Niechciane powroty, czyli kiedy twój bliski staje się zombie i puka do twoich drzwi (Les Revenants 2012)

16:57


 Na fali sagi Zmierzch swój wielki powrót przeżywają wampiry i o ile przez wiele lat miały one twarz Louisa, Lestada czy Armanda z Wywiadu z wampirem dziś najbardziej kojarzą nam się z Edwardem ze Zmierzchu czy Damnem i Stefanem z Pamiętników wampirów. Ale ile można wałkować ten sam temat (jak widać w nieskończoność biorąc pod uwagę powstające coraz to nowe filmy/seriale o wampirkach). Ktoś w końcu wpadł na pomysł by ożywić inne znane nam z horrorów potwory, które w uśpieniu czekały na swojego ekranowe odrodzenie. I tak ruszyła w naszą stronę fala zombie. Dobra, wiem, kłamię. Zombie zawsze w kinie były i systematycznie się pojawiały. Była Noc żywych trupów, potem ich Powrót... na koniec też Ziemia żywych trupów, a w międzyczasie Martwica mózgu czy Resident Evil. Całkiem niedawno, bo jakieś 4 lata temu pojawił się Zombieland, niedawno World War Z. Ale to właśnie ostatnio (znowu kłamię, nie ostatnio a 3 lata temu) zombie mają swoje 5 minut masowej popularności dzięki The Walking Dead

- What do you mean?
- Pretend everything is normal?

  Sęk w tym, że w przeciwieństwie do wampirów, zombie zazwyczaj były tylko tłem dla rozgrywających się wydarzeń. Kupą rozpadającego się mięsa, które trzeba spacyfikować, najlepiej rozwalając im mózg. Prawdziwymi bohaterami filmu byli walczący z plagą umarlaków. Na początku tego roku pojawił się film, który tematykę zombie poruszał od całkiem innej strony, bo od strony samego zombie a mówię tu o Wiecznie żywym. I nagle zombie nie tylko stał się głównym bohaterem filmu ale i głównym bohaterem wątku romansowego. Kto by pomyślał, że rozkładające się ciało może wydawać się atrakcyjne/sexy dla kogokolwiek. Trochę to śmierdzi nekrofilią. Jednak wiecznie żywy zombiak bardziej przypominał człowieka niż znane z horrorów zombie, więc przymykam oko. 

  Ale nie o Wiecznie żywym dziś chcę wam opowiedzieć a o fenomenalnym serialu z Francji - Les Revenants. Jeden sezon, 8 odcinków, a póki co zdecydowanie jeden z najlepszych seriali, jakie oglądałam w tym roku. I teraz paść powinno pytanie – to po jaką cholerę czytałem/am ten cały wstęp? A bo Les Revenants opowiada właśnie o powrocie żywych trupów. Ale nie są to żywe trupy żądne kwi, są to zagubieni już nie-ludzie szukający odpowiedzi na pytanie co się z nimi stało. 
  Wyobraź sobie, że budzisz się pewnego dnia i osoba, którą kochałeś i straciłeś stoi w kuchni jedząc kanapkę, jakby nigdy nic. Dokładnie to, co dzieje się w sennym górskim miasteczku we Francji. Zmarli zaczynają wracać do swoich domów nie rozumiejąc co się z nimi stało, dlaczego świat dookoła nich się zmienił a oni pozostali tacy, jak w chwili swojej śmierci, której nota bene nie byli nawet świadomi. I tak kilkunastoletnia Camille wraca do swojego rodzinnego domu i z przerażeniem odkrywa, że nie było jej 7 lat, w czasie których jej siostra bliźniaczka zdążyła dorosnąć a rodzice się rozwiedli. Simon przychodzi do mieszkania swojej narzeczonej i dowiaduje się, że Adèle wyszła za mąż za innego mężczyznę, z którym ma dziecko. Razem z nimi wraca także niebezpieczny seryjny morderca Serge i najbardziej tajemnicza ze wszystkich postaci mały Victor. Jednak, jak się potem okaże, nie są oni jedynymi, którzy postanowili wrócić do miasta. 


   Serial stawia dobrze nam znany wątek zombie na głowie. Ci, którzy wrócili nie łakną ludzkich mózgów, chcą odzyskać swoje stare życie, co okaże się emocjonalną osią serii. Jak mają wpasować z powrotem do formy, która została rozbita przez smutek i żałobę po ich odejściu? Jak poradzić ma sobie rodzina, która zdążyła się uporać ze stratą bliskiej osoby, kiedy ta niespodziewanie pojawia się na progu ich domu. Jest to dramat samych nie-umarłych, którzy nie wiedzą, jak odnaleźć się w rzeczywistości, do której przyszło im wrócić, jak i ich rodzin, które nie rozumieją, jak to możliwe, że dziecko, ukochany, żona, którą przecież sami pochowali nagle wraca do ich życia. Jak poradzić sobie w obliczu tego paranormalnego zjawiska? Udawać, że to całkiem normalne czy przygotować się na najgorsze? 


   Muzykę do serialu napisał zespół Magwai. Co ciekawe muzyka powstała zanim jeszcze zaczęły się zdjęcia. Podobno twórcy serialu oczekiwali, że muzyka ich zainspiruje, wytworzy specyficzny nastrój i zrobiła to. Zespół dostał kilka pierwszych scenariuszy i na tej podstawie tworzyli. Serial straciłby wiele, gdyby nie jego niesamowita ścieżka dźwiękowa. Mroczna, ciężka, duszna muzyka przy chłodnych czasem wręcz mglistych zdjęciach wytwarza klimat, którego próżno szukać w popularnych dziś serialach. Wszystko ze sobą współgra, górskie plenery, miasteczko odcięte od reszty świata tamą i ten groźny niepokojąco piękny klimat. Dlatego między innymi warto po tę francuską produkcję sięgnąć. 





+ Polecam ścieżkę dźwiękową!

You Might Also Like

6 Comments

Instagram

Blog Archive