The body of a young boy was found on the beach this morning... (Broadchurch - sezon I)

20:27


  “You can never really know what goes on in another person’s heart.”

  Dziś napiszę o Broadchurch. Serialu, który odkryłam przez przypadek, no nie całkiem, bo przez jego powiązania z jednym z moich „ALL TIME FAVOURITE” seriali, czyli Doctorem Who (gra w nim David Tennant, czyli 10 Doctor i Arthur Darvil, czyli Doctorowy Rory). Serialu, od którego szybko się uzależniłam, do tego stopnia, że poniedziałek stał się jednym z moich ulubionych dni, a na wieść o kolejnym odcinku szybciutko przebierałam nogami i zacierałam ręce. Teraz cierpię na „poserialową depresję” – jako że pierwszy sezon właśnie się skończył i jetem „na głodzie”. A ponieważ sezon się skończył to mogę wam coś konkretnego napisać a mianowicie – jeśli ktoś nie oglądał/nie słyszał – to nie ma na co czekać!


  Nie będę się rozpisywała, bo nie chcę psuć zabawy tym, którzy serial zdecydują się obejrzeć – dajcie mu szansę – to tylko 8 odcinków, a wciąga niesamowicie.


  Broadchurch to z pozoru serial o śledztwie. W małym miasteczku na wybrzeżu dochodzi do morderstwa. Ofiarą jest kilkunastoletni chłopiec - Danny, co jeszcze bardziej wstrząsa spokojną do tej pory społecznością. Śledztwem zajmuje się Alec Hardy (David Tennant), obcy, niezanurzony w małomiasteczkowej rzeczywistości. Do pomocy dostaje miejscową panią detektyw Ellie Miller (Olivia Colman), której tylko co sprzątnął posadę spod nosa, jednocześnie stając się jej szefem. Tak zaczyna się Broadchurch. Typowy serial kryminalny. Jest zbrodnia - jest śledztwo. Nic bardziej mylnego. Śledztwo owszem, jest głównym tematem fabularnym serialu, ale w tle czai się coś równie ciekawego. Broadchurch to paleta różnorakich postaci i wątków zmieszanych w jednym serialu, połączonych w 8 odcinków, każdy z nich trzyma nas w napięciu, każdy z nich potęguje w nas ciekawość – kto okaże się mordercą. I nawet jeśli ktoś wpadnie na właściwy trop, to co twórcy zaserwują w odcinku finałowym to prawdziwy rollercoaster uczuciowy.


  Broadchurch to serial o rodzinie, która po stracie stara się wrócić do normalności. Ale o jakiej normalności może być mowa, kiedy ktoś odbiera ci dziecko, brata, wnuczka, pozostaje tylko pustka. Pusty pokój, zasłane łóżko, deskorolka. Pustka, którą usilnie próbuje się zapełnić, żeby przetrwać. Jak wrócić do normalności, kiedy nie wiesz, kto i dlaczego postanowił odebrać ci syna. Każda taka historia zasługuje na zamknięcie. Każdy rodzic zasługuje na wyjaśnienie. Każdy detektyw zasługuje na złapanie tego, kogo ściga. Najgorsze, kiedy tym kimś okazuje się osoba, po której byśmy się tego nie spodziewali. Ale czym byłby dobry serial kryminalny bez elementu zaskoczenia... Zaskoczeniem dla niektórych nie będzie to, kto zabił (tak, są wśród nas wyszkoleni podczas seansów wielu seriali detektywi, którzy oczywiście szybko wpadną na trop mordercy) ale sam motyw. Mnie przeszły ciarki po plecach.


  Broadchurch to serial o społeczności. O polowaniu na czarownice. Tropieniu mordercy na własną rękę. O próbie przetrwania w obliczu tragedii. O tym, że kiedy zaczynamy odkrywać długo skrywane tajemnice, świat wokół nas zmienia się nie do poznania. O tym, jak w podobnych sytuacjach, kiedy wali się nasz świat, aktywują się nasze mechanizmy obronne, jak przestajemy ufać najbliższym i wszystko poddajemy w wątpliwość. O potrzebie wsparcia drugiej osoby, o poszukiwaniu tego wsparcia w miejscach, w których nie pomyślelibyśmy, że mogą nam je zaoferować. To serial o tym, jak jedno pęknięcie może rozwarstwić strukturę, społeczność dotąd tak zwartą i o tym jak bardzo potrzebne jest wyjaśnienie, by ponownie tę konstrukcję scalić.


   Wypełniony pięknymi kadrami, ciekawymi, niekonwencjonalnymi ujęciami, podtrzymującą napięcie muzyką, Broadchurch to jednak serial dość mroczny – to wszystko składa się na element niepokoju, który przewija się przez każdy odcinek. Cały czas coś/ktoś chucha nam na kark przypominając, że wśród tych ludzi na ekranie jest morderca małego chłopca. W każdym z nas tkwią demony, niektóre są po prostu silniejsze i popychają nas do nikczemnych czynów. Kim jest osoba zdolna zabić dziecko?


  Powinnam napisać na koniec pean na cześć aktorów grających dwójkę detektywów, bo na to zasługują.  Nie napiszę jednak wiele, tylko tyle, że zgadzam się z dziesiątkami ludzi na Twitterze komentującymi finał na żywo, że Colman zasługuje na wszystkie nagrody świata za tę rolę. A Tennant to Tennant, za to, że jest powinien zostać nagrodzony. Dzięki niemu zakochałam się w Doctorze Who i będę mu za to dozgonnie wdzięczna.  Oglądanie tej dwójki, odkrywanie ich przeszłości, historii, śledzenie ich relacji to czysta przyjemność.

8/10

You Might Also Like

4 Comments

Instagram