Żal opuszczać taki hotel (Grand Budapest Hotel 2014)

14:00


























To będzie bardzo entuzjastyczna opinia. Taka do granic wytrzymałości. Komplementy będą leciały z prawa i lewa, bo dawno nie wyszłam z kina tak zadowolona. I jeszcze nigdy, nie miałam ochoty tak szybko zobaczyć film ponownie na dużym ekranie. Zachwyciłam się nowym tworem Andersona. Zachłysnęłam się tak intensywnie, że prawie wpadłam w stan hiperwentylacji. Myśląc o Grand Budapest Hotel czuję się jak 13 letnia fangirl przed koncertem Justina Biebera, 1D, czy czego tam jeszcze nastolatki dziś słuchają. To jest Wes Anderson w czystej postaci. Zrobię sobie w pokoju ołtarzyk na cześć Wesa i jego kinematograficznych dokonań, a Grand Budapest Hotel zajmie w nim centralne miejsce. Chyba się zakochałam.

Scenografia wprawiała mnie w osłupienie. Kilkakrotnie zbierałam szczękę z podłogi. Te kolory, te detale, ten dekor i ta muzyka! Pojedyncze kadry z filmu oprawione w złote ramy mogłyby zawisnąć na mojej ścianie. Ba! Mogłyby zawisnąć w galerii, jako scenograficzne dzieła sztuki. Oklaskuję Adama Stockahusena odpowiedzialnego za ten piękny wystrój planu filmowego i Milenę Canonero za zachwycające detalami kostiumy. Ten film mógłby nie mieć żadnej sensownej historii a i tak by zachwycał, bo zachwyca swoją oprawą. Wszystko dopięte na ostatni guzik. Moje zmysły estetyczne zostały połechtane. Ale... Grand Budapest Hotel to nie tylko piękny obrazek, to także świetna historia i tak charakterystyczne dla filmów Andersona genialnie przerysowane postaci, które w połączeniu tworzą niemalże arcydzieło (nie lubię dużych słów, ale nie mogę znaleźć godnego odpowiednika by określić ten film).

cussyeah-wesanderson.tumblr.com
   Fabuła wpisana została w narrację szkatułkową, w którą im głębiej wchodzimy tym bardziej wciąga nas historia. Pewien pisarz wspomina czas spędzony w upadającym już hotelu Grand Budapest, kiedy to poznał jego ówczesnego właściciela Pana Mustafę, który okazując się wyjątkowo miłym człowiekiem, opowiedział mu o początkach swojej pracy jako lobby boy'a w czasach świetności hotelu. I te czasy są akcją filmu.
    Lobby boy Zero był prawą ręką Pana Gustave'a (genialny Ralph Feinnes) konsjerża w osławionym hotelu Grand Budapest, który znany był z tego, że potrafił dogodzić swoim gościom jak nikt inny. Szczególnie Paniom, tym majętnym i podstarzałym i to w sposób, o jakim właśnie myślicie. Trudno powiedzieć, czy robił to z wyrachowania czy po prostu lubił starsze kobiety, którym wystarczyła odrobina uwagi, klasy i elegancji a znudzone chętnie zapraszały pod kołderkę młodszych od siebie mężczyzn. Na przestrzeni lat pracy Gustave'a rozkochał w sobie wiele kobiet, my poznajemy jedną z nich - Madame D. (postarzona o jakieś 40 lat Tilda Swinton), która w testamencie zapisała mu bardzo drogocenny obraz, co niestety nie spodobało się jej synowi Dimitriowi (Adrien Brody). Oskarża on Gustave'a o morderstwo swojej matki, któremu w wydostaniu się z tarapatów pomaga wierny druh Zero (Tony Revolori). Cała intryga utrzymana jest bardzo groteskowej konwencji, a ironiczne poczucie humoru wręcz zalewa ekran jak to zwykle u Andersona bywa. 

www.foxsearchlight.com
   Kolejno pojawiające się na ekranie gwiazdy wywoływały mój uśmiech pod nosem. Genialnie obsadzony Adrien Brody jako trochę mroczny, szalony syn Madame D., Dmitri, demoniczny Jopling (Williem Dafoe) parający się brudną robotą, to trochę ironiczne skrzyżowanie zabójcy na zlecenie z Nosferatu (kiedy przeczytałam w Kinie to porównanie do Nosferatu aż przyklasnęłam w ręce). Pojawienie się dobrze znanych z innych filmów Andersona aktorów jest jak oczko puszczone do widza. W epizodycznych rolach pojawiają się Jason Schwartzman, Bill Murray i Owen Wilson - występujący w każdym filmie Andersona.

Historia dwudziestolecia międzywojennego ujęta została w historyczny cudzysłów. Jest to bardziej baśń dla dorosłych z historią w bardzo odległym tle, niż inspirowana historycznym wydarzeniami opowieść. Mamy w świadomości, że to TA Europa, w której mieszkamy, że to okres między TYMI wojnami, o których wszyscy się uczyliśmy na lekcjach historii. Daty na ekranie i tytuł pozwalają nam ulokować historię dokładnie w czasie i przestrzeni. Jednak przedstawiony przez Andersona świat jest tak odległy od znanych nam krain geograficznych i wydarzeń, że staje się światem uniwersalnym, a nawet nieokreślonym – trochę baśniowym.

televisedwar.tumblr.com
   Dobra już kończę. Chciałam to napisać ładnie i składnie, czyli tak jak na to ten film zasługuje, ale nie umiem, nie dam rady, więc to moje takie fanowskie „ASDFGHJJKL”. W jednym zdaniu ten cały wywód mógłby brzmieć tak: Grand Budapest Hotel jest pyszny jak wypieki filmowego Mendla (przynajmniej na takie wyglądają). Nie wiem jak wy, ale ja lubię słodycze i nigdy nie mam ich dość.


You Might Also Like

9 Comments

Instagram