Cafe de flore (2012)

17:01

  Kiedy Twoja miłość zostanie zapisana w gwiazdach, nic na to nie poradzisz, choćbyś nie wiem jak się starał/a. 


  Odkąd obejrzałam Cafe de flore tydzień temu, ciągle siedzi w mojej głowie. Przypomina o sobie co dzień. Obraz Jacqueline przytulającej swojego synka, pięknych loków Rose, czy nierozerwalnego uścisku Laurenta i Véronique. Ten film mówiąc kolokwialnie wlazł mi pod skórę, uwiera jak drzazga pod paznokciem, bo do dziś nie wiem, czy był piękny, czy pretensjonalny – jak to mu wiele osób zarzuca.

  Opowieść prowadzona na dwóch płaszczyznach – jedna to Paryż lat 60, w którym to wspominana już Jacqueline wychowuje syna z zespołem Downa. Druga to współczesny Montreal i historia niedawno rozwiedzionego Antoine’a, który jest popularnym DJ-em. Te dwie historie coś jednak łączy. Łączy je miłość. Ale powiedzieć, że jest to po prostu miłość byłoby zbytnim uproszczeniem. Wręcz nie wypada, to byłoby nieporozumienie.

  Kiedy miłość jest tak silna, że przezwycięży wszystko, przeciwności losu, chorobę i śmierć. Kiedy gotowy jesteś na największe poświęcenia z miłości – a raczej przez nią.
To taka miłość.  

Jacqueline nadała swojemu życiu cel. Jej dziecko Laurent musi dożyć starości.

 Jacqueline w tej roli Vanessa Paradis, (którą przyznaje bez bicia, kojarzyłam przede wszystkim z tego, że była z Johnnym Deppem) cale swoje życie podporządkowuje temu postanowieniu, gdy dowiaduje się, że dzieci z Downem żyją średnio 25 lat. Wszystko, co robi, robi dla syna, a kiedy on przelewa część swoich uczuć na pierwszą miłość, Véronique – dziewczynkę, którą spotyka w szkole - łamie matce serce. Jacqueline traci nie tylko część uczuć syna, on jej odbiera część jej życia – życia, które do tej pory miało jedno imię i jedną twarz Laurenta. 


  W Montrealu mieszka Antoine, odkąd pamięta był z Carole, młodzieńcza miłość. Pierwsza miłość. Wydawać by się mogło, że to połówki jabłka, pomarańczy, czy czego tam sobie życzycie. Mają razem dzieci, jego rodzice kochają ją, jak własną córkę.


  A co, gdy twoja bratnia dusza przestaje nią być? Kiedy spotkasz kogoś nowego na swojej drodze, kto przewraca twoje życie do góry nogami, co wtedy?

  Antonie spotkał Rose – jedno spojrzenie i wiedzieli. Niczym metafizyczne połączenie dusz. W jego życiu ciągle, czego brakowało, próbował wypełnić pustki alkoholem, ale gdy spotkał Rose nagle wszystko stało się proste. Taki banał. Jednak dla Carol sprawa wygląda całkiem inaczej, ona nie potrafi sobie poradzić z utratą Antonie’a, zaczynają się koszmary, lunatykowanie i ciągły niepokój, poczucie, że musi do niego wrócić, że bez niego życie nie ma sensu.


  Film zbudowany trochę na zasadzie mozaiki. Powolutku dostajemy kolejne kawałki uzupełniające luki w historii bohaterów.  Kluczową rolę pełni tu muzyka, szczególnie jedna piosenka Cafe de flore właśnie. Słuchają jej i w Paryżu lat 60 i we współczesnym Montrealu, w nowszej odświeżonej wersji.

  Rano, w południe i wieczór, siedem dni w tygodniu, 365 dni w roku Jacqueline trwała przy swoim marzeniu. Pieśń ta stała się jej symbolem. Symbolem mitycznej miłości jak myślała. Większej niż ludzkości, silniejszej od życia.  


  Podsumowując: Film uwodzi obrazem, klimatem i muzyką. Zaskakuje końcówka, przez którą to właśnie film pozostaje w głowie na czas jakiś. Końcówka, która pokazuje, że jeśli kochałeś kogoś w innym wcieleniu, ta miłość pozostaje, musisz tylko poczekać, aż ją odnajdziesz.  
  Spodoba się beznadziejnym romantykom, trzeźwo patrzący na świat tego nie łykną i pomyślą - „Co za bzdura”. Dlatego do dziś nie wiem, czy film mi się podobał, czy dałam się na chwilę oszukać, bo nie wiem, czy jestem jednym, czy drugim.
8/10

          

You Might Also Like

2 Comments

Instagram