Sęp (2013)

19:12


Poszłam na Sępa nie oglądając nawet trailera, co robię zawsze przed pójściem do kina. Coś tam czytałam, coś tam widziałam w necie. Zawsze, kiedy do kin wchodzi polski film spoza kategorii filmów w stylu Kac Wawa, idę – trzeba wspierać polski przemysł filmowy. Poza tym jakoś tak wydawało mi się, że to może być całkiem dobre kino. Niestety trochę się pomyliłam. Do pewnego momentu myślałam, że może oczekiwania się sprawdzą, ale zakończenie spowodowało, że  wyszłam z kina wkurzona i trochę zniesmaczona miałkością finału.

Sęp (Michał Żebrowski), jako posiadacz wyjątkowych umiejętności  detektywistycznych zostaje przydzielony razem z Bożekiem (Daniel Olbrychski) do sprawy, która spędza sen z powiek policji. Otóż w ciągu kilku ostatnich lat z więzień i sal sądowych znikają wyjątkowo groźni przestępcy, a kiedy wybucha afera na całą Polskę postanawiają położyć temu kres. No i zaczyna się śledztwo.


Tytułowy Sęp to Aleksander Wolin, który nie lubi być nazywany Olkiem. Kiedy był małym chłopcem tatuś poradził mu, że czasem ważniejsze niż uzyskanie odpowiedzi jest zadanie właściwego pytania, no to nasz Sęp nie robi nic innego, jak wyjmuje kredę i zapisuje bezsensownie proste pytania na tablicy w stylu „Kto pomaga mordercom?”, okraszając to niemal matematycznymi równianami w stylu: morderca+x=coś tam coś tam, a życie=życie – doprawdy to odkrywcze. Cóż nie ma co się dziwić wszakże to umysł ścisły, czyta mądre książki o ciałach niebieskich i patrzy przez lunetę w nieskończoność, no i jeszcze gada z kotem.
Kim wy jesteście? 
Każdy szanujący się kraj ma takich jak my. Takich, których nie ma.
 
Kurczę, ten film miał taki potencjał, że aż jestem poirytowana tym, co z niego wyszło. Przyznać trzeba, że pomysł jest naprawdę ciekawy i film nawet wciąga. Można powiedzieć, że to nawet dość kontrowersyjny temat i po seansie miałam moralny dylemat. Niestety te momenty, kiedy miałam ochotę głośno uderzyć się w czoło i zapytać SERIO???, przykrywają wszystko, co w tym filmie świetnie się zapowiadało. Główny wątek śledzimy z zainteresowaniem, bo twórcy rzucają nam po jednym kawałku układanki, która z biegiem minut sama układa się przed naszymi oczami i oczami Sępa.

Te głośno krzyczące reklamy "polski thriller na hollywoodzkim poziomie" są przezabawne, bo z hollywoodzkiego poziomu to tam jest może muzyka, kilku złoczyńców i świetnie zagranych drugoplanowych bohaterów, jak na przykład Raczek grany przez Andrzeja Grabowskiego. I tyle.

Całkowicie niepotrzebny wątek miłosny, chyba tylko po to tam wciśnięty, by mieć pretekst, żeby pokazać Przybylską toples. Te sztucznie brzmiące wyznania i spontaniczne randki powodowały zażenowanie, nie wiedziałam czy zakrywać oczy czy uszy. 



Oczywiście dla odrobiny dramaturgii pojawia się też umierające dziecko, któremu kończy się czas, jeden z głównych bohaterów ginie dość spektakularnie w wypadku, a nie, przepraszam, nie ginie, jeszcze zdąży poodmieniać angielskie czasy i kiedy doszedł do czasu przyszłego, wypowiadając słowa „I will” zamknął oczy i wyzionął ducha, sorry stary, ale ty już nic nie "will", boś martwy. Wybaczcie ten lekki spoiler, ale jak zobaczycie, jaką odniósł ranę to i tak będziecie wiedzieli, że nie ma dla niego ratunku, to nie serial Chirurdzy – to polska rzeczywistość, tu się wozi ludzi karetkami to dziurawych drogach.

No i ten Olbryski przesiadujący na górze Pałacu Kultury i snujący przemyślenia, SERIO?, przecież każdy wie, że za wejście tam trzeba zapłacić, już ja widzę, jak za każdym razem Bożek otwiera portfel, kiedy potrzebuje pomyśleć. :) Nie no dobra, może się czepiam niepotrzebnie.

 
 Podsumowując: Zakończenie wszystko zepsuło. Jestem w stanie zrozumieć rozdarcie moralne głównego bohatera, ale to, jak postanowili ten film zakończyć, jest po prostu absurdalnie śmieszne i nielogiczne! Przez to zarówno ocena, jak i początkowe dobre wrażenie spada na łeb, na szyję.
5/10

You Might Also Like

10 Comments

Instagram