W kilku słowach (1)

19:21

   


   Ponieważ oglądam bardzo dużo filmów i nie o każdym chce mi się rozwlekle pisać, co jakiś czas  pojawiać się będą wpisy zbiorowe, w których w kilku, niejednokrotnie zapewne w kilkunastu (czasem nie potrafię powiedzieć sobie dość) słowach będę starała się wyrazić swoją opinię na jego temat. Chcę opisać, jak najwięcej filmów i to wydaje się dobrym sposobem.

Liberal Arts (2012)


Na Liberal Arts smaczek miałam od bardzo dawna. Moja sympatia do Josha Radnora na pewno się do tego przyczyniła, poza tym z zainteresowaniem przyglądam się Elizabeth Olsen – młodszej siostrze znanych, wszystkim chyba, bliźniaczek Olsen, która w odróżnieniu do sióstr wybiera całkiem ciekawe projekty, no i powiedzmy sobie szczerze, dziewczyna potrafi grać kogoś innego poza samą sobą.


Nobody feels like an adult. That’s the world’s dirty secret.
 
Jest to opowieść o trzydziestokilkuletnim Jesse’m (Josh Radnor), który po latach wraca do swojego ukochanego collegu i spotyka tam młodą studentkę Zibby (Elizabeth Olsen), która jest wyjątkowo dojrzała i rozgarnięta, jak na swój wiek (przynajmniej w oczach Jesse’go), no i jak się można spodziewać, będzie między nimi iskrzyć. Kiedy Jesse wraca do Nowego Jorku, zaczyna się intensywna wymiana listów, w których dyskutują o literaturze i muzyce, a serca zaczynają bić mocniej. Jak się można spodziewać nie będzie to uczucie proste, bo między nimi jest spora różnica wieku, której Jesse nie omieszka przeliczać w tę i z powrotem, a w jego głowie zapałać się będzie ostrzegawcza lampa z neonowym napisem pedofil. No dobra poniosła mnie fantazja… W każdym razie, Jesse to zdecydowanie facet, który sam nie wie czego chce i mąci biednej Zibby w głowie. Zibby jest młoda, więc ma prawo nie wiedzieć czego chce, a mieszane sygnały wysyłane przez Jessego sprawy nie ułatwiają.

Ogólnie film pokazuje zasadność pytania, które już wieki temu stawiał nam nasz wieszcz narodowy Adam Mickiewicz „Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?” (taki polonistyczny wkręt). Tak naprawdę to sami bohaterowie nie znają na nie odpowiedzi, miotają się w tą i z powrotem.
Bardzo zaskoczyła mnie rola Zaca Efrona i to o dziwo na plus. Nie grał, jak zazwyczaj chłopaczka, w którym kochają się wszystkie panny, a trochę szalonego ekoludka, którego istnienia nie do końca jestem pewna ani ja, ani główny bohater.
Miałam się nie rozpisywać! Nie napiszę już nic więcej poza tym, że oceniam go na 7/10. Całkiem niezły to był film.

 Pitch Perfect (2012) 

  Ten film nigdy chyba nie uciekanie od etykiety Glee na dużym ekranie. Prawdę mówiąc niczym innym nie jest. Bohaterowie są trochę starsi, bo nie są licealistami a studentami i śpiewają a cappella – to by było na tyle jeśli chodzi o różnice.
Beca (Anna Kendrick) przyjeżdża do uczelnianego kampusu i decyduje, że zapisze się do grupy wokalnej "The Bellas", nie do końca tam pasuje, bo ma powiedzmy „nowatorskie” podejście do muzyki, a starym wyjadaczkom się to nie podoba. Dziewczyny przygotowują się do konkursu wokalnego, którego przegranie, jak można się domyślić, będzie wielką tragedią prowadzącą niemalże do zawalenia się ziemi i dalej końca świata. Jak to w takich filmach, będą chwilowe konflikty, zakazywane na siłę romanse, żeby było bardziej dramatycznie, pojedynki na struny głosowe i trochę śmiechu, do którego przyczyni się Rebel Wilson, o której już kiedyś wspominałam. Podobno większość jej kwestii była improwizowana i naprawdę nie wiem, jak towarzyszący jej w scenach aktorzy wytrzymywali nie wybuchając śmiechem. Pitch Perfect to trochę taki śpiewający Step up, więc jeśli ktoś lubi taki konwencje to polecam.
6/10 (jeden punkt wyżej ze względu na Rebel)

Now is good (2012)


  Now is good to typowy wyciskacz łez. Wspominałam już na facebooku, że płakałam jak „rozhisteryzowana nastolatka na koncercie Justina Biebera” (czyt. Bardzo!) Nic na to nie poradzę, że mi smutno, kiedy ktoś umiera, a szczególnie, kiedy jest to osoba młoda. Miękkie serce i te sprawy. 
  Tessa (Dakota Fanning) to siedemnastoletnia dziewczyna chora na białaczkę. Poznajemy ją w momencie, kiedy postanawia zaprzestać leczenia i korzystać z czasu który jej pozostał, a ponieważ nie ma go zbyt wiele, robi listę rzeczy, których doświadczyć chce przed śmiercią. Nie są to jakieś wymyśle rzeczy, jak zwiedzenie świata, czy skakanie ze spadochronem. Chce spróbować narkotyków, stracić dziewictwo, złamać prawo, coś ukraść, stać się sławną – w sumie całkiem nietypowa ta lista, ale udaje jej się „zaliczyć” większość ze swojej listy, a przynajmniej te główne punkty. Po drodze okazuje się jednak, że nie ważne, jak pozytywne i pogodne nastawienie będziemy mieć, widmo końca i tak musi w końcu uderzyć i życie to nie tylko odhaczanie kolejnych punktów na liście, których i tak z czasem pojawia się coraz więcej, a czasu nie przybywa. 6/10

Hello I Must Be Going (2012)

Amy (Melanie Lynskey) została porzucona przez swojego męża, który znalazł sobie młodszą i ładniejszą, czyli nowy lepszy model. Po rozwodzie Amy przeprowadza się do rodziców, gdzie przez ostatnie trzy miesiące całymi dniami siedzi w domu, w jednej piżamie, zajadając smutki, śpiąc i oglądając telewizję. W końcu nawiązuje wakacyjny romans z o wiele młodszym od siebie Jeremy’m (Christopher Abbott) i dzięki niemu porzuca marazm, staje na nogi i odżywa. A to zapewne dzięki aurze potajemnych, nocnych schadzek, niewinnego związku, w jaki się wdaje z dziewiętnastoletnim chłopakiem. Dojrzała kobieta z jednym nieudanym małżeństwem na karku zachowuje się znów jak nastolatka, paląc trawę, kąpiąc się nago w basenie i uprawiając seks w samochodzie – dzięki temu może poczuć się znowu młodo. Mimo iż ma opory i wie, że jej zachowanie jest niedorzeczne – powoduje, że jest znowu szczęśliwa, chce wyjść z domu, do świata do ludzi. Odżywa.
Melanie Lynskey jest uroczo nierozgarnięta, a jej zachowania nie raz wywołały szeroki uśmiech na mojej twarzy. Hello I Must Be Going obejrzałam, bo miałam ochotę na historyjkę o miłości i to dostałam. Niestety nic więcej. 5/10


10 years (2012)

 10 years to jeden z tych filmów, które ogląda się całkiem przyjemnie, ale kiedy się skończy nachodzi nas myśl: "No i co z tego?"
Grupa przyjaciół z liceum spotyka się na zjeździe absolwentów. I tyle. Naprawdę, to by wystarczyło za opis tego filmu. Siedzą, gadają, piją, gadają, wspominają, rozczulają się nad swoim życiem, sukcesami a w większości porażkami. Wiadomo dziś każdy musi być nieszczęśliwy - teraz jest na to popyt. Więc wszyscy ubierają najlepsze szmatki, chwalą się zdjęciami dzieci i łodzi a po paru kieliszkach, kiedy alkohol zaczyna buzować, przestają udawać i pokazują jakimi życiowymi nieudacznikami naprawdę są.
Jake, czyli pan Channing Tatum gra z panią Tatum a dokładnie Jenną Dewan-Tatum parę, czyli prawie prawdziwe życie. Rosario Dawson też się pojawia, jako była dziewczyna Jake'a i jeszcze kilku pobocznych bohaterów. Ogólnie jest to trochę takie Beverly Hills 90210 (albo podobny serial/film o nastolatkach z liceum) po latach. Nic ciekawego. 4/10
 

You Might Also Like

7 Comments

Instagram