Kochankowie z księżyca (2012)

19:57


  
  O nowym filmie Andersona słyszałam od dawna. Z jego filmami już jest tak, że nawet jak po seansie stwierdzisz: Eh, nic ciekawego, to i tak ten czas nie jest stracony, bo on swoimi ładnymi obrazkami nakarmi twoje oczy. Ktoś nawet stworzył paletę kolorów filmów Andersona - i coś w tym jest, jego filmy emanują specyficzną estetyką, kolorem, obrazem. Tak był w przypadku Pociągu do Darjeeling, który mnie osobiście zanudził prawie na śmierć i w pewnym momencie wyłączyłam film. Ostatecznie przez to, iż nie mam w zwyczaju nie kończyć filmów (już szybciej zrobię to z książką nie z filmem – filologia polska, nie ma, co), i z powodu mojej słabości do obsady dokończyłam oglądanie i stwierdziłam, że poza nudną fabułą film mi się podobał. Bo był ŁADNY. Choć nie znoszę tego wyrazu, bo jakby za mało wyraża, za mało jest sprecyzowany, to w wypadku filmów Andersona pasuje jak ulał. One są ładne. Czasem fabuła może wydać się absurdalna, nudnawa, dziwaczna – ale film zawsze będzie ładny i przyjemny w odbiorze.


  
  W wypadku Kochanów z księżyca zarówno warstwa estetyczna jak i fabularna świetnie ze sobą współgrają, trochę bajkowa historia o pewnym chłopcu i pewnej dziewczynce namalowana ciepłą barwą lat 60.

We're in love. We just want to be together. What's wrong with that?

  Oto dwójka główny bohaterów postanawia razem uciec. Sam to bardzo inteligentny chłopiec uczęszczający na wakacyjny obóz harcerski, który niestety nie jest zbyt lubiany przez współtowarzyszy harcerzy. Suzy to typ outsidera, sprawia trochę problemów wychowawczych rodzicom, bo jak sama stwierdza czasem ma problem z zapanowaniem nad emocjami. Pasjonatka książek, nosząca wszędzie swoją lornetkę, która jest źródłem jej supermocy. 


  Poznają się na przedstawieniu w kościele i zaprzyjaźniają. Potrzebują bratniej duszy i ją znajdą w sobie nawzajem. Zakochane dzieciaki uciekają przed niezrozumieniem dorosłych. Bo Suzy i Sam są zakochani! Kto ma prawo odmówić tej dwójce ich prawa do przeżywania ich pierwszej miłości? No, bo chyba nie ty! Ani ja! Ani jak się okaże pościg, który za nimi wyrusza. Dzieciaki uciekają na plaże, rozbijają obóz, tańczą, przeżywają pierwsze pocałunki i czytają książki. Wszystko okraszone dbałością o najmniejsze szczegóły i rozbrajającym, abdurdalnym humorem typowym dla filmów Andersona. 

   
  Ale używając wcześniej słowa "dzieciaki", myślałam nad tym, czy to określenie aby na pewno do nich pasuje. Kiedy na przeciwko tych dzieci postawimy obecnych w filmie dorosłych zaczynamy się zastanawiać, czy to aby nie Zakręcony piątek. Dzieci, bawiące się w dorosłych i dorośli udający tylko, że dorosłymi są. Ale przyznać trzeba, że do ról owych dorosłych wybrał Anderson samą śmietankę. Bill Murray i Frances McDormand grający rodziców Suzy, Edward Norton jako Harcmistrz Ward i Bruce Willis w roli policjanta Sharp, czy Opieka Społeczna czyli Tilda Swinton. Lepiej być chyba nie mogło.

  

  Każdy z nich pokręcony na swój sposób. Matka Suzy komunikująca się z domownikami przez megafon, Ojciec – powiem tylko tyle, wiem po kim dziewczynka odziedziczyła brak kontroli nad swoimi emocjami, Ward – Harcmistrz, który potrafi „zgubić” całą grupę harcerzy i nawet tego nie zauważyć, czy Opieka Społeczna – symbol biurokracyjnych zasad, gdzie ważne są nie uczucia czy dobro dziecka a przepisy. Dorośli – absurdalnie porozciągani, powyciągani, wykrzywieni i przerzuceni „na lewą stronę”. Obok nich dzieci, mądre, rezolutne, potrafiące sobie poradzić w każdej sytuacji. Wes Anderson jest dla filmu tym czym Witold Gombrowicz był dla literatury. 
  Jak to bywa w bajkach - wrogowie zamieniają się przyjaciół a sensacyjny pościg kończy się szczęśliwym zakończeniem.
 

  Podsumowując: Anderson kreśli na ekranie bardzo kolorową i fajną historię o dwójce uroczych dzieciaków uciekających od absurdalnej rzeczywistości. Idźcie do kina i sami się przekonajcie, jak ładny to film. (:
 7/10

          

You Might Also Like

6 Comments

Instagram