Halloween special

16:02

 
Specjalnie dla Was najlepszy creepy obrazek, jaki udało mi się dziś znaleźć. Tak na dobry początek. 
  
  Jeśli nie wybierasz się na imprezę halloweenową (a raczej trzymając się polskiej tradycji – „Dziadową”, o której dziś już nikt nie pamięta, bo nie zawiera ani przebieranek, ani rzeźbienia w dyni – czy jak to się nazywa po polsku), bo ci się nie chce, bo nie masz pomysłu na przebranie, bo nikt cię nie zaprosił, bo nie masz przyjaciół, lub po prostu wolisz zostać w domu – proponuję wieczór spędzony w dobry, stary, sprawdzony sposób – oglądając film. A, że to ten czas w roku, kiedy 'banie się' jest jak najbardziej wskazane – polecam wybrać coś strasznego.
  Oto bardzo subiektywne zestawienie filmów, które wywoływały (a niektóre wciąż wywołują) u mnie deszcze, pojawienie się zimnych potów, stres i syndrom oglądania przez palce, czyli high level przerażenia.


Gremliny rozrabiają (1984) reż. Joe Dante

  Jeden z pierwszych 'strasznych' filmów, jakie oglaałam w życiu. Pamiętam, że leciał w okolicach świąt Bożego Narodzenia wieczorem i oglądałam go, jako kilkuletnie dziecko ze starszą siotrą. Wszystko było w porządku dopóki urocze stworzona nie zaczęły się zmieniać w bezwzględne gremliny atakujące ludzi.  
  Jeżeli oglądałeś gremliny będąc małym dzieckiem i się nie bałeś - coś musi być z tobą nie tak. W każdym razie współczuję dzieciństwa. Te urocze krwiożercze stworzonka, jako jedne z pierwszych spędzały mi sen z powiek. Zasypianie po seansie to swoiste preludium dla nocnych koszmarów. Każdy. cień na firance przypominał gremlina czyhającego na moje życie, a wystawienie nogi spod kołdry groziło jej utraceniem. Dziś rozrabiające gremliny tak nie straszną, choć warto sobie ten „klasyk” dzieciństwa przypomnieć.


 Omen (1976) reż. Richard Donner

  Omen to kolejny z filmów mojego dzieciństwa, który zdecydowanie wpłynął na moje późniejsze kinomaniackie zainteresowania i preferencje. Pomiot szatana, wprowadzający delikatnie mówiąc - zamęt w życie małżeństwa Thornów, pod postacią niewinnie wyglądającego chłopca, pozostaje dla mnie do dziś niedoścignionym ideałem horroru. Od pierwszego spotkania z małym Damianem atmosfera gęstnieje wywołując u widza dyskomfort zarówno psychiczny jak i fizyczny. Muzyka, Gregory Peck i wzrok małego Harveya Stephensa – Dziecko Rosmary może się schować.



The Ring - Krąg (1998) reż. Hideo Nakata 

The Ring (2002) reż. Gore Verbinski

  The Ring zarówno japoński, jak i amerykański remake z Naomii Wats! Wszyscy chyba znamy historię tajemniczej taśmy VHS (tak bardzo vintage), której obejrzenie skutkuje  śmiercią po 7 dniach zapowiedzianą przez anonimowy telefon. Gdyby mój telefon zadzwonił podczas seansu nie musiałabym czekać 7 dni, zeszłabym na miejscu. Japońska wersja jest o wiele mroczniejsza, amerykański Ring mniej straszy nas opowiadaną historią przerażającej dziewczynki z kruczoczarnymi włosami, bardziej bazuje na tanich chwytach – momentach, kiedy podskakujemy, bo coś nagle wyskoczyło z szafy albo muzyka huknęła nam z głośników. I mimo iż japoński Krąg jest o wiele straszniejszy, to przyznać muszę, że mały David Dorfman (z amerykańskiej wersji) rysujący okręgi na kartkach jest wyjątkowo 'creepy' dzieciakiem. Gdyby mój syn tak wyglądał spałabym z otwartymi oczami. Spokojnie mógłby zagrać w remake’u  Omena


Lśnienie (1980) reż. Stanley Kubrick

  Pierwsza książka Kinga, którą przeczytałam, pierwszy horror, którego lektura wywołała u mnie uczucie przerażenia. Nigdy wcześniej nie bałam się podczas czytania. Potem obejrzałam film... Nawiedzony hotel i rodzina odcięta od świata a przede wszystkim oszalały wzrok Jacka Nicholsona - to jedna z jego najlepszych ról w całej karierze. Długie, powolne ujęcia potęgujące napięcie i niepokojąca muzyka budują klimat nie do zapomnienia. 



Egzorcysta (1973) reż. William Friedkin

  Moje pierwsze podejście do Egzorcysty odbyło się kilka lat temu w halloweenowy wieczór. Jednak scena z opętaną dziewczynką schodzącą na czworaka po schodach z ciałem odwróconym o 180 stopni zniechęciła mnie do dalszego oglądania. Film postanowił zrobić mi halloweenowego psikusa, włączył się od środka i ta scena pojawiła się jako pierwsza – razem z koleżanką stwierdziłyśmy, że to nie na nasze nerwy… Do filmu wróciłam niedawno i wymiotująca grochówką i onanizująca się krucyfiksem Regan okazała się nie być AŻ tak bardzo przerażająca, choć wieczorem, sama w pokoju bym tego nie oglądała.


************************************
PS.

You Might Also Like

0 Comments

Instagram