,

Projekt KINO

18:39

  
Przedstawiam wam 5 filmów, które obejrzałam w ramach Projektu KINO.

Łowca trolli (2010)


  Grupka studentów postanawia zabawić się w Sherlocków Holmesów i rozwikłać tajemnicę dziwacznego łowcy Hansa. Przez Norwegię przetacza się fala niewyjaśnionych ataków niedźwiedzi na ludzi. W pobliżu pojawia się zazwyczaj Hans, który podaje się za myśliwego, a myśliwym nie jest, bo żaden z pozostałych go nie zna i pojawiają się podejrzenia, że Hans coś wie. Coś, czego nie wie reszta. Studenciaki zaczynają go śledzić i odkrywają całą prawdę. To nie niedźwiedzie atakuję ludzi, a trolle. A Hans nie jest myśliwym a pracownikiem tajnej organizacji norweskiej pilnie strzegącej tajemnicy istnienia trolli. Tak trolli.



   Cała historia zrealizowana została w konwencji mockdocumentary. Mamy amatorską kamerę plus grupę ludzi wałęsającą się po lasach w poszukiwaniu niezwykłym stworów, brzmi znajomo, prawda? Trolle to stworzenia bardzo ciekawe – ogromne, każdy z nich wygląda inaczej, jeśli chcesz go zabić, musisz się napracować, najlepiej błysnąć mu kilka razy światłem po oczach, chrześcijanie działają na nich, jak czerwona płachta na byka, dlatego pamiętaj o tym, by wyrzec się Chrystusa, jeśli postanowisz zostać łowcą, w przeciwnym razie będziesz łatwym celem. Każdy duży głaz był najprawdopodobniej trollem, a jeśli w lesie zobaczysz przewrócone drzewa, możesz być pewny, że chodzisz po gruncie, na którym niedawno szalały te stwory. Ale pamiętajcie takie rzeczy to tylko w Norwegii.


   Łowca trolli przenosi nas do świata, w którym współczesność miesza się ze światem trochę baśniowym, nasączonym norweskimi wierzeniami i legendami. Piękne krajobrazy Norwegii nawet pokazywane przez obiektyw amatorskiej kamery potrafią zachwycić a absurdalne wydarzenia, które widzimy na ekranie wywołują ironiczny uśmiech na naszej twarzy. Trochę dystansu nie zaszkodzi.
  6/10
****************

Do szpiku kości (2010) 

  17-letnia Ree Dolly (Jennifer Lawrence) nie ma lekkiego życia. Większość nastolatek w jej wieku chodzi na imprezy, maluje paznokcie i czeka aż mama zawoła je na obiad. Ree nie dość, że sama musi ten obiad ugotować, to wcześniej wymyślić, jak z na pół pustej lodówki wyczarować posiłek dla młodszego rodzeństwa. Jedyna jej rozrywka to strzelanie do wiewiórek a ostatnio też poszukiwanie ojca, bo go nie znajdzie, straci dom. Czas ucieka, a nikt z sąsiadów, czy rodziny nie jest zainteresowany by dziewczynie pomóc. Mało tego, starają się jej to utrudnić, bo  ojciec Ree Dolly to nie byle kto, to kucharz. A jego danie popisowe to metaamfetamina.
 Do szpiku kości to trochę szkoła przetrwania. Ree walczy o przetrwanie resztek swojej rodziny, o zachowanie podstawy, która trzyma ich wszystkich razem – dachu nad głową. Okrutne otoczenie, kierujące się prymitywnymi, prawie zwierzęcymi zasadami stada - jesteś z nami albo przeciwko nam i zwycięża silniejszy - będzie rzucało jej coraz nowe kłody pod nogi.
  American dream w krzywym zwierciadle. A nawet podbitym na setki małych kawałeczków, które już do siebie nie pasują. Piękna słoneczna Kalifornia? Nowoczesny, tętniący życiem Nowy Jork? Nie, to brudne, błotniste, parszywe Ozark w Missouri wypełnione po brzegi narkomanami, przestępcami, degeneratami, dzikusami, którzy na dzień dobry nie podają ręki tylko wylewają na ciebie gorącą kawę. 

 
  Jest to obraz chłodny, surowy i brudny. Zepsuty do szpiku kości. W sam środek wrzucona została Ree, całkowicie inna niż otaczający ją parszywy świat. Świat zapomniany przez Boga, mieszczący się gdzieś na uboczu, na marginesie, w którym pobrzmiewająca muzyka country mieszka się ze szczekaniem wychudzonych psów. Lubię kiedy film ma tak wyrazisty klimat, że pozostaje ze mną na jakiś czas po seansie. Tak było i z tym filmem. Nie było to przyjemne uczucie, ale bardzo intensywne. 
8/10
****************

 Mystery train (1989)


Mitzuko: Was that a gun?
Jun: Probably. This is America. 
 
Mystery train to jeden z tych filmów, po seansie, których nie mogę się zdecydować, czy je kochać, czy nienawidzić. Prawdopodobnie powinnam się zachwycić, bo to przecież Jarmusch - reżyser kultowy. No cóż chyba muszę wszystkich rozczarować, nie zachwyciłam się oglądając Mystery train, wręcz przeciwnie, zmęczyłam się. 
  Film składa się z trzech rozdziałów. Pierwszy opowiada o parze Japończyków, którzy przyjeżdżają do Memphis zafascynowali legendą Elvisa Presleya, druga to historia Luisy, która przyjechała do miasta po ciało swojego zmarłego męża, zmuszona zostać w Memphis na noc spotyka na swojej drodze rozgadaną Dee Dee, w trzeciej poznajemy Johnnego - chłopaka Dee Dee i dwóch jego koleżków, którzy przeżywają noc pełną nazwijmy to „przygód”. Wszystkie trzy historie mają wspólny mianownik – mały obskurny hotelik, w którym bohaterowie spędzą noc.
  Jednak głównym bohaterem filmu jest miasto Memphis, bohaterem drugoplanowych jest Elvis, potem długo długo nic, jest Steve Buscemi i dopiero reszta. Duch Elvisa przelatuje przez film wielokrotnie, krąży nad miastem, nad hotelem, siedzi w tym tajemniczym pociągu i przyciąga do Memphis kolejnych turystów. Jego piosenki słychać wszędzie, jego twarz prześladuje nas przez cały czas. Memphis to miasto Elvisa i Jarmusch nie pozwoli nam o tym zapomnieć do samego końca. To Elvis jest klamrą spajającą cały film.


  Postaci są przerysowane, groteskowe i absurdalnie powykrzywiane. Mamy tu pokazaną Amerykę nie w jej świetności i bogactwie, ale właśnie jako podupadającą ruinę. Opuszczone drogi, obskurny hotel w kultowym przecież mieście Memphis. Kto o nim nie słyszał, królestwo Elvisa, królestwo rock and rolla, bluesa, Sun Records, w filmowym dziś – 12 lat po śmierci króla, już nie takie kultowe, choć jak wiemy Elvis żyje – a już na pewno w tym filmie.
 5/10

****************

Citizen X (1995)

   W ciągu 12 lat w Związku Radzieckim z rąk seryjnego mordercy zginęło ponad 50 osób, większość z nich nie ukończyło nawet siedemnastego roku życia. Ale Citizen X nie jest filmem o seryjnym mordercy. Jest to historia o ludziach, którzy próbowali go pojmać i o tym, jakie przeszkody musieli przeskoczyć by odnieść zwycięstwo. Przeszkody, które sponsorował im działający w tamtych czasach system władzy. Wielka niezwyciężona Rosja – przecież w tak wspaniałej krainie miodem i mlekiem płynącej, nie może być seryjnych morderców – a jeśli się pojawią zamiast zrobić wszystko by ich jak najszybciej zamknąć, problem trzeba zamieś pod dywan, by nikt się o nim nie dowiedział.
 Jednak ostało się kilku prawy ludzi, jednym z nich jest lekarz sądowy Viktor Burakov, który z polecenia pułkownika Mikhaila Fetisova stara się rozwikłać zagadkę zabójstw. Niezłomnie przed 12 lat będzie walczył z biurokracją i ułomnością władz Rosyjskich, których działania ograniczały się do tego by zapobiec wypłynięciu informacji o morderczych poczynaniach Andrieja Czikatiło na światło dzienne.
 Polecam szczególnie ze względu na dość mroczną, ciężką atmosferę, klimat szarych dla odmiany lat osiemdziesiątych, z smętnymi ulicami i twarzą Lenina na murach.. Nie znajdziemy tu niespodziewanych zwrotów akcji, ale powoli snutą opowieść o żmudnym śledztwie, prowadzącym do złapania sprawcy, czego jednak nie można uznać na sukces, bo gdyby nie opieszałość władz rosyjskich, wiele niewinnych dzieci nie musiałoby umrzeć.
8/10

****************

Wiosna, lato, jesień, zima... 

i wiosna (2003)

   Są takie filmy, o których nie trzeba dużo pisać. Wystarczy obejrzeć i pomyśleć. Tylko tyle.

  Gdzieś na zupełnym odludziu, z dala od cywilizacji, w chatce na środku jeziora mieszka stary mnich ze swoim małym podopiecznym. Mijają dni, miesiące, pory roku i lata, malec dorasta wraz z wpajanymi mu przez mistrza zasadami życia. Dzień po dniu, lekcja po lekcji dowiaduje się czym ono jest. Pewnego dnia do chatki przybywa kobieta z bardzo chorą córką, pozostawia ją pod opieką mnichów w nadziei, że pomogą dziewczynie uleczyć jej ciało, ale przede wszystkim zbolałą duszę. Między dziewczyną o młodszym mnichem rodzi się uczucie, które z czasem odmieni życie ich obojga.

   W tym filmie mogłoby nie paść ani jedno słowo a i tak byś go zrozumiał/a. Jest to prosta opowieść o życiu. By zostać mistrzem trzeba przejść długą drogę, wiele stopni wtajemniczenia. By osiągnąć spokój życiowy trzeba niejednokrotnie upaść bardzo nisko, by potem móc odbić się od dna. Wykorzystana w filmie metafora 4 pór roku, jako życia ludzkiego jest dość znana, Kim Ki-duk sięga po nią, by i tu pokazać cykl życia. Pokazać jak człowiek od nieświadomego trudów życia maleństwa przeistacza się w pogodzonego z życiem mędrca. A wszystko to w otoczeniu przepięknych krajobrazów, od których trudno oderwać oczy.
8/10
 

You Might Also Like

2 Comments

Instagram