(Nie)Wyjście z szafy, czyli staying in zamiast coming out. (Dziewczyna z szafy 2013)

17:42



   Pierwszy raz z Dziewczyną z szafy i Bodo Koksem zetknęłam się przy okazji Off Plus Camery. Gdzieś mi mignęła w programie festiwalu, Bodo uśmiechał się z ekranu telewizji śniadaniowej – na film nie poszłam, trzeba było coś wybrać, a ponieważ wiedziałam, że film prędzej czy później do polskich kin trafi, poszłam na coś innego. Film udało mi się obejrzeć w dzień premiery w warszawskiej Kulturze. Fajnie. 6 osób na sali w tym jeden facet uronił łezkę. 
Od czasu do czasu w polskim kinie pojawiają się filmy, które wystawiają środkowy palec wszystkim hejterom polskiej kinematografii. Takim filmem dla mnie była Róża, Dragówka, Lęk Wysokości, Sala Samobójców, takim filmem była też Yuma. Filmy pokazujące, że są w Polsce ludzie potrafiący opowiadać ciekawe, wciągające historie. Nie zawsze muszą to być arcydzieła kinematografii, ale filmy, które angażują widza, po których nie szkoda ci 15zł wydanych na bilet. Takim filmem jest Dziewczyna z szafy. Seans był prawdziwą przyjemnością – ale nie tylko w takim powierzchownym, wyświechtanym znaczeniu – ten film ogląda się naprawdę świetnie! Od fabuły, przez muzykę, po bohaterów i obrazy – Bodo, gdzieś się ukrywał tyle lat?!

Czy nie przyszło ci do tej pustej głowy, że można siedzieć z Twoim bratem za darmo? Bo jest fajny!

Jacek (Piotr Głowacki) usiłuje prowadzić w miarę normalne życie, jakiego spodziewać by się można po ok. 30 letnim facecie. Ma pracę, ma mieszkanie, szuka kobiety metodą prób i błędów. Przeciętny trzydziestolatek. Jedyną „przeszkodą” jest Tomek (Wojciech Mecwaldowski) – cierpiący na zespół sawanta i wymagający ciągłej opieki brat. Przeszkodę nie bez powodu umieściłam w nawiasie - ponieważ dla Jacka Tomek wcale nie jest brzemieniem – to jego jedyna rodzina, jego najbliższy przyjaciel, którego potrzeby zawsze stawia na pierwszym miejscu. Jednak wiadomo, jak to w życiu bywa, czy masz dziecko, czy psa, czy brata czasami potrzebujesz pomocy, Jacek tę pomoc znajduje u swojej sąsiadki z naprzeciwka - Magdy (Magdalena Różańska), która zaprzyjaźnia się z Tomkiem.

  Magda to dziewczyna, która rozczarowana ludźmi postanowiła "wypisać się" ze społeczeństwa. Nie chce uczestniczyć w rzeczywistości, więc tworzy sobie własną. Zamiast wychodzić spędza czas w swojej szafie – swoim wyimaginowanym świecie stworzonym z mieszanki slajdów, dżungli i narkotyków. Jest jej tam na tyle dobrze, że niechętnie wpuszcza do swojej oazy osoby trzecie, dla Tomka zrobi jednak wyjątek i między tą dwójką narodzi się nierozerwalna więź – prawie dosłownie.



 O postaciach nie wiemy nic poza tym co w danej chwili serwuje nam Kox. Fabuła zamyka się w akcji – nic ponadto. Co przydarzyło się Magdzie, że zamyka się w szafie, jak to się stało, że Jacek postanowi poświęcić swoje życie opiece brata (wiemy tylko, że rodzice nie żyją), kiedy uroczy pan policjant zakochuje się w Magdzie i skąd zna braci? Nie znamy motywacji działań bohaterów, Kox nie serwuje nam portretów psychologicznych, on nam serwuje po prostu pojedyncze postaci. Niektóre z nich dość stereotypowe – mamy więc wścibską sąsiadkę (Teresa Sawicka), której brakuje tylko moherowego bereta do uzupełnienia wizerunku, mamy pretensjonalną, ogarniętą niepohamowaną chucią artystkę (Marcela Stańko), mamy też zakochanego w Magdzie, szlachetnego policjanta (Eryk Lubos) – człowieka prawego, stróża prawa, szeryfa na tym dzikim zachodzie.



Odtwórcy głównych ról nie pozwalają oderwać od siebie wzroku. To dzięki nim widz tak bardzo angażuje się w historię. Magda Różańska, której to było debiut na wielkim ekranie intryguje do tego stopnia, że wyczekujesz na kolejną scenę z jej udziałem, Piotr Głowacki w roli dzieciaka, który jest "głową rodzin" ze swoją kolekcją kinder niespodzianek i miłością do brata ujmuje za serducho a Wojciech Mecwaldowski to taki najjaśniejszy punkt tego filmu.
Dziewczyna z szafy to nie tylko świetni bohaterowie, ale też muzyka i obraz. Kox nie boi się mieszać dosadności z poetyckością. Dramatyczności rzeczywistości z niezwykłymi wyimaginowanymi wizjami. Daje nam liryczną opowieść o braterskiej miłości, o samotności, o potrzebie zrozumienia, o współczuciu (o czym tylko chcesz), przesiąkniętą realizmem magicznym, gdzie w blokowisku nagle wyrasta dżungla a po niebie suną zeppeliny.



9/10

  Follow my blog with Bloglovin

You Might Also Like

0 Comments

Instagram