,

Oscary (part I)

11:30

Operacja Argo (2012)


There are only bad options. It’s about finding the best one.”

  Tony Mendes 1980 ewakuował z Iranu sześciu Amerykanów, którym udało się uciec z ambasady USA zanim opanowali ją irańscy bojówkarze. Sprytnie wymyślona akcja, na którą nikt początkowo nie chciał się zgodzić, powoduje, że mimo iż wiesz, że wszystko zakończy się happy endem, siedzisz jak na szpilkach do samego końca. Przynajmniej ja siedziałam. Dawno tak bardzo nie stresowałam się na filmie, ale to chyba dobrze, to znaczy, że mnie wciągnął. A to zasługa Bena Afflecka, jednego na najfajniejszych facetów w Hollywood. Nie dość, że film wyreżyserował to w nim zagrał, powinien zdecydowanie częściej parać się reżyserią, zdecydowanie częściej. 

 
   Mendes jedzie do Iranu pod przykrywką producenta filmowego szukającego plenerów do filmu „Argo”, opowiastki science fiction o inwazji kosmitów, a żeby wszystko wyszło realistycznie uruchamia swoje Hollywoodzkie kontakty, które nadają filmowi rozgłosu, między innymi angażuje w akcję Oscarowego laureata za charakteryzację w „Planecie małp” - Johna Chambersa.

 
  Film nabiera koloru po przyjeździe Mendesa do Iranu. Affleck umiejętnie dawkuje nam napięcie, przy scenach na bazarze czy lotnisku spięci i z potem na czole oczekujemy na to, co się wydarzy. Sekundy mijają powoli a my denerwujemy się równie mocno, co amerykańscy dyplomaci, niby-filmowcy.
  Operacja Argo zgarnęła już Złote Globy, Bafty teraz czas na Oscary i choć film nie jest moim faworytem w wyścigu po statuetkę, to jeśli wygra nie będę rozczarowana, Affleckowi się należy, bo nakręcił kawał dobrego kina.
 7/10
 

Wróg numer jeden (2012)

"It's cool, that your strong and I respect it, I do. But in the end, everybody breaks, bro. It's biology"

  Kathryn Bigelow wraca na Czerwone dywany Akademii. Po The Hurt Lockerze znowu ma szanse na Oscara za najlepszy film, tym razem z Wrogiem numer jeden. Akcja rozpoczyna się, kiedy w 2003 roku Maya (Jessica Chastain) zostaje wysłana do Arabii Saudyjskiej, gdzie jak się okaże, ma poświęcić kilka lat swojego życia na poszukiwania najniebezpieczniejszego człowieka świata – Osamy Bin Ladena. Maya to twarda sztuka i choć początkowo widok tortur stosowanych przez kolegów po fachu trochę ją mierzi, nie daje tego po sobie poznać, bo żeby złapać najgroźniejszego terrorystę na świecie – sam musisz być badassem. 
   Film wywołał sporo kontrowersji. Ujawnienie tajnych dokumentów, metod przesłuchań, zasugerowanie istnienia tajnej siedziby CIA w Polsce, a nawet samo przedstawienie złapania Bin Ladena jako zwycięstwa jednej osoby, jeden agentki CIA – spowodowało falę sprzeciwu. Podobno niektórzy członkowie Akademii zapowiedzieli, że w ramach protestu specjalnie nie zagłosują na film. Słaby protest, bo skoro się nie podoba kilka innych jest do wyboru. Ale niech krzyczą. 
  Zaskakujące jest to, że mimo iż ta historia nie dotyczy nas, jako narodu, jako kraju, bo choć wszyscy o Bin Ladenie słyszeliśmy i wszyscy mu życzyliśmy tego, co go ostatecznie spotkało, to zawsze był on, gdzieś daleko, w telewizorze. Ataki Al-kaidy nas osobiście nie dotknęły. Mimo to wszystko, sama nie wiem dlaczego, potrafiłam się jakoś w tym filmem utożsamić, kibicowałam Mai, kibicowałam CIA, a ostatnie 40 minut filmu oglądałam z dużym zaangażowaniem.


   Ale wróg numer jeden to nie tylko historia o polowaniu na Osamę. To historia o zaangażowaniu znajdującym się na krawędzi manii, obsesji. Maya nie ma swojego życia, nie ma spraw osobistych, jedyną sprawą jaka się dla niej liczy to schwytanie Bin Ladena. Każdy kolejny atak, każde potknięcie Agencji to jej osobista porażka. Zwerbowana do CIA zaraz po liceum, oddała mu całe swoje życia. Jedynym celem, który napędzał jej życie był Bin Laden, a kiedy go schwytała – co teraz? Jakże wymownie pokazuje to scena w samolocie, kiedy pada pytanie, gdzie chce się udać, aż cisną się na usta słowa „do domu”, ale gdzie jest jej dom...
8/10


Niemożliwe (2012)

   Maria (Naomi Watts – nominacja do Oscara dla aktorki pierwszoplanowej) i Henry (Ewan McGregor) postanawiają razem z dziećmi spędzić Boże Narodzenie w Tajlandii. Egzotyczny urlop, beztroskie popijanie drinków przy hotelowym basenie, plaże, ocean, opalanie, piękno tropikalnej krainy. Z dnia na dzień, w ciągu kilku sekund raj zamienia się w koszmar, a spokojne fale oceanu zmieniają się w fale tsunami porywające wszystko na swej drodze.
   Zaczyna się pięknie, ale ty wiesz co się wydarzy, więc tylko czekasz, kiedy tę przyjemną sielankę zburzy katastrofa, zaleje brudna żółta woda, kiedy odłamki szkła, kawałki drzew, powyrywane rury pokaleczą idealnie opalone ciała głównych bohaterów. Kiedy zrelaksowany uśmiech na ich twarzach zamieni się na wygięty w bólu i przerażeniu grymas. I gdy widzisz odlatujące ptaki, krople wody na szybie już wiesz, zaczyna się. 
  Po tej ilości cierpienia jakie zaserwowali nam twórcy, cierpienia fizycznego, bo podczas oglądania tego filmu czujesz ból, utożsamiasz się z cierpieniem głównych bohaterów, przychodzi happy end – ponowne połączenie rodziny – dzięki temu całemu dyskomfortowi zarówno psychicznemu jak i fizycznemu – z podwójną mocą odczuwasz radość, że to wszystko jednak dobrze się skończyło. Sprytny zabieg, bardzo sprytny. Bo mimo iż Niemożliwe to film niesamowicie realistyczny, świetnie zrobiony to jednak ten wątek melodramatycznej patetyczności w czasie poszukiwań, rozmów na lotnisku czy scen w szpitalu wyjątkowo się odznacza. Mimo to mnie nie kuły w oczy te podniosłe monologi i gesty, może dlatego, że wierzę iż w momencie katastrofy w ludziach nagle pojawia się chęć bezinteresownej pomocy, obowiązek odpowiedzialności za drugiego człowieka, zwykła jedność? Tak mnie nauczyła historia.
7/10

You Might Also Like

10 Comments

Instagram