Kochasz? Udowodnij! (Obietnica 2014)

13:28

www.xn--kinwki-dxa.pl/obietnica-2014
  Poszłam do kina na Obietnicę, bo polskiemu kinu daję niezliczone szanse. Jestem jedną z tych osób, która nie narzeka na stan polskiego kina dla zasady, bo jest złe i tyle. Wcale nie jest. Są filmy gorsze i lepsze. Ale jeśli nie oglądasz polskiego kina, „BO NIE”, to nie oczekuj, że uda ci się zobaczyć coś dobrego. Może i w Polsce powstaje mniej „świetnych” filmów, niż w wielbionym przez przeciętnego widza - USA (w tym znaczeniu przeciętność to nie obelga, raczej chodzi mi osoby, dla których dzień bez filmu nie jest dniem straconym, a kino to rozrywka raz na czas jakiś), ale to też dlatego, że w Polsce powstaje mniej filmów ogólnie. Co nie znaczy, że brak nam filmów dobrych. Bo gdy zapytasz mnie, JAKI GODNY POLECENIA, polski film ostatnio oglądałaś, to bez zawahania wymienię kilka. Bo film warty obejrzenia nie musi być arcydziełem. Wystarczy by dostarczył Ci rozrywki lub pretekstu do przemyśleń/dyskusji (jeśli masz z kim dyskutować), a nie tylko hejterstwa. Wychodzę z założenia, że do kina iść warto zawsze, bo co z tego, że film na filmwebie ma niską ocenę, przecież użytkownicy tego serwisu nie są wyrocznią, a już na pewno nie dla mnie. Warto wyrobić sobie swoje zdanie, by z pełną świadomością swoich słów móc przyłączyć się do powszechnego hejterstwa lub zachwytu.

Wracając do Obietnicy... To jak bardzo naiwna bywam, przeraża mnie samą. Otóż dałam się złapać na hasełko na plakacie. Tak wiem, też uśmiecham się żałośnie pod nosem, kiedy o tym myślę. Zobaczyłam 2 słowa Sala Samobójców i od razu zapalił się czerwony, migający neon nad głową, którego literki układały się w inne 2 słowa – must see! Sala Samobójców podobała mi się bardzo. Emo Gierszał mnie kupił, nie pytaj dlaczego – nie umiem tego wytłumaczyć, po prostu. Wiem, że wszelkie porównywania z innymi filmami, a już tym bardziej filmami, które odniosły jakiś tam sukces, to wielka ściema i tym bardziej osoba taka, jak ja, która ogląda tyle filmów ile ogląda, nie powinna dać się na to nabrać... ale. Na swoją obronę nie mam nic. Nawet dobrej opinii o filmie, o którym próbuję wam opowiedzieć już od ponad 2000 znaków. Chyba jednak trochę wyolbrzymiam, Obietnica wcale takim złym filmem nie jest, ale do miana wartego zobaczenia też jej trochę brakuje.

filmweb.pl

Lila (Eliza Rycembel), uczennica liceum to mała manipulantka. Potrafi zagrać na emocjach każdego, a szczególnie mężczyzn, którzy nie wiedzieć dlaczego są podatni na jej triki. Kiedy ona mówi skacz – oni skaczą, kiedy ona mówi „załatw sprawę” - sprawa zostaje załatwiona. Chłopiec Lili – Janek (Mateusz Więcławek) popełnił skok w bok i teraz musi za to pokutować. Dziewczyna nie jest skora do wybaczania, a jak to bywa z nastolatkami – Janek gotowy jest zrobić wszystko by odzyskać dziewczynę – naprawdę WSZYSTKO. Lilka stawia mu ultimatum, którego skutki okażą się tragiczne. Gdyby ta historia nie była inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, popukałabym się w głowę, bo nie mieści mi się w niej to, że ludzie mogą być tacy głupi.

"To tylko kwestia punku widzenia. Punktu widzenia, kto komu zmarnował życie."

Obietnica ma dwie podstawowe wady, które automatycznie powodują, że film wydaję się kolejną wydmuszką, jakich ostatnio w kinie wiele (patrz Bejbi Blues). Po pierwsze – nieautentyczne postaci, po drugie – wymuszony „hipsterski” klimat. Reżyserka jakby na siłę, a zarazem całkowicie nie potrzebnie, chciała pokazać w filmie obraz TYCH współczesnych nastolatków – wychowanych w Internecie, bujających się wieczorami po mieście z browarem w ręku, ścigających się wózkami sklepowymi, zawsze w stadzie, zawsze w kolorze instagramowych filtrów. TYCH bez wartości, pustych dzieciaków. A gdyby wyciąć te wszystkie nadmuchane obrazki i wstawić w to miejsce jakieś emocje, oceny poleciałyby w górę. Bo ja nie wierzę tym dzieciakom. Ani Lilce, ani Jankowi. O reszcie to już nie wspomnę. Ich problemy wydają się śmieszne, bo zostali przedstawieni karykaturalnie. Lila to prawie podręcznikowy przykład socjopatki. Oziębła, odnosząca się do otoczenia z pogardą, od samego początku wzbudza niechęć. Zachowywała się jakby nie tyle nie potrafiła okazywać uczuć, a ich po prostu nie miała. A jej niespodziewane, emocjonalne wybuchy wydawały się wykalkulowaną reakcją na wydarzenia toczące się nie po jej myśli. Tak jak dziecko wpada w szał, kiedy mama nie chce mu kupić lalki, tak Lila dostawała ataku paniki czy płaczu, kiedy jej marionetki wymykały się jej z rąk. Janek to płaczliwy chłopaczek, który jest jeszcze na tyle naiwny, że wierzy iż Lila to ta jedyna, którą kocha i kochać będzie zawsze i zrobi wszystko by odzyskać jej zaufanie. Tymczasem, kiedy dowiadujemy się o wadze jego przewinienia względem dziewczyny, cała sala kinowa wybucha śmiechem.

filmweb.pl

Jedyne, co ratuje tę obsadę to aktorzy „starszej” generacji. Magdalena Popławska w roli matki nie zdającej sobie sprawy z tego, jaką emocjonalną kalekę wychowała, Chyra kradnący każdą scenę w jakiej się pojawia, jako mieszkający za granicą ojciec, który nie jest na bieżąco z tym co dzieje się w życiu jego córki, bo on przecież mieszka w Kopenhadze. Nawet Ogrodnik w roli hipsa-vege ojczyma z kucykiem, który wieczorami wypala jointa, a za dnia odrabia z pasierbicą prace domowe i sadzi drzewka, wypada bardziej przekonująco niż całe stadko problemowych licealistów.

Problemem jest to, że Anna Kazejak chciała poruszyć zbyt wiele tematów naraz, a udało jej się je tylko liznąć. Mi towarzyszył wyraz twarzy, jakby to był najsłodszy cukierek, jakiego w życiu próbowałam. Trochę thrillera, trochę portretu współczesnej młodzieży, trochę obrazu rozbitej rodziny, trochę historii o tym, jak rodzi się zło. Trochę wszystkiego, trochę niczego. „Obietnicę” broni historia, zdjęcia i nastrój. Daje się wyczuć, że Skandynawowie maczali tu swoje palce (Dania i Szwecja jest współproducentami, a scenariusz współtworzył Szwed – Magnus von Horn). Ten film byłby udany, gdyby reżyserka zaprzestała upiększania zepsutej rzeczywistości i zamiast skupiać się na klimacie z instagramowego feedu, dała wybrzmieć dramatowi, jaki spotkał bohaterów. Idąc za tą myślą, dzięki drugiej połowie film wiele zyskuje. Kiedy już nie ma miejsca na kolorowe szmatki i pijanych nastolatków, wdziera się dramat rodziny, nastoletnich  błędów i niedojrzałości, a przede wszystkim emocje. Gdyby cała historia była poprowadzona podobnie, wyszłabym z kina bardzo zadowolona.  


You Might Also Like

1 Comments

Instagram