Take This Waltz (2011)

13:23


  Od zawsze mam słabość do filmów o miłości. Może, dlatego, bo w moim prawdziwym życiu nie było jej zbyt wiele i moja podświadomość stara się zapchać zastane pustki miłosnymi historiami znanymi z filmów? Może po prostu, gdzieś w głębi jestem romantyczką, choć staram się tę myśl wypierać i bronię się przed nią rękami i nogami. Może jest jeszcze jakiś inny powód. Ale bohaterowie z opowieści o miłości są zazwyczaj moimi ulubionymi – no nie licząc freaków, życiowych nieudaczników i zrzęd, z którymi się identyfikuję. 
  Filmy takie jak Take This Waltz zapadają na długo w mojej pamięci – filmy opowiadające o tym, jak popieprzonych uczuciem jest miłość i nigdy nie możesz przewidzieć, gdzie cię zaprowadzi. Filmy takie, jak moje ukochane Blue Valentine – Take his waltz od razu nasuną mi to skojarzenie i to nie, dlatego, że w obu gra Michelle Williams, ale dlatego, że w obu miłość to nie tylko „kwiatki i serduszka” – jak to mówi mój ulubiony amant książkowy Christian Grey. 

  Miłość to trudne wybory, czasem egoizm, zadawanie cierpienia po to, by samemu się nie męczyć. Miłość czasem kopie cię w krocze, smaga cię pejczem (kolejna aluzja do tej „pornograficznej” książki), jest jak kubeł zimnej wody wylany na twoją głowę, kiedy bierzesz gorący prysznic – masz ochotę krzyknąć głośno CHOLERA! 

Life has a gap in it... It just does. You don't go crazy trying to fill it.

  Take This Waltz to historia młodego, z pozoru szczęśliwego małżeństwa Margot (Michelle Williams) i Lou (Seth Rogen). Mieszkają w ślicznym, kolorowym domku (cudnym!) w ładnym sąsiedztwie. On pisze książkę kucharską o kurczaku, którego co dzień gotuje w każdej możliwej postaci, ona pisze teksty na zamówienie. Urocza para. Myślisz sobie – też bym tak chciała. Pewnego dnia Margot poznaje Daniela (Luke Kirby), przystojnego, pociągającego faceta,, który zasiada obok niej w samolocie, potem razem wsiadają do taksówki i okazuje się „O! Ironio” że są sąsiadami. Margot nie wytrzymuje napięcia i wyznaje, że jest mężatką – w tym momencie zaczynają się schody. Niewinny flirt nabiera znamion niemalże romansu, a przecież jeszcze nic między nimi się nie wydarzyło – kilka spojrzeń, rozmów, wspólna podróż samolotem, taksówką a mimo to czujemy podobnie jak oni, że coś wisi w powietrzu. 


  Margot ucieka szybko do swojego męża gotującego jej co dzień drobiowy obiad, idealnego domku, małżeńskich rytuałów, ale cały czas gdzieś z tyłu jej głowy siedzi Daniel, ten ekscytujący nowy mężczyzna. Jaka wymowna jest scena na basenie, kiedy Margot rozmawia z koleżankami o tym, że każdy czasem chce czegoś nowego, bo to co nowe jest błyszczące – a jedna z stojących  naprzeciwko delikatnie mówiąc dojrzałych kobiet odpowiada – Nowe robi się stare. Tak samo jak one – młode, piękne kobiety mające cały świat przed sobą staną się kiedyś tymi podstarzałymi babami, tak samo miłość, która teraz wydawać się może ekscytująca, świeża, pociągająca, kiedyś ostygnie, wtedy zostanie tylko praca nad podsycaniem płomienia, lub ucieczka w stronę nowych świecących błyskotek.


But after 35 years of being faithful to my husband I think I'll have earned one kiss from you. 

  Moment zakochania, który powinien być czymś niezwykłym, przysłania poczucie rozpadu, rozpadu innego związku, wcześniejszej miłości Margot. Budowanie nowego związku na gruzach dawnej miłości jest przerażające. Margot nie chce skrzywdzić męża - nie może tego zrobić, dlatego nie chce zrobić żadnego pochopnego ruchu. Teraz jest mężatką i według niej powinna w tym związku tkwić. Tkwić, nie trwać, bo to już nie jest związek, kiedy w jej myślach wciąż obecny jest inny facet. Dlatego stawia między sobą a Danielem barierę, barierę dotyku – moja ulubiona scena filmu na basenie, kiedy podczas pływania nawet się nie dotykają, a gdy Daniel nagle chwyta ją niewinnie za kostkę, Margot ucieka. Dla niej to przekroczenie pewnej granicy. On może jej opowiadać, co by jej zrobił, gdyby mógł (kolejna niesamowita scena w barze/kawiarni, niezwykle intymna, do tego stopnia, że czujesz się jak intruz podsłuchujący najintymniejszej rozmowy kochanków), ale w żadnym wypadku nie powinien pewnych granic przekraczać. 


   Mam wrażenie, że Margot, jakby próbowała zapełnić czymś pustki w swoich związkach, namiętnością, która po jakimś czasie wygasała. Myślała, że może czego brakuje jej pierwszemu związkowi, ale w drugim stało się to samo - wtedy zrozumiała, że szalone czasy namiętności, zakochania nie trwają wiecznie - miłość, związek to nie tylko ekstatyczna namiętność, bo ona to przede wszystkim główny składnik zakochania, nie dojrzałej miłości, która z założenia ma trwać wiecznie – na dobre i złe. 


  O ile w Blue Valentine mamy zdecydowane zakończenie, wylewamy (przynajmniej ja) hektolitry łez widząc odchodzącego  Deana, to w Take This Waltz tego zakończenia nam brak. Ale nie o zakończenie tu chodzi, bo Polley wcale nie zależało na tym by uderzyć nas w pierś i wywołać łzy nad rozlanym mlekiem. Mi się wydaje, że chciała pokazać wagę podejmowanych przez nas decyzji. To, że czasem warto 8 razy się zastanowić, czy aby na pewno to błyszczące sreberko jest lepsze od rozpakowanej już, ale za to smacznej czekolady. 

Podsumowując: Nie wiem skąd tyle negatywnych opinii i recenzji w necie. Dla mnie to świetny film, który przyjemnie się ogląda, polecam wszystkim.
7/10
 

You Might Also Like

11 Comments

Instagram