, który sugerował, że poza dobrą muzyką i scenami dzikich imprez, filmowy debiut Skoniecznego nic do zaoferowania miał nie będzie. Zapowiadała się taka męska wersja Rosłaniec i jej Galerianek czy Bejbi blues. Jedyną nadzieją dla tej produkcji wydawał się Marcin Kowalczyk. To dobrze zapowiadający się aktor, w byle czym by nie zagrał – myślałam. No i miałam rację. Pierwszy raz zdarzyło mi się oglądać film, którego trailer nie komplementował go, a wręcz przeciwnie, zniechęcał do seansu. Dialog w tle brzmiał sztucznie, a wybrane sceny sugerowały kolejny miałki film o trudnej młodzieży. Dobrze jednak, że do kina poszłam, bo jestem jedną z tych osób, którym seans Hardkor Disko dał pewną satysfakcję. Satysfakcję z danej mu szansy. Wiem, że wielu film się nie do końca podobał, a wiem to obserwując reakcje opuszczającej salę widowni. Ja, pierwszego pełnometrażowego dzieła Skoniecznego broniła będę, bo już dawno tak intrygującego filmu polskiego nie widziałam.

Spalę wszystko doszczętnie
Potem zacznę od nowa

hardkordisko.com
Marcin (Marcin Kowalczyk), enigmatyczny bohater znikąd. Przyjeżdża do miasta z jednym plecakiem i co najważniejsze z jednym nożem. Przyjechał nieść zniszczenie, siać zamęt, mścić się. Jak metaforyczny jeździec apokalipsy, któremu dano miecz by zabijał. Dlaczego? Czym zawiniły jego ofiary? Te konkretne osoby? Tego do końca nie wiemy. Ale wiemy, co symbolizują swoimi postawami. Konformizm, sprzedaż ideałów, życie, w którym wyższe wartości zastąpiły pieniądze, blichtr, hałas i zwierzęce pożądanie. To jest taki film, który po seansie zostawia wielkie WTF?! i to jak go odbierzesz zależy od Twojej wiedzy i wrażliwości. To ty współtworzysz ten film, twórcy tylko podsuwają ci pewne podpowiedzi, a już od Ciebie zależy czy będzie to opowieść o antycznej miłości czy współczesna historia o mścicielu. Dla mnie zdecydowanie jest o tym drugim.

Wielki pożar w wielki mieście
Taki prezent chcę Ci dać

Marcin pojawia się pod drzwiami państwa Wróblewskich, ale w domu zastaje tylko ich córkę - Olę (Jaśmina Polak), która poniekąd staje się jego obsesją, a przede wszystkim przepustką do jej rodzinnego domu na wysokim piętrze w apartamentowcu, całego w bieli, z domownikami, którzy godzą się na wszystko, co współczesny świat ma do zaoferowania. Ola prowadzi go za rękę po jej świecie, wypełnionym hardkorowymi imprezami, mocno zakrapianymi alkoholem, posypanymi białym proszkiem różnej maści, na których język do gardła pcha się każdemu, kto ma akurat otwarte usta. Marcin mimo tego, że cały czas znajduje się w centrum wydarzeń pozostaje bardzo zdystansowany. Uczestniczy, ale przede wszystkim obserwuje i pozostaje skupiony na głównym planie z jakim do miasta przyjechał – zemście.

hardkordisko.com
Nie bez powodu używam słowa miasto, nie podając jego nazwy. Mimo iż wprawne oko mieszkańca Warszawy, (albo osoby, która bywa tu na tyle często by poznać miejsca z ekranu) od razu pozna miejsca, po których snują się bohaterowie, jest to tak naprawdę miasto uniwersalne. Nie ważne czy to Warszawa, Kraków, Londyn czy Paryż, ważne, że to kosmopolityczna metropolia, pewne uniwersum przestrzeni. Ważne są postawy ludzi tam przebywających, nie nazwy miejsc.

Kiedy będziesz spać spokojnie
Ja podpalę twój świat

Co bardzo podobało mi się w formalnej części obrazu to oparcie go na kontrastach. Z jednej scenie mamy dynamiczny montaż by za chwilę odetchnąć przy spokojnych, długich ujęciach. Sceny dialogowe przeplatane są długimi scenami, w których to obraz a nie słowa odgrywają główną rolę. W jednej chwili oglądamy genialnie estetyczne zdjęcia (szczególnie snów chłopaka) w lekko wypranym kolorze, by za chwilę zobaczyć wrzuty z domowych taśm. Nawet postaci nakreślone zostały przy pomocy kontrastu. Mamy balujących, młodych ludzi, rozgadanych, wyluzowanych rodziców i milczącego, powściągliwego Marcina, drapieżnika  z magnetycznym wzrokiem.

hardkordisko.com
Hardkor Disko jest filmem równie enigmatycznym jak jego główny bohater. Marcin pojawia się nagle, nie wiemy skąd, nie wiemy co nim kieruje, ani co zamierza. Mimo to nie jesteśmy w stanie oderwać od niego wzroku, a posępne spojrzenie Marcina Kowalczyka z plakatów pozostaje z nami długo po seansie. Podobnie jest z filmem, akcja jest tylko wycinkiem jakiejś dłuższej historii. My dostajemy tylko fragment, nie wiem co wydarzyło się wcześnie, ani gdzie znajdą się bohaterowie po napisach końcowych. Nie mamy wstępu, ani zakończenia. Pozostaje tylko rozwinięcie, które mnie wbiło trochę w fotel. Emocjonalnie Skonieczny trzyma nas na skraju, nad przepaścią. Rzuca koktajlem Mołotowa by za chwilę ugasić pożar i tak w kółko. Na koniec stojąc na zgliszczach zadajemy sobie pytanie: I co teraz? A odpowiedzi na to pytanie musimy udzielić sobie sami.


*Cool kids of death Niech wszystko spłonie (Film, a szczególnie główny bohater od razu skojarzył mi się z tą piosenką. Ona tak bardzo tu pasuje, że powinna znaleźć się na soundtracku.)

You Might Also Like

0 Comments

Instagram