Blue is the warmest colour (Życie Adeli 2013)

16:53


Mam wrażenie, że udaję. Wszystko udaję.

  Na tegorocznym festiwalu w Cannes Złotą Palmę przyznano, jak to określił Steven Spielberg „absolutnemu arcydziełu filmowemu - śmiałej i pełnej pasji opowieści o miłości”. Zainteresowanie filmem podżegało wyznanie aktorek, które zarzekały się, że nie zamierzają więcej pracować z reżyserem Abdellatifem Kechiche, choć niezaprzeczalnie to dzięki niemu robią właśnie wielką karierę. Czyli te piękne uśmieszki i czułości w Cannes to była tylko gra... 

  Autorka powieści graficznej, na podstawie której powstał scenariusz, nazwała film pornografią. Reżyser broni Życia Adeli nazywając je pochwałą wyzwolonej kobiecości. Mnie Życie Adeli nie zachwyciło, a sama Adela momentami irytowała.

  Kiedy poznajemy Adelę jest zagubioną nastolatką, która czuje, że czegoś w jej życiu brakuje. Z czasem dowiadujemy się, że brakuje jej prawdy o samej sobie. Własnej tożsamości. Adela żyje trochę oderwana od rzeczywistości. Sama nie wie, czego chce od życia, łatwo ulega wpływom, bierze tylko to, co poda jej się na tacy, sama nie potrafi o nic zawalczyć. Jest nijaka, mdła, irytująca z wiecznie wiszącym gilem pod nosem. Poznaje Emmę i jedyne, co się w niej zmienia to jej orientacja. Podglądamy jej życie na przestrzeni lat a Adela wciąż pozostaje tą samą naiwną, zasmarkaną i zapłakaną dziewczynką, niezadecydowaną, czego tak na prawdę chce. Nie potrafi zawalczyć ani o swoje pasje, ani o kobietę swojego życia. Mimo to od Adeli nie możemy oderwać wzroku. A to wszystko przez odgrywającą ją aktorkę Adèle Exarchopoulos, jej oczy i stale lekko otwarte usta.

  Emma (Léa Seydoux) z kolei to całkowiete przeciwieństwo Adeli. Pewna siebie, wie czego chce od życia i to bierze. Walczy o siebie, swoje potrzeby potrafi stawiać na pierwszym miejscu. Szuka spełnienia i to samo chce zapewnić Adeli. Dać jej miłość, otworzyć ją na świat popchnąć w odpowiednim kierunku. To także artystyczna dusza, którą jej sztuka potrafi pochłonąć do tego stopnia, że zapomina o potrzebach i obecności nawet ukochanej osoby.


  Kechiche prezentuje losy Adeli uciekając od jakiejkolwiek moralnej oceny, nie analizuje jej zachowania, nie stara się go interpretować. Erotycznym odkryciom przygląda się bezpruderyjnym okiem kamery, której obiektyw jest tak blisko, jak tylko to możliwe, włazi z buciorami w życie bohaterek, czasem aż nazbyt nachalnie, przez co widz czuje się zmuszony do podglądactwa. Większość kadru wypełniają zbliżenia twarzy przez co jesteśmy w stanie poznać każdy jej szczegół, każdą pojawiającą się emocję. Jest to przede wszystkim historia o emocjach, o wnętrzu jednostki, o uczuciach, które targają tą młodą kobietą. 






  Najbardziej „obgadaną” sceną filmu, jest trwająca prawie dziesięć minut scena seksu pomiędzy głównymi bohaterkami. Kechiche nie pozostawia wiele dla wyobraźni widza – pokazuje wszystko, długie sekwencje zbliżeń, z których zbudowany jest film, w czasie tak odważnej sceny erotycznej powodują dyskomfort. To tak, jakby ktoś zaprosił was do swojej sypialni i powiedział: A teraz usiądź wygodnie i patrz jak uprawiamy seks. Czy naprawdę seks trzeba tak eksploatować? Jednak to nie dla tych odważnych erotycznie scen warto spędzić 3 godziny z Życiem Adeli, a dla scen granych na najwyższym emocjonalnym rejestrze. To w nich widać aktorski talent, to one poruszają najbardziej, to po nich myślisz sobie – wow.




  To, co zwróciło moją uwagę podczas seansu to lejtmotyw filmu, czyli kolor niebieski. Od początku towarzyszy on bohaterce, jakby wręcz determinuje późniejsze wydarzenia. Pościel, biżuteria, tło, okiennice - nie mające pozornie dużego znaczenia prozaiczne szczegóły i włosy Emmy. Kolor utożsamiany z Emmą więzi Adelę, dominuje nad nią. Symbol kojarzony z ukochaną osobą z czasem staje się środkiem zastępczym uczucia. Emma pokazała Adeli, co to znaczy kochać, co to znaczy żyć w zgodzie ze sobą. Pomogła jej dorosnąć przez co stała się ważną częścią jej życia, z której ciężko zrezygnować.







  Podsumowując: Życie Adeli to traktat o miłości. Pierwszej prawdziwej miłości, od której trudno się uwolnić. Która nawiedza, sieje spustoszenie i odbiera zdolność do życia. Pierwszej miłości się nie zapomina, na zawsze pozostaje częścią nas, kształtuje nasz charakter. O dziwo tak chętniej dziś eksponowany wątek homoseksualny nie jest tu najważniejszy. Nie jest to opowieść o orientacji to opowieść o emocjach, uczuciach i to one są siłą napędową filmu.


You Might Also Like

1 Comments

Instagram

Blog Archive