Pokręcony Robin Hood (Wilk z Wall Street 2013)

17:20

Jordan Belfort wysiada z autobusu na Wall Street z głową pełną nadziei i wizji siebie – bogacza. Na początku jest podrzędnym naganiaczem klientów dla swoich kolegów maklerów w końcu sam zdaje egzamin na maklera, niestety tego samego dnia następuje krach na giełdzie. Pech. Przedsiębiorstwo dla którego pracował upada, a Belfort zostaje z niczym, no może nie do końca z niczym, bo z doświadczeniem i zdolnością wciskania kitu, co w jego fachu jest najcenniejszą umiejętnością z możliwych. Po krótkim okresie bezrobocia Belfort zdobywa zadudnienie w firmie sprzedającej akcje śmieciowy spółek, gdzie prowizja dla brokera wynosi 50%. Oczywiście, nasz bohater mistrz wciskania kitu i manipulacji szybko się bogaci. Z czasem otwiera własną firmę, na której zbija fortunę. Oczywiście nie do końca legalnie, przez to staje się obiektem zainteresowań FBI. Można się już domyślić, że to nie będzie historia z happy endem.

chinmey-ribbons.tumblr.com
  Jego celem życiowym było bogactwo i rozpusta. Nigdy nie miał dość. To słowo nie istniał w jego słowniku. Zawsze można było mieć więcej, trzeba było mieć więcej. Wkurzało go jeśli w ciągu tygodnia nie zarobił miliona dolarów. Belfort dorobił się niezłego majątku, kilku samochodów, helikoptera a także ogromnego jachtu. Nie dość, że był uzależniony od powiększania zer na swoim koncie, to dochodziło do tego uzależnienie od seksu i narkotyków. Stosował mieszanki wybuchowe, które prawdopodobnie zabiłyby przeciętnego zjadacza chleba, ale Belfort wiedział, jak je brać, by dobrze się bawić. Organizował hardcorowe orgie mocno zakrapiane alkoholem i oprószone licznymi ilościami białego proszku, na którym można by spokojne jeździć na sankach. Imprezował wszędzie, gdzie się dało w biurze, hotelu, samolocie. Narkotyki, alkohol i kobiety. Jednak to, co Jordana najbardziej podniecało to pieniądze. Dolary to siła napędowa jego życia. Nie ważne jak, nie ważne co, byle dużo. "Forbes" nazwał Belforta "pokręconym Robin Hoodem, który zabierał bogatym, a dawał sobie oraz swojej wesołej kompanii maklerów", ale jak to powiedziała jego żona – każda prasa do dobra prasa i miała rację, bo w kolejce po etat u niego ubiegały się dziesiątki.
alittlebitofleonardoheaven.tumlr.com
   Momentami postać Belforta wydaje się wręcz przerysowana. Bo czy to możliwe, żeby ktoś był w stanie zażywać 22 tabletki dziennie, popijać je alkoholem, wciągać dziesiątki kresek i normalnie funkcjonować? Ba, prowadzić helikopter? Ale taki ponoć był Jordan Belfort. Co prawda prawdziwy Belford zaczynał od handlu mięsem i owocami w morza, co w filmie pominięto, a DiCaprio od razu wrzucono między wielkich maklerów z Wall Street, czemu trudno się dziwić, bo kto chciałby oglądać Leosia w białym fartuchu krojącego maczetą miecho, zamiast faceta w trochę źle skrojonym szarym garniaczku (ja, ale to się nie liczy). Faceci, z którymi prawdziwy Belfort zakładał swoją firmę to kumple, którzy wcześniej jeździli jego dostawczymi ciężarówkami. A te orgie i balangi? – zapytacie. Wszystko prawda. Belfort potwierdza, że w szczytowym momencie kariery jechał codziennie na ponad 20 różnych tabletkach.
  W Stratton Oakmont firmie założonej, przez prawdziwego Belforta pracowało 1000 osób, alkohol lał się strumieniami, kokaina sypana była garściami a nagie prostytutki tańczyły między stolikami. Jedyne co nie miało miejsca to podobno rzucanie karłami do tarczy, choć podobno wynajmowali je raz czy dwa na imprezy. Belfortowi do dziś podobno zostało do spłacenia jeszcze jakieś ok 100 milionów dolarów, jakie zalega oszukanym inwestorom.
DiCaprio w roli Belforta wypada genialnie, potrafi żonglować emocjami jak cyrkowiec (i choć wielką fanka nie jestem to trochę doskwiera mi brak Oscara na jego koncie, ale czuję że za tę rolę go nie dostanie, bo jednak konkurencję będzie miał niezłą). W jednym momencie mamy doniosłego mówce, który hipnotyzuje swoim talentem oratorskim, by po chwili zamienić się w żałosnego narkomana i histerycznego bawidamka. Do tego obraca się w wyśmienitym towarzystwie. Mamy genialnego lekko psychicznie niezrównoważonego Jonah Hilla w roli najlepszego kumpla Jordana – Danny'ego (po raz kolejny Hill udowadnia, że jest świetnym aktorem dramatycznym). Mamy zdobywcę Oscara Jeana Dujardina w roli szwajcarskiego bankiera a także Matthew McConaughey'a, który choć pojawia się dosłownie na chwilę – jak dla mnie kradnie przynajmniej jedną trzecią filmu. (McConaughey ma obecnie w swojej karierze taki okres, jaki w 2012/2013 miał Gosling, wszędzie go pełno, obawiam się, że niedługo wyskoczy mi z lodówki, ale to dobrze. Przynajmniej w końcu pokazuje że stać go na więcej niż role w filmach pokroju Duchów moich byłych).

selectivelyrandom.tumblr.com
Scorsese przedstawił nam swojego bohatera z satyrycznym dystansem. Hedonistyczne zapędy Jordana nas bawią. Scorsese nie ocenia, nie moralizuje. Pozwala nam się bawić razem z Bedfordem mimo, że na trzeźwo. Do tego dochodzi genialny montaż. Dynamiczne, szybko zmieniające się obrazki, salwy śmiechu, barwni bohaterowie – 2.5 godziny (z 3!) mija i nie wiesz nawet kiedy. Niestety w momencie, kiedy orientujemy się, że film już dawno minął swój punkt kulminacyjny i teraz już będzie coraz mniej zabawnie, a na horyzoncie pojawia się widmo upadku naszego bohatera, czas się dłuży, film się dłuży a ty zaczynasz się wiercić w fotelu. Dynamika spada a nasz zainteresowanie razem z nią. Scorsese przez 2 godziny przyzwyczaił nas do wesołej, skocznej historyjki a ta spokojniejsza nieco końcówka, choć nadal bywa zabawna, wydaje się ciągnąć w nieskończoność. A sam Belfort jakby przestaje bawić a zaczyna irytować.


You Might Also Like

2 Comments

Instagram

Blog Archive